Żarty z potwora (Frankenstein)

Żarty z potwora (Frankenstein)

Teatr Muzyczny Capitol po siedmiu latach od premiery odbywającej się wówczas (z powodu remontu głównej sceny teatru) w Regionalnym Centrum Turystyki Biznesowej wyciągnął z szafy nieco zakurzonego już Frankensteina. Okazuje się jednak, że akurat tej opowieści kurz wyjątkowo pasuje, wręcz wkomponowuje się w jej klimat. Lata przerwy nie przeszkodziły również wszystkim artystom w odegraniu – dziś, tym razem u siebie na dużej scenie, a nie jak przed laty w gościnnej przestrzeni przy Hali Stulecia – perfekcyjnego widowiska. I choć jest to musical dostarczający rozrywki w naprawdę sporych dawkach, twórcom udało się w historii o potworze i jego stwórcy zawrzeć całkiem pokaźną ilość szerszych refleksji o dwoistej naturze twórczego potencjału, który raz może posłużyć do kreowania czegoś nowego, innym razem do niszczenia.

Widzowie towarzyszą Wiktorowi Frankensteinowi (Mariusz Kiljan) od pierwszych chwil jego życia. W prologu zakapturzony chór wyśpiewuje piosenkę o narodzinach tytułowego bohatera, a narzucony już w tym otwierającym musical utworze ponury klimat będzie utrzymywany do samego końca. Pomocne w budowaniu estetyki rodem z horrorów są charakteryzacje – twarze wszystkich mieszkańców mrocznego miasteczka zostają wybielone, oczy z kolei podkreślone czernią tak, by postaci przypominały żywe trupy. Nastrój grozy to również zasługa pieczołowicie przemyślanych choreografii, które z kolei sprawiają, że bohaterowie jawią się jako karykaturalne, celowo oszpecone dziwadła. Uroku ani urody nie dodają im także mimiczne popisy aktorów wykrzywiających twarze w kolejnych grymasach. Tym sposobem, wizualnie wszystkie postaci zyskują spójność i wyrazistość.

Właściwa akcja spektaklu rozpoczyna się w chwili, gdy Wiktor trafia do szkoły, w której poznaje swoją przyszłą żonę Elżbietę (Helena Sujecka) oraz jedynego przyjaciela Henryka (Mikołaj Woubishet). Tam też protagonista stawia pierwsze kroki jako naukowiec zafascynowany anatomią i możliwościami ludzkiego organizmu. Oferowana przez Profesora Waldmanna (Andrzej Gałła) podstawa programowa nie spełnia jego oczekiwań, ponieważ młody Frankenstein szybko orientuje się, że jego powołaniem jest sięgać dalej – do tych zakamarków nauki, które nie zostały jeszcze przez nikogo zgłębione. Zdobywa więc kolejne preparaty i niezbędne do wykonania planowanego dzieła składniki, a wreszcie wyprowadza się z rodzinnego domu, w którym nadopiekuńcza Matka (Justyna Szafran) przytłacza go miłością i lękiem o przyszłość syna. Organizując własne laboratorium Wiktor zatrudnia asystenta, głupkowatego garbusa Igora (Bartosz Picher), z którego pomocą w końcu zdobywa zwłoki mogące posłużyć do wypróbowania projektu wskrzeszenia umarlaka. W wyniku udanej próby powstaje Monstrum (Cezary Studniak), bardzo szybko wymykające się jednak swojemu stwórcy spod kontroli i pragnące mordować, zamiast wysłuchiwać poleceń Frankensteina.

Wojciech Kościelniak korzysta z klisz typowych dla filmów grozy, obnażając ich naiwną schematyczność oraz cienką granicę pomiędzy tym, co przerażające, a co już kuriozalne i przez to śmieszne, zamiast straszne. Na scenie, zatem wyrywane są języki i serca, a wraz z rozwojem akcji trup ściele się coraz gęściej. Już i tak bardzo umowna makabryczność co rusz zostaje „rozbrojona” poprzez wprowadzenie komediowych, mocno karykaturalnych elementów. Teksty piosenek autorstwa Rafała Dziwisza również w żartobliwy sposób komentują historię opartą na powieści Mary Shelley. Igor dostaje za zadanie wykraść mózg geniusza, jednak przez swoją ofermowatość niszczy go, po czym wyśpiewuje dwuznaczną piosenkę z zawartą w refrenie prośbą „mózgu wróć!”. Inny zabawny wątek wprowadzony zostaje za sprawą postaci Agaty (Ewa Szlempo), żony Ślepca, która przemierza las w poszukiwaniu grzybów o fallicznych kształtach niczym Czerwony Kapturek w wersji dla dorosłych.

Oczywiście musical nie byłby kompletny, gdyby jego bohaterowie nie przeżywali wielkich miłosnych uniesień. Tu jednak również otrzymujemy lekko drwiące spojrzenie na sprawy sercowe. Związek Wiktora i Elżbiety nie należy do wzorowych – ona kocha go na zabój, on – zaślepiony żądzą bycia bogiem – niemal jej nie dostrzega, za co w końcu ponosi straszną karę, tracąc ją nieodwracalnie. Matczyna miłość to także mocno wynaturzony przykład eskalacji uczuć – Wiktor wielokrotnie odtrąca nadgorliwie troskliwą matkę, która jednak nie godzi się na to, by kochać syna choćby odrobinę mniej. Miłości pragnie także Monstrum, zmuszając Wiktora do stworzenia dla siebie, jak sam ją określa, „Brzydkiej”, czyli swojego żeńskiego odpowiednika. Powstaje wreszcie Kobieta Ze Szkła (Magdalena Wojnarowska), choć – jak może sugerować materiał, z którego zostaje wykonana – Monstrum nie nacieszy się swoją narzeczoną zbyt długo.

Twórcy przywołują w spektaklu także wiele różnych spojrzeń na cielesność. Poniekąd zdefiniowana zostaje tutaj wartość ciała jako tego, które odróżnia człowieka od monstrum. Ciało Wiktora jest brzydkie i groteskowe, przez co niejako zaświadcza o nieludzkim pochodzeniu bohatera, który uświadomiwszy sobie własną odmienność, zaczyna obsesyjnie marzyć o „normalnym” ciele. Normalność zostaje tutaj zrównana z pięknem – protagonista pragnie ideał, gdy uświadamia sobie, jak wygląda i jak bardzo różni się od innych ludzi, przestaje wystarczać mu to, że powołano go do życia przy pomocy nauki – dzieło naukowca nie jest kompletne, bo pozbawione zostało walorów estetycznych. Twórca z kolei nie zwracał uwagi na wizualne detale, koncentrując się na technicznym przeprowadzeniu procesu ożywiania zmarłego. Ostatecznie Wiktor zdaje się przyznawać potworowi rację, gdy wspólnie uznają, że ułomną ludzkość należałoby wymordować i zastąpić ulepszonymi modelami. Naukowiec stawia siebie wyżej boga, możliwość manipulowania życiem i śmiercią okazuje się dla Frankensteina zgubna i prowadzi go do obłędu.

Natomiast sam motyw ciała pojawia się w musicalu Kościelniaka również w zgoła innej odsłonie – w czysto seksualnym aspekcie. Wprowadzają go głównie kobiece postaci, jak choćby nimfomańska Agata, której wdzięki zachwycają nawet potwora, a dla jej oślepionego w tragicznych okolicznościach męża nie stanowią żadnej atrakcji. Również ciało Elżbiety w okresie jej młodzieńczych zalotów do Wiktora nie jest wystarczającą pokusą, by odwrócić uwagę naukowca od przeprowadzanych badań. Dla niego ludzkie ciało to tylko narzędzie niezbędne do prowadzenia eksperymentów.

Niemal trzygodzinny spektakl utrzymany jest w szybkim tempie. Na scenie dzieje się dużo lub bardzo dużo, a kolejne wątki – nawet jeśli nie są ze sobą ściśle związane – zostały nagromadzone gęsto, co dodaje całemu widowisku jeszcze większej dynamiki. Muzyka autorstwa Piotra Dziubka to także w zdecydowanej większości utwory z dużą dawką energii, choć dwie znacznie bardziej stonowane piosenki – pieśń Matki oraz opowieść Ślepca (Adrian Kąca) o wąwozie Paso Muerte – to jedne z piękniejszych songów, a także wykonań w tym spektaklu.

Frankenstein to sceniczny majstersztyk, którego twórcy nie godzą się na żadne półśrodki czy pójście na skróty. Każdą następną sceną czy wątkiem dokładają kolejny intrygujący kamyczek do tego musicalowego ogródka, bogato zdobionego świetnymi piosenkami, choreograficznymi popisami czy wizualną oprawą całego przedsięwzięcia. Można odnieść wrażenie, że artyści doskonale bawili się dorzucając do tego spektaklu kolejne ciekawie pomyślane i świetnie wyglądające na scenie elementy. Tak odświeżony Frankenstein w reżyserii Wojciecha Kościelniaka ma ogromne szanse dołączyć do poprzednio realizowanego przez niego na deskach Capitolu Mistrza i Małgorzaty i świecić wspólnie triumfy jako jedne z najciekawszych i najbardziej obleganych spektakli we Wrocławiu.

Katarzyna Mikołajewska, Teatralia Wrocław

Internetowy Magazyn „Teatralia”, numer 226/2018

Teatr Muzyczny Capitol

Frankenstein

Musical na motywach powieści Mary Shelley

Scenariusz i reżyseria: Wojciech Kościelniak

Teksty piosenek: Rafał Dziwisz

Muzyka: Piotr Dziubek

Scenografia: Damian Styrna

Kostiumy: Katarzyna Paciorek

Choreografia: Beata Owczarek i Janusz Skubaczkowski

Asystent reżysera: Agnieszka Kozak (2011), Agnieszka Oryńska– Lesicka (2018)

Obsada: Mariusz Kiljan/ Maciej Maciejewski, Cezary Studniak/Tomasz Wysocki, Agnieszka Oryńska– Lesicka/Helena Sujecka, Mikołaj Woubishet, Justyna Szafran, Andrzej Gałła, Magdalena Wojnarowska, Bartosz Picher, Adrian Kąca, Justyna Antoniak/Ewa Szlempo, Elżbieta Kłosińska, Artur Caturian, Tomasz Leszczyński, Piotr Małecki, Małgorzata Fijałkowska, Błażej Wójcik/Michał Bajor, Michał Szymański, Ewelina Adamska– Porczyk, Bożena Bukowska, Dominika Józefowiak, Maja Lewicka, Aneta Mazur / Barbara Olech, Emose Uhunmwangho, Bogna Woźniak– Joostberens, Mateusz Brenner, Jan Nykiel / Jacek Skoczeń, Michał Pietrzak, Michał Szymański

Muzycy: Piotr Dziubek / Adam Skrzypek – dyrygent, Dariusz Kaliszuk / Michał Polak – perkusja, Jakub Olejnik / Adam Skrzypek – gitara basowa, Marek Kubiszyn / Aleksander Kobus – trąbka, Marcin Wołowiec / Artur Tomczak – puzon, Tomasz Pruchnicki / Robert Kamalski – saksofon, Piotr Hałaj / Piotr Kosiński – tuba, Beata Wołczyk – Koncertmistrz / I skrzypce, Dagmara Karkulowska – Nowak / II skrzypce, Dariusz Wołczyk / Katarzyna Płachta–Styrna – altówka, Kinga Chudzikowska / Bartosz Wawrzkowicz / Jakub Myślak – wiolonczela

Premiera: 23 listopada 2011 w RCTB przy Hali Stulecia. Wznowienie na Dużej Scenie Teatru Muzycznego Capitol 15 lutego 2018

fot. M. Wegner

Katarzyna Mikołajewska – rocznik 89. Absolwentka kulturoznawstwa ze specjalnością krytyka artystyczna. W Teatraliach od 2010 roku. Recenzuje spektakle także dla artPapieru, Czasu Kultury i redaguje dział Teatr w „2Miesięczniku. Piśmie ludzi przełomowych”. Kiedy nie przesiaduje we wrocławskich teatrach lubi uprawiać turystykę teatralną, choć żałuje, że wciąż nie ma na to zbyt mało czasu.