Zasada stu! (Zbrodnia i kara)

Zasada stu! (Zbrodnia i kara)

Wydaje się czasem, że kara jest nieproporcjonalna do zbrodni, że będąc na miejscu sędziego bylibyśmy odważniejsi i bardziej zdecydowani, że wydalibyśmy surowszy wyrok. Oczywiście, że oprawca nie zasługuje na sprawiedliwy sąd, skoro okazał się takim zwyrodnialcem. Pozory.

Zbrodnia i kara Fiodora Dostojewskiego to historia znana, z fabułą świetną i mocno plastyczną. Czytając książkę, nie ma wątpliwości, kto jest głównym bohaterem. O taką pewność trudno, kiedy ogląda się spektakl Waldemara Śmigasiewicza.

Nie można odmówić Marcinowi Perchuciowi (Rodion Raskolnikow) bardzo dobrze zbudowanej pod względem psychologicznym roli, co przekłada się na stany emocjonalne bohatera. Tym, kto magnetyzował i wpędzał widza w wątpliwości był Kazimierz Kaczor (sędzia Porfiry Pietrowicz).

To efekt aktorskiej pracy. Porfiry jest tutaj enigmatyczny, charyzmatyczny i absolutnie nieprzewidywalny. Dlatego tak mocno przykuwa uwagę i niewątpliwie dominuje na tle całkiem dobrze radzącej sobie obsady. Dzięki doborowi aktorów na scenie stworzył się niezapomniany obraz – połączenie grozy i niedającej się tak łatwo przewidzieć zagadki. Było to oczywiście utrudnione zadanie, gdyż większość widzów zna losy bohatera, rozpisane po mistrzowsku przez Fiodora Dostojewskiego.

Widzowie mogli zatem zakosztować emocjonalnego wywaru, którego bazą była powieść rosyjskiego pisarza. Reżyser Waldemar Śmigasiewicz zanurzył się w psychice bohaterów bez reszty. Przestał być elementem spektaklu, a stał się jego centralną figurą. Mocno wyczuwalna ręka reżysera świadczy o zaangażowaniu i włożonej pracy. Można było odnieść wrażenie, że Śmigasiewicz cały czas stoi za kulisami i czuwa nad przebiegiem kolejnych scen.

Zbrodnia i kara to również oświetlenie, muzyka i scenografia. Te trzy odrębne elementy idealnie zagrały w spektaklu. Wszystkie – choć stanowiły fragment całości – niesamowicie się przenikały, zachowując przy tym autonomię. Zwłaszcza muzyka (Mateusz Śmigasiewicz) i scenografia (Maciej Preyer) robiły wrażenie, budząc z jednej strony strach, z drugiej – rozbudzając apetyt. Dźwięki przeszywały niekiedy od stóp do czubka głowy, znajdując się nagle w najmniej znanych zakamarkach umysłu i tam budzić grozę. Widz, obserwujący otaczającą go przestrzeń (ogromne ściany na środku sceny – przejście, na końcu którego nie było żadnego, najdrobniejszego światełka, kłęby dymu, stare meble, obdrapane ściany czy zepsute okno z szybą do wymiany), mógł jedynie zapragnąć ucieczki. A jednak… Pozostał i podświadomie żądał więcej.

Podobno jedna z zasad mówi: możesz mieć stu świadków, a to i tak na nic, jeżeli mają przeciwko tobie choćby jeden dowód. Czy Rodion o tym pomyślał? Może nie chciał, a może nie musiał.

Powieść Dostojewskiego jest niewątpliwie uniwersalna – może się rozegrać i teraz. Wpływ na to mają dwie stałe, stare jak świat, znane nie od dzisiaj. Zbrodnia i kara, wina i odkupienie.

Katarzyna Prędotka, Teatralia Warszawa
Internetowy Magazyn „Teatralia” numer 118/2014

Teatr Powszechny im. Zygmunta Hübnera w Warszawie

Zbrodnia i kara

Fiodor Dostojewski

reżyseria: Waldemar Śmigasiewicz

przekład: J.P. Zajączkowski

scenografia: Maciej Preyer

obsada: Paulina Holtz, Anna Moskal, Jarosław Gruda, Kazimierz Kaczor, Michał Napiątek, Marcin Perchuć (gościnnie), Michał Sitarski, Maciej Więckowski (gościnnie)

premiera: 22 kwietnia 2012