Zmyślam, więc jestem (Ławeczka)

Dawno, dawno temu ludzkość wymyśliła sobie skuteczne narzędzie do ulepszania rzeczywistości.  I choć na przestrzeni wieków tyle się zmieniło, to kłamstwie pozostaje wciąż aktualne i tak chętnie wykorzystywane. Może być małe, słodkie i niewinne, ale może też doprowadzić delikwenta do więzienia.

Dla bohaterów spektaklu Ławeczka w reżyserii Ingmara Vilquista jest ono substytutem tego wszystkiego, czego poskąpił im wredny los. I zarazem furtką do zaznania choćby minimalnej ilości ciepła innego, trzymanego w ramionach, ciała. Kiedy żona pierwszy raz nazwała Jurę (Sławomir Maciejewski) nieudacznikiem, a Wiera (Magdalena Walach) po raz pierwszy usłyszała od (byłego) męża: „ty nienormalna idiotko”, słowem – kiedy idylliczność początkowego etapu związku ustępuje miejsca codzienności, dzieciom, rachunkom, zobowiązaniom, wówczas robi się jakoś tak szaro. Właściwie nie ma gdzie się podziać, kiedy nawet mikroskopijne mieszkanie to współwłasność. Pozostaje więc wegetacja w nieudanym związku, gdzie i miłości, i seksu jak na lekarstwo, albo wegetacja w samotności, czyli decyzja o rozwodzie. I wtedy z pomocą przychodzi kłamstwo.

Wiera, na co dzień kontrolerka nr 9 w fabryce odzieżowej, rozwódka, ubiera najlepszą sukienkę, robi staranny makijaż i kilka razy w tygodniu wciela się w koneserkę malarstwa, przechadzającą się wśród zgromadzonych w galerii dzieł sztuki, które dawno już stały się dla niej przezroczyste i nic nieznaczące. Przychodzi tu, bo najwyraźniej wierzy, że podobne przyciąga podobne. Jej zdaniem piękna miłość przydarzyć się może tylko na tle pięknego obrazu. Właściwie Wiera ma trochę racji: podobieństwa lgną do siebie i z tego powodu Ingmar Vilquist przeniósł akcję Ławeczki Gelmana z parku do galerii malarstwa, gdzie istotę piękna stanowi przecież iluzja i sztuczność. Ta sama sztuczność cechuje romans, w jaki Wiera wdaje się z Jurą, albo Aloszą,  albo Kolą, lub nawet Fiedią, bo on także uzależnił się od zmyślania posiadającego moc kreacji ulepszonego siebie i otaczającego świata. Teraz, tu w muzeum, z podrzędnego kierowcy autobusu miejskiego staje się mężczyzną w delegacji, pachnącym dobrymi perfumami, szarmanckim i takim, który potrafi zadbać o wszystko. Jest kimś, kim chciałby, a nigdy nie będzie. Inna sprawa, że Wierę spotyka tu ponownie. I jej nie poznaje…

Niezwykle rzadko pozwalam sobie na tak obszerny opis bohaterów i ich historii. Tym razem jednak spektakl jest na tyle kameralny, że właśnie opisywanie przedkładam nad daleko posuniętą interpretację. Tę ostatnią zresztą można wyczytać w skoncentrowanym i pełnym emocjonalnych niuansów aktorstwie Maciejewskiego i Walach. Naprawdę sporo dzieje się w drobnych gestach, w próbach – poczynionych niby mimochodem – nawiązania kontaktu cielesnego. Z jednej strony mamy do czynienia z romansową gierką damsko-męską, z drugiej teatrem dominacji, gdzie role dominującego i zdominowanego nigdy nie są rozdane na stałe. Stąd czasem to Wiera miażdży mężczyznę ironicznymi uwagami o jego oszustwach, by już chwilę później ze spuszczoną głową wysłuchiwać tyrad Jury.

Można nie wzruszyć się wcale historią miłości Wiery i Jury, ale trudno oprzeć się dojmującemu smutkowi zakończenia. Kiedy bowiem tych dwoje już ma się rozejść, aby wrócić do starych, tak dobrze przerobionych scenariuszy życiowych, Wiera wciska zdezorientowanemu mężczyźnie zapasowe klucze do swojego mieszkania. Żeby zawsze mógł przyjść. W jednej chwili znika cały romantyzm, finezyjne sztuczki tracą cały blask. Pozostaje samotna, zagubiona kobieta, kojarząca się z porzuconym zwierzęciem, które wszelkimi możliwymi sposobami domaga się uwagi. I jeszcze ta natrętna myśl: ile takich zapasowych kluczy nosi w torebce? A ile już – na marne –  rozdała?

Agnieszka Dziedzic, Teatralia Kraków
Internetowy Magazyn „Teatralia”, numer 76/2013

Teatr Bagatela im. Tadeusza Boya-Żeleńskiego w Krakowie

Aleksandr Gelman

Ławeczka

przekład: Jerzy Koenig

reżyseria: Ingmar Villqist

scenografia: Ingmar Villqist

opracowanie muzyczne: Rafał Kowalczyk

reżyseria świateł: Marek Oleniacz

obsada: Magdalena Walach, Sławomir Maciejewski

premiera: 18 października 2013

fot. mat. teatru

Agnieszka Dziedzic – rocznik 1987, studentka dramatologii  UJ, od 2008 roku związana Internetowym Magazynem Teatralnym „Teatralia”, gdzie publikowała swoje teksty i pełniła funkcję redaktora oddziału Kraków. Interesują ją „błędy” w sztuce – teatr, który nie chce być modny, architektura, która potrafi odstraszyć, literatura, która bredzi, choć czyni to z urokiem. A ostatnio także teatr lalek.