Zabawne monstrum (Frankenstein)

Zabawne monstrum (Frankenstein)

Fenomenalny spektakl, zabawa konwencją, uniwersalne przesłanie i znany motyw w zupełnie nowej odsłonie – tak najkrócej można scharakteryzować sztukę Frankenstein, zaprezentowaną przez Teatr Muzyczny Capitol w ramach 33 Warszawskich Spotkań Teatralnych.

Musical został zrealizowany na motywach powieści Mary Shelley, jednak ten, kto spodziewa się makabry, srodze się rozczaruje. Śpiewające Monstrum wprawdzie morduje, wyrywa ludziom flaki i języki, ale mimo to daje się lubić. Można straszyć nim dzieci, chwalić się jego wiedzą przed szerszą publicznością czy ubrać je w kobiecy czepek i fartuszek równie niepasujące do gabarytów tej postaci. Spektakl wyreżyserowany przez Wojciecha Kościelniaka dowodzi, że nawet o tematach na pozór poważnych można mówić na wesoło, a i śmierć daje się oswoić. Dlaczego bowiem mielibyśmy się jej obawiać, skoro poszukiwaniu ciała i wizycie na cmentarzu towarzyszy porównanie ludzkiego mózgu do kalafiora, który – koniecznie z masełkiem – z upodobaniem serwowała mamusia Igora (asystenta Wiktora Frankensteina)? Nie od dziś wiadomo, że najłatwiej obcować z powagą wówczas, gdy zostanie podana w żartobliwej formie. I tak było tym razem. Matka szalonego naukowca, śpiewająca o swojej samotności, czy Monstrum niezadowolone z własnego wyglądu zamiast przerażenia budzą śmiech i ogólną wesołość. Reżyser z powodzeniem bawi się konwencją, nawiązuje do powszechnie znanych symboli i melodii. I tak na scenie nawet niekoniecznie uważny widz z pewnością dostrzeże nawiązanie do obrazu Stworzenie Adama – moment, w którym palce Wiktora i jego dzieła stykają się, staje się symbolicznym tchnieniem życia we wcześniej martwe ciało.

Frankenstein to zabawa w grozę i grozą, sztuka przerysowana, przesadzona, niby utrzymana w pierwotnych realiach, ale i zawierająca mnóstwo odniesień do współczesności. Wszak tańczące na scenie króliczki Playboya elementem XVIII-wiecznej retoryki z całą pewnością nie są. Frankenstein to sztuka bawiąca się kiczem, swobodnie go przetwarzająca; sztuka, której kiczowatości ostatecznie udaje się uniknąć. Widać tu ślady dawnego kina, tanie chwyty narracyjne i odwołania do tych najbanalniejszych, a przez to zrozumiałych dla wszystkich skojarzeń. Sama scenografia jest surowa, wręcz ascetyczna, i właśnie taka powinna być, świadomy bowiem minimalizm pozwala widzom skupić się na tym, co dzieje się na scenie. A dzieje się wiele: jest śpiewające Monstrum, są tańczące zakonnice i trupy, które – niczym w najlepszym horrorze – padają na każdym kroku. Muzyczne widowisko to również dialog z popkulturą. Takiego charakteru dowodzą wspomniane już króliczki Playboya, często komiczna, bo pojawiająca się w zupełnie nieodpowiednich momentach seksualność czy fakt, że nawet Monstrum boleje nad swoją szpetotą.

Niby nie ma się czego bać, lecz jest to sztuka, która wywołuje coś więcej niż tylko ogólną wesołość. Jej uniwersalny wymiar skłania do refleksji i zastanowienia nad kondycją jednostki. Pojawiają się zatem pytania o etyczny wymiar nauki, inność i brak akceptacji oraz o powszechną potrzebę bycia kochanym. Powołanie do istnienia tytułowego Monstrum to ostrzeżenie przed pychą i zbytnią wiarą w możliwości ludzkiego rozumu. Wiktor Frankenstein (w tej roli znakomity Mariusz Kiljan) to człowiek przekonany o swoim geniuszu, który chce stać się Stwórcą. Pragnie nie tylko odbierać, lecz także dawać życie i podporządkowywać je całkowicie własnej woli. Jego wiara okazuje się zarówno siłą, jak i przekleństwem. Wprawdzie udaje mu się zrealizować postawiony cel, ale stworzone Monstrum jest dalekie od ideału, a i posłuszne być nie zamierza.

Frankenstein to spektakl spójny, wzruszający, zabawny i symboliczny; znakomicie zrealizowane dzieło, na którym nie sposób się nudzić.

fot. Marcin Wegner

Monika Szweda, Teatralia Warszawa
Internetowy Magazyn „Teatralia” numer 58/2013

33 Warszawskie Spotkania Teatralne (18.04.–1.05.2013)

Teatr Dramatyczny w Warszawie

Frankenstein

na motywach powieści Mary Shelley

scenariusz i reżyseria: Wojciech Kościelniak

kostiumy: Katarzyna Paciorek

asystent reżysera: Agnieszka Kozak

muzyka: Piotr Dziubek

scenografia: Damian Styrna

autor tekstów piosenek: Rafał Dziwisz

choreografia: Beata Owczarek i Janusz Skubaczkowski

obsada: Mariusz Kiljan / Mariusz Ostrowski, Cezary Studniak, Agnieszka Oryńska-Lesicka / Helena Sujecka, Mikołaj Woubishet, Justyna Szafran / Małgorzata Szeptycka, Andrzej Gałła, Magdalena Wojnarowska, Bartosz Picher, Adrian Kąca, Justyna Antoniak / Ewa Szlempo, Elżbieta Kłosińska, Tomasz Sztonyk, Tomasz Leszczyńki, Ewelina Adamska-Porczyk, Piotr Małecki, Małgorzata Fijałkowska, Piotr Gajda, Maciej Maciejewski, Bożena Bukowska, Dominika Józefowiak, Maja Lewicka, Katarzyna Małecka, Michał Guzenda, Jan Nykiel, Michał Pietrzak, Michał Szymański, Emose Uhunmwangho

premiera: 23 listopada 2011

Monika Szweda – absolwentka dziennikarstwa i komunikacji społecznej SWPS, studentka kulturoznawstwa na UKSW.