Zakupowa wścieklizna (Klub mężusiów)

To kolejny spektakl opowiadający o relacjach damsko-męskich. Co odróżnia go od poprzednich? Znakomicie dobrana obsada, świetny tekst i równie dobra reżyseria. Klub mężusiów to sztuka energetyczna, wyrazista, inteligentna i zabawna.

Sama fabuła jest niezłożona – oto trzej (później czterej) panowie siedzą w starej kotłowni i rozmawiają o zakupach. Czym są zakupy? Dla kobiet przejawem ich wewnętrznego życia, sensem istnienia i dużą radością, dla panów – męczarnią i karą za grzechy. Spacer po galerii handlowej to wyśmienity sposób spędzania wolnego czasu – można oddać się największej przyjemności, jaką wymyśliła ludzkość, czyli zakupom. Niestety mężczyźni tej kobiecej namiętności zupełnie nie podzielają. Dla nich buty są butami (nieważne czy z klamerką, czy bez), bluzeczka jest bluzeczką, a spodnie to po prostu spodnie. Na nic tłumaczenia, że jedna para nie wystarczy i najlepiej kupić siedem, bo potem może ich zabraknąć. A to byłby dramat, bo jak kobieta się do jednych spodni przyzwyczai, to innych nosić już nie zechce. To samo dotyczy siodełek do roweru – trzeba kupić więcej, bo przezorny zawsze ubezpieczony, a od przybytku głowa nie boli.

Ucieczką od zakupowego maratonu są spotkania w męskim gronie. W starej kotłowni panowie mają wszystko to, co mężczyźnie potrzebne do szczęścia – piwo, kanapę i telewizor. To tam prowadzą męskie rozmowy, śmieją się z zachowań swoich żon, narzekają na ogarniającą je zakupową wściekliznę i zastanawiają się, jak od tych sobotnich spacerków się uwolnić. Dowiadujemy się, że kobiety zakupy robią spontanicznie (potem mężowie muszą równie spontaniczne zakupione dobra oddawać), a nieobecność mężczyzny zauważają dopiero przy kasie, gdy zapomną pinu. Sądzę, że wielu panów podpisze się pod stwierdzeniem, że morska jest sól, morski może być kwiat, ale nie kolor. Dające się słyszeć słowa trafnie podsumowują charakter damsko-męskich relacji.

Klub mężusiów to komedia lekka, zabawna, celnie ujmująca różnice między męską a żeńską rzeczywistością. Te dwa światy, chociaż tak odmienne, istnieć bez siebie nie mogą. Dowodzi temu to, że mężczyźni wyrzuceni z domu przez żony zrobią wszystko, by ponownie wkraść się w ich łaski. Ich mentorem jest Karol (Cezary Morawski). To on uczy kolegów poruszania się (koniecznie powolutku) po centrach handlowych, przyglądania się sklepowym wystawom i dostrzegania wszystkich ślicznych bluzeczek tego świata.

Ujmujący jest zwłaszcza Mario (Bogdan Kalus). W prawdzie inteligencją nie grzeszy, a na jego prostej twarzy próżno wypatrywać śladów głębszej refleksji, ale bawi swoim nieskomplikowanym sposobem postrzegania świata. Plusem spektaklu jest ogromne zgranie aktorów, ich dystans do siebie (panowie paradują na scenie w slipkach, Mario przebiera się za kobietę) oraz wzbogacenie partii mówionych krótkimi, ale zabawnymi piosenkami. Panów, chociaż tak różnych, łączy jedno: wszyscy mają problemy małżeńskie. Jak zaradzić tym niesnaskom? Towarzyszyć żonom w drodze przez mękę, chwalić ich dobry gust, ćwiczyć szeroki uśmiech i powolne spacery po centrach handlowych. Zawsze można spróbować prowadzić swoją panią takimi alejkami, w których zbyt wiele pokus nie czyha. Dlatego pod żadnym pozorem nie można wchodzić z nią do perfumerii Douglas (próbował ktoś kiedyś głęboko oddychać w perfumerii?) czy sklepu z włoskimi butami. Od czasu do czasu da się nawet pomarzyć o męskim raju bez majtek, staników, rajstop i kremików, szmineczek, bluzeczek, topów, odżyweczek… A panie? Niech okażą małżonkom chociaż cień łaski i pozwolą im postać przed wejściem do sklepu. Bo mężusiów trud to też cud.

Monika Szweda, Teatralia Warszawa
Internetowy Magazyn „Teatralia” numer 64/2013

Teatr Capitol w Warszawie

Kristof Magnusson

Klub mężusiów

przekład: Izabela Rozhin

reżyseria: Andrzej Rozhin

scenografia: Dorota Banasik

kostiumy: Małgorzata Bursztynowicz

muzyka: Marcin Partyka

teksty piosenek: Krzysztof Tyniec

inspirografia: Śliowoniusz Śliwawiński

obsada: Krzysztof Tyniec/Tomasz Dedek, Cezary Morawski, Michał Milowicz/Jacek Kawalec, Robert Wabich/Bogdan Kalus

premiera: 21 stycznia 2013

fot. mat. teatru

Monika Szweda – absolwentka dziennikarstwa i komunikacji społecznej SWPS, studentka kulturoznawstwa na UKSW.