W życiu bywają noce i dnie… (Projekt. Noce i dnie)

W życiu bywają noce i dnie… (Projekt. Noce i dnie)

Mikołaj Mikołajczyk wraz z chórem „Wrzos” z Zakrzewa już po raz drugi przygotował spektakl w ramach projektu Wielkopolska: Rewolucje. Tym razem jednak zespół zdecydował się mówić o sprawach bardzo poważnych, nie rezygnując jednak przy tym z dynamiki i żywiołowości wyrazu.

Rok temu było łatwiej. Spektakl o szczęściu, o spotkaniu znanego choreografa z grupą zakrzewskich seniorów. Wzruszenie towarzyszyło wielu momentom. Patrząc na starsze osoby na scenie doceniałam w pełni ich pracę, zmierzenie się z nową formą wyrazu, a także własnymi ograniczeniami. Widziałam, ile radości sprawiała im ta praca. Dlatego z niecierpliwością czekałam na kolejną odsłonę współpracy zakrzewskiego chóru „Wrzos” i Mikołaja Mikołajczyka. Choreograf znany jest z ukazywania na scenie wątków ze swojej biografii czy bardzo osobistych rozważań. W pierwszym spektaklu zrealizowanym w Zakrzewie – Teraz jest czas – o sobie mówią także seniorzy. Traktuję to jako moment przełamania – starsze osoby przedstawiają się, opowiadają, czym się zajmują, co lubią robić. W Projekcie. Noce i dnie idą natomiast krok dalej – wypowiadają się na temat własnych ograniczeń, chorób, emocji. Nie jest już tak lekko i przyjemnie jak poprzednio, tematy, na jakich skupili się twórcy to bowiem niespełnienie oraz śmierć.

Już sam tytuł spektaklu sugeruje, że nie będzie to dosłowna adaptacja powieści Marii Dąbrowskiej. Projekt. Noce i dnie więcej czerpie z filmu Jerzego Antczaka, jest jednak luźną interpretacją tematów w nim się pojawiających. Elementem kojarzącym się zazwyczaj z tym utworem jest walc skomponowany przez Waldemara Kazaneckiego. Opracowany na potrzeby przedstawienia przez Zbigniewa Kozuba (jak wszystkie wykorzystane w nim melodie) staje się punktem łączącym pracę Mikołajczyka z filmowymi Nocami i dniami. Mam wrażenie, że tworzy także ramę spektaklu – słychać go w momencie wejścia do sali oraz na końcu, kiedy artyści proszą widzów do tańca. Ten taniec jest jakby uspokojeniem. Znamy go już, więc gwarantuje bezpieczeństwo, że nic nieplanowanego się tu nie wydarzy.

Dramaturgicznie dostrzegam podobieństwa do wcześniejszej realizacji Mikołajczyka i „Wrzosów”, jednak tym razem kompozycja wydaje mi się bardziej spójna (co jest zasługą Małgorzaty Dziewulskiej). Wątki ogólne przenikają się z bardzo prywatnymi. Podczas jednej z pierwszych scen z przejęciem oglądałam materiał wideo (stworzony przez Mirka Kaczmarka), w którym seniorzy z Zakrzewa mówią o sytuacji ludzi starszych. Wniosek jest jeden: starsi nie są potrzebni młodszym, a kiedy nie mają już sił, by zająć się sobą, wysyła się ich do domów opieki, odpycha, nie docenia ich wartości. Brzmi to przerażająco, widzę wyraźnie, jak świadomi sytuacji społecznej są zakrzewscy artyści. Bolesną prawdę starają się przekazywać w sposób neutralny, jednak moje emocje są coraz większe. Czy wszystkich nas czeka taka starość? Czy to jest właśnie nasze niespełnienie?

Podobnie jak w Teraz jest czas Mikołajczyk jest tu przewodnikiem starszych osób, prowadzi ich, czuwa nad przebiegiem spektaklu. W jednej ze scen zespół odwołuje się do sytuacji, jaka miała miejsce po sukcesie pierwszego spektaklu. Początkowo nikt nie spodziewał się takiego rozgłosu – materiałów w prasie i telewizji, odwiedzin ogólnopolskich mediów, wyjazdów na festiwale. To miał być eksperyment – ci, którzy zaryzykowali i zaufali nieznanemu wcześniej choreografowi otrzymali zasłużoną nagrodę. Teraz, kiedy siedzą na krzesłach rozmieszczeni w przestrzeni w odpowiednich od siebie odległościach, trzymają w rękach nadmuchane żółte balony. Po kolei zaczynają wypowiadać różne określenia, odzwierciedlające ich obecny stan, na przykład: „zazdrość”, „szczęście”, „udzielamy się społecznie”, „aktywna babcia”. Początkowo robią to powoli, potem jednak przyspieszają. Wzrasta tempo wykrzykiwanych już przez nich słów (podobnie jak wzrosło tempo życia zakrzewskich seniorów), dochodzi do tego, że wszyscy mówią jednocześnie, przekrzykując się, aż w końcu puszczają nadmuchane balony. Nastaje cisza. Pięć minut sławy minęło, trzeba żyć dalej i mierzyć się z problemami codzienności.

Poważnym tematom, o jakich rozmawiać chcą Zakrzewianie, towarzyszą również lżejsze motywy, wyrażane w tańcu i śpiewie. Pojawiają się więc piosenki, jakie chór „Wrzos” wykonuje na co dzień. Słuchając ich czuję, że stają mi się bliżsi, otwierając się przede mną i prezentując swój regionalizm. Najciekawsze jednak wydają mi się sceny taneczne – oglądając je dostrzegam ogromny potencjał występujących seniorów. Nie jest to już tylko taniec wyuczony, każdy może pozwolić sobie na chwilę improwizacji, wyrażenie siebie tak, jak w danej chwili chce. Starsze osoby na scenie czują się pewnie, są niczym profesjonalni aktorzy. Kiedy wraz z Mikołajczykiem tańczą Night Fever Bee Gees wywołują klimat niemal dyskotekowy. I udowadniają tym, że każdy ma prawo do zabawy, niezależnie od wieku.

Występujący gościnnie Adam Ferency i Iwona Pasińska nie wyróżniają się na tle całego zespołu, dopełniają jedynie opowieści starszych osób, które są tu zdecydowanymi liderami. Widać to szczególnie w scenie, gdy Ferency wygłasza jeden z tekstów bardzo zwyczajnie, monotonnie, nudno. Mikołajczyk oddaje wtedy głos seniorom, którzy zaczynają powtarzać po kolei, wers po wersie: „w życiu bywają noce i dnie, ale bywają też niedziele, tylko że one zdarzają się rzadziej niż w kalendarzu… i tym razem wydaje mi się, jakby niedziela zaczęła się zbliżać do naszego życia”. Filmowy cytat nabiera tym razem nowego znaczenia, staje się ważny z perspektywy osób go wypowiadających. Niedzielą – prywatnym świętem może stać się każde szczególne wydarzenie z naszego życia, wyjątkowe spotkanie, emocjonalne przeżycie. Takim momentem jest właśnie ten spektakl. Celowy kontrast, jaki został zastosowany w tej scenie pokazuje, że nie potrzeba wielkich słów, by opisać to, co czujemy czy myślimy. Iwona Pasińska natomiast wydaje się częściowo nieobecna, w scenach zbiorowych jest wycofana, nie przyciąga. Pięknie wygląda za to w jej wykonaniu sekwencja solowa – tancerce towarzyszy bowiem niesamowite skupienie, jej ruchy są wyważone, ale zarazem bardzo emocjonalne. Niesamowicie w tej scenie wykorzystano także światło. Pasińska porusza się w przestrzeni scenicznej, a na ścianie widoczny jest jej cień, co dodaje wrażenia intymności, ale też tajemniczości. Zupełnie inaczej wygląda natomiast w momencie tańca w parach do How Deep Is Your Love Bee Gees. Seniorzy wraz z Adamem Ferencym poruszają się delikatnie, bardzo subtelnie – ich miłość wyrażana jest za pomocą drobnych gestów. Mikołajczyk i Pasińska są zupełnie inni, tworzą kontrast w stosunku do reszty obecnych na scenie osób. Lekkość i płynność ich ruchów przypomina młodzieńcze zakochanie, pełne żywiołowego uczucia.

Najbardziej wzruszające są jednak końcowe sekwencje Projektu. Noce i dnie. Zakrzewscy artyści siedzą na krzesłach rozmieszczeni w przestrzeni i mówią kolejno o swoich chorobach oraz dolegliwościach. Widać dokładnie, że każdy ma jakiś problem, z którym musi się mierzyć – to już chyba specyfika ich wieku. Podczas wejścia na scenę Ferency, Pasińska i Mikołajczyk postawili przed widownią biało-czerwone drogowe pachołki. Wydaje się, że w ten sposób zaznaczyli swoją przestrzeń. Podobnie jest także w jednej z ostatnich scen – seniorzy odgradzają się od publiczności biało-czerwoną taśmą, tworząc zamknięty krąg. W jego środku znajdzie się natomiast Mikołajczyk. Jego solo wydaje się najbardziej ekscytującym fragmentem spektaklu. Początkowo dwie z obecnych na scenie pań rozbierają artystę, by potem każdy mógł białą farbą zostawić na jego ciele ślad. Naznaczają go w ten sposób, jakby cała zła energia miała teraz skumulować się w jednym ciele. Taniec Mikołajczyka jest niesamowity, ekstatyczny, bardzo przejmujący. Wyraźna inspiracja estetyką japońskiego butoh sprawia, że traktuję go jako taniec śmierci. Wyraziste ruchy są niczym krzyk umierającego, żegnającego się ze światem.

Po tej sekwencji motyw walca znów powraca. Tym razem jednak seniorzy podchodzą do publiczności i zaczynają pokazywać fotografie swoich bliskich, którzy już nie żyją. W tym czasie Mikołajczyk rozrzuca po scenie lilie – kwiaty piękne, ale symbolizujące koniec. Wzruszenie staje się coraz większe, uświadamiam bowiem sobie, że jest to moment, którego nie unikniemy. Co po nas pozostanie? Zdjęcia, pamiątki czy może coś więcej? Napięcie zaczyna wzrastać, muzyka staje się gwałtowniejsza, światła bardziej agresywne. Całości ostatniej chwili dopełnia krzyk seniorów – nie są już tak łagodni jak na początku, wydają się bardzo zdecydowani, ale i przerażający. Ten niecodzienny seans dobiega końca, jednak łez przybywa coraz więcej. Pozostaje jeszcze pytanie: jak wiele niedziel zdarzyło się w naszym życiu? Dla mnie ten spektakl zdecydowanie był jedną z nich – niepowtarzalnym, wyjątkowym spotkaniem.

Marta Seredyńska, Teatralia Poznań
Internetowy Magazyn „Teatralia”, nr 82/2014

Mikołaj Mikołajczyk

Projekt. Noce i dnie

reżyseria: Mikołaj Mikołajczyk

dramaturgia: Małgorzata Dziewulska

muzyka: Zbigniew Kozub

scenografia i video: Mirek Kaczmarek

premiera: 5 września 2013

Organizator: Samorząd Województwa Wielkopolskiego

fot. Mirek Kaczmarek

Marta Seredyńska – absolwentka Wiedzy o teatrze, studentka kierunku Media Interaktywne i Widowiska na UAM, słuchaczka Mobilnej Akademii Krytyki Tańca. Publikowała w „Didaskaliach”, na portalu taniecPOLSKA.pl oraz na blogu studioslodownia.pl (Stary Browar Nowy Taniec). Redagowała też gazety festiwalowe na lubelskich festiwalach Konfrontacje Teatralne, Międzynarodowe Spotkania Teatrów Tańca oraz MAAT Festival.