Zły trochę gorzej (Konrad Pawicki & Band)

Zły trochę gorzej (Konrad Pawicki & Band)

Konrad Pawicki uwiódł mnie kilka lat temu rolą Larry’ego w spektaklu Patricka Marbera Bliżej w szczecińskiej Malarni. Po ostatnim koncercie (15 października 2013), podczas którego wyznał, że jest żonaty i „zbladły innych dam powaby”, zmuszona jestem się jednak odkochać. Zwłaszcza że na scenie towarzyszyło mu kuszące trio i to z ich instrumentami flirtowały moje zmysły.

Najpierw serce skradł mi saksofon Krzysztofa Kowalczyka, uniosłam się nad deski teatralnej widowni, chciałam uciec do Nowego Orleanu, być czarną kurtyzaną ze Storyville. Wtedy na scenę wkradł się wokal Pawickiego. Jak na prawdziwego mężczyznę  przystało, było o tytoniu, chlebie, winie i kobietach. Ze mną i Panem Pawickim jest jak ze starą miłością, pozostaje szacunek i wspomnienie miłych chwil, ponowne zauroczenie nie jest jednak możliwe. Sam wokal, w kolejności od najbardziej do najmniej, podobał mi się zaraz po dźwiękach aerofonów (Kowalczyk grał również na klarnecie), doskonałym zestrojeniu kontrabasu (Paweł Rozmarynowski) z fortepianem (Wiktor Szostak) oraz… rolach Pawickiego w sztukach Teatru Współczesnego.

Pawicki, szczeciński aktor, sprawiał wrażenie przekonanego również o swoim wokalnym talencie. Były i anegdoty o pierwszym z czterech – jak dotąd – koncercie w Berlinie, i podziękowania, i życzenia. Być może za kulisy wkradła się trema, ponieważ tym razem za mikrofonem aktor sprawiał wrażenie niepewnego. Promujący wydarzenie utwór Zły okazał się najlepszą propozycją bandu. Przesłuchawszy go w domu, przed udaniem się na koncert, oczekiwałam ciekawszej warstwy tekstowej. Kolokwialnie podsumowując myślą mojego przyjaciela, również muzyka: gość robi to z chrypą, jakby naprawdę mu zależało. Na scenie tego zaangażowania było jednak za dużo (ilość została wyceniona ponad jakość), jak również przeciągnięć w wersach niektórych utworów, a w tekstach dały o sobie znać grafomańskie zapędy.

Sam artysta wyznał, że niektóre z piosenek napisał lata temu, nie przekreśla to oczywiście szansy na wydanie całkiem przyzwoitej płyty, zwłaszcza z tak doskonałym wsparciem instrumentalnym. Kameralny odsłuch mógłby przynieść lepszy skutek, koncert na dużej teatralnej scenie zbudował dystans między wykonawcą a publicznością, a wrzucenie wszystkich utworów do jednego, przysłowiowego worka nie wyszło na dobre Pawickiemu jako tekściarzowi. Chociaż w jednym z nich wyznał, że „nie ma sobie nic do zarzucenia poza płaszczem z dziurami w kieszeniach”, mam nadzieję, że na kolejnych koncertach dziury te załatane zostanę tylko dobrymi wersami, a autor nie będzie bardem jednego przeboju.

Poezja śpiewana, w której instrumenty stanowią dopełnienie, a pierwsze skrzypce grają struny głosowe powinna dawać odbiorcy przyjemność obcowania z literaturą najwyższej próby. Było jak w klasyku Stanisława Syrewicza Śpiewać każdy może – Pawicki zaśpiewał piosenki, klaskały panienki i dawały mu kwiaty, podczas tego koncertu na pierwszy plan przebiła się jednak muzyka. Podobno, jak mówią, stara miłość nie rdzewieje, toteż życzę Panu Pawickiemu, żeby ze swoich kompozycji wybrał tylko te „ładne szlagiery” i to z nimi „poszedł drogą kariery”.

Kinga Cieśluk, Teatralia Szczecin
Magazyn Internetowy „Teatralia” numer 74/2013

Teatr Współczesny w Szczecinie

Konrad Pawicki & Band: Zły

Dobry koncert we Współczesnym!

wokal, teksty piosenek: Konrad Pawicki

fortepian, aranżacje: Wiktor Szostak

bas, kontrabas: Paweł Rozmarynowski

saksofony, klarnet: Krzysztof Kowalczyk

fot. Irena Naumowicz