Z życia marionetek (Ogród Elzy)

Hitler, podobnie jak jego idole Nietzche i Wagner, widział przywództwo jako seksualną dominację. Gwałt na „kobiecych” masach. W imaginarium wyuzdanej nazistowskiej estetyki, w której funkcjonuje słynna Elza, dochodzi do zmiany tego punktu widzenia. Bohaterka Anny Peschke jest jednak inna niż Wilczyca SS, która stanowi jej filmowy pierwowzór. Inspiracja filmem z 1975 roku, charakteryzującym się niebywałym wachlarzem wrażliwości kampowej, jest tylko bazą do podjęcia krytycznej oceny procesu przenikania (albo permanentnego przeniknięcia) faszystowskich wątków do kultury popularnej.

Ogród Elzy to świat ruchów, gestów, póz, min, które bohaterka uprawia i pielęgnuje. Niczym wierny ogrodnik, który na marginesie doskonalenia własnego poletka uprawia także eksperymentalną hodowlę genetyczną. Długimi szczypcami dzierżonymi w dłoniach obleczonych lateksowymi rękawiczkami Elza oddziera obmierzłe szmaty ze starego fotela, po to, by na powstałym szkielecie umieścić zwoje blond włosów. Oddzieliwszy w ten sposób ziarna od plew, SS-manka przechodzi do kolejnego zaprogramowanego zestawu czynności – rytuału ubierania munduru. Ale w takich sytuacjach nazistowski uniform nigdy jest nie tylko zwykłym mundurem, lecz także materiałem wywołującym szczególne doznania estetyczne tudzież fantazje erotyczne. Sztywny, obcisły, stylowy i dobrze skrojony kostium, nie bez pewnej dozy ekscentryzmu, wymusza specyficzną choreografię ruchów. Orgiastyczna transakcja pomiędzy tym, co męskie, a tym, co kobiece, implikuje fale wzmożonej fascynacji.

Elza wtłoczona w ciasny uniform i podobnie ciasną ideologię odgrywa podwójną grę dominacji i zniewolenia, czyniąc z tego specyficzny ceremoniał. Raz uwodzicielsko wyśpiewuje niemieckie piosenki, raz dzierży pejcz z całą świadomością swojej fatalicznej mocy, po to, by zaraz kompulsywnie wymachiwać ręką w geście „heil Hitler” albo z zimną wściekłością rozczesywać blond peruki.

Motyw włosów przewija się przez cały spektakl. Oprócz tego, że wyściełają fotel, są również w poduszkach, na manekinach czy wreszcie wplecione we własne włosy Elzy. Ich jasny kolor z jednej strony nasuwa na myśl kategorie aryjskości, z drugiej kojarzą się z przerażającą w swym pragmatyzmie machiną przemysłu Zagłady. Patrząc na nie i powtarzając wciąż w głowie słowa „włosy, włosy, włosy”, zderzamy się z czymś na wskroś obrzydliwym. Dotykamy abiektu. „Zafascynowany poryw, który mnie do tego prowadzi i który mnie od tego odpycha” – jak powiedziałaby Julia Kristeva.

W trakcie oglądania tego wyrafinowanego rytuału dominacji i podporządkowania rodzi się pewnego rodzaju nieznośny i rozkoszny zarazem zamęt. I tak jak u Sartre’a bohater Dróg wolności widząc pochód nazistowskich wojsk, powiedział „Jak w masło – weszli w Paryż, jak w masło”, tak tutaj z podobną tłustą łatwością Elza wciąga nas do swojego ogrodu ekstatycznej fascynacji. W którym momencie orientujemy się, że już nie ma odwrotu, że zostaliśmy wchłonięci? A no w tym, kiedy światła rozświetlają widownię, a SS-manka wraz z pomocnikiem (zapewne jednym z kochanków, których tak chętnie wymienia każdej nocy, po to by nazajutrz ich kastrować) rozdają widzom kawałki pokrojonego czekoladowego tortu w kształcie swastyki. Bon apetit! I w istocie zostaje on przyjęty, a nawet zjedzony – przecież to tylko tort. Przecież to tylko spektakl.

Ogród Elzy dotykając przeszłości, staje się refleksją na temat teraźniejszości, gdzie punktem odniesienia jest przyszłość. Anna Peschke mówi o sukcesywnie pogłębiających się konstrukcjach historii w obszarze kultury popularnej, o postępującym panoptikonie symulakrów. Artystka wykorzystując elementy popkultury do krytyki jej samej, daje nam jednocześnie wybór – zjeść tort czy nie zjeść tortu. Ale czy rzeczywiście możemy jeszcze decydować? W końcu znaleźliśmy się na widowni.

Katarzyna Oczkowska, Teatralia Kraków
Internetowy Magazyn „Teatralia”, numer 129/2015

3. Międzynarodowy Festiwal Teatru Formy „Materia Prima”

Ogród Elzy

Reżyseria: Anna Peschke

kostiumy: Rudi Scharff

przekład: Leon Ulrich

muzyka: Christoph Wirth

dramaturgia: Jan Deck

asystent reżysera: Astrid Dobrunz

reżyseria świateł: Uwe Lehr

obsada: Anna Peschke

fot. Kai Kremser

Katarzyna Oczkowska – doktorantka w Instytucie Sztuki PAN. Zajmuje się polską sztuką współczesną ze szczególną słabością do kontrastów – od subtelności po kamp.