Wytańczyć hołd dla historii Łodzi (Ziemia obiecana)

Współczesna Łódź bardzo chciałaby uchodzić za ziemię obiecaną. Niestety, taką jest tylko w powieści Reymonta, filmie Wajdy albo balecie z choreografią Graya Veredona, wystawionym w łódzkim Teatrze Wielkim.

Łódź początku XXI wieku nie ma opinii wymarzonego miejsca zamieszkania. Jest raczej zakompleksiona, resztką sił walczy o utrzymanie wysokiej pozycji w rankingu największych polskich miast, na siłę szuka sposobów na zmianę wizerunku. Jest też niebywale zaślepiona przeszłością – mit ziemi obiecanej jest w niej wciąż żywy i opłakiwany. Bo kiedyś było lepiej, kiedyś działały fabryki, była praca, były pieniądze, a dla dzieci – miejsca w żłobkach. Jeszcze wcześniejszych czasów, schyłku XIX wieku, nikt już nie wspomina, ich opis pozostał na kartach archiwalnych dokumentów, w fotografiach i powieści Władysława Reymonta. Powieści, która tak zachwyciła brytyjskiego choreografa Graya Veredona, że postanowił złożyć hołd miastu i jego historii.

Tym, co zwraca uwagę w spektaklu, jest kurczowe trzymanie się fabuły dzieła młodopolskiego pisarza. Już pierwsze sceny, gdy trójka przyszłych fabrykantów – Karol Borowiecki, Maks Baum i Moryc Welt – szuka miejsca dla swojego interesu, wskazują na silne zakorzenienie w kartach powieści. Nie lada problem napotykają ci, którzy z lekturą nie zapoznali się bliżej.

Chociaż głównymi bohaterami Ziemi obiecanej są rodzące się miasto, masa je zamieszkująca oraz maszyna przemysłu, bezlitosna i rządząca się swoim prawem (pieniądza), to w przypadku baletu zdecydowanie trudniej to zaakcentować. Na pierwszy plan mimo wszystko wysuwają się pojedyncze historie bohaterów, a sceny zbiorowe z udziałem włókniarek i tkaczy wydają się pełnić funkcję interludiów. Ciekawie zaaranżowane, często z użyciem projekcji archiwalnych materiałów filmowych, budują obraz miasta końca XIX stulecia, niewiele pomagają jednak w wyłuskaniu z widowiska fabuły. Moją uwagę zwróciła nowoczesna choreografia, która w dyskretny sposób nawiązywała  do niewidocznej dla oka aspektu tworzenia się społeczeństwa skupionego wokół miasta, opierającego swoją potęgę na przemyśle: choreografia naśladująca ruch maszyn. Powtarzalna, automatyczna, pozbawiona indywidualizmu, który przebijałby przez ruch któregokolwiek z tancerzy, a jednocześnie skontrastowana z klasycznym baletem, który dominuje  w scenach z udziałem „wyższych sfer”. Ruchem pełnym harmonii, wdzięku, gracji. Tańcem, który bez wątpienia mógłby być (i był) popularny  na wytwornych balach, wystawianych przez bogatych fabrykantów.

Niezwykle ciekawie prezentują się także solowe partie Nazara Botsiy’ego  jako Podpalacza. Są one połączeniem tańca klasycznego i nowoczesnego, nacechowanego niebywałą ekspresją i pasją. Każdy ruch wydaje się naturalnym następstwem poprzedniego, a ten z kolei sprawia wrażenie zrodzonego z pierwotnej potrzeby wyrażania emocji przez taniec. Energia, która towarzyszy jego partiom, jest bardzo przyjemną odmianą od momentami monotonnego, spokojnego, gładkiego i miękkiego baletu. Podpalacz jest również najwyraźniej zarysowaną postacią, której towarzyszą lejtmotywy dookreślające ją w czytelny sposób. Odmienny ruch, światło czy projekcje pozwalają na szybką identyfikację, a ponadto – poprzez zastosowanie utartych kulturowo znaków – wymowa tej postaci staje się jasna nawet dla osób nieznających treści Ziemi obiecanej.

Niewielkim mankamentem spektaklu jest według mnie muzyka z taśmy. Uwielbiam muzykę na żywo, chodzę na koncerty czy to muzyki rozrywkowej, czy klasycznej: by posłuchać brzmienia żywych instrumentów, popatrzeć  na muzyków, odczuwać świadomość uczestniczenia w niepowtarzalnym widowisku. Tymczasem podczas Ziemi obiecanej tylko to, co dzieje się na scenie, jest unikatowe i niemożliwe do odtworzenia. Muzyka wykonywana na żywo byłaby dodatkową atrakcją i przyciągnęłaby do teatru rzesze jej wiernych miłośników. Chociaż i bez tego przedstawienie cieszy się sporą popularnością. Trzeba bowiem przypomnieć, że miało premierę jeszcze  w 1999 roku, a w 2009 roku je wznowiono. Od tej pory dość regularnie pojawia się w repertuarach i ściąga na widownię entuzjastów baletu. Spektakl jest hołdem dla historii miasta i tworzących je, zwykle anonimowych, ludzi.

Aż chciałoby się napisać: spektakl, który każdy łodzianin musi zobaczyć,  ale ponieważ daleka jestem od lokalnego patriotyzmu, poprzestanę  na stwierdzeniu, że jest to wydarzenie kulturalne, w którym każdy zainteresowany historią Łodzi powinien uczestniczyć. Veredon, dzięki przełożeniu języka powieści na język baletu, stworzył bardzo dobre i wciągające widowisko.

Sandra Kmieciak Teatralia Łódź
Internetowy Magazyn „Teatralia” numer 61/2013

Teatr Wielki w Łodzi

Ziemia obiecana

kompozytor: Gray Veredon/Franz von Suppé i Michael Nyman
libretto: Gray Veredon, inspirowany powieścią Władysława Reymonta i filmem Andrzeja Wajdy

inscenizacja, choreografia, opracowanie muzyczne: Gray Veredon

scenografia: Irena Biegańska

autor wznowienia: Anna Krzyśków

kierownictwo muzyczne: Tadeusz Kozłowski

reżyseria filmu video: Jarosław Marszewski

obsada: Gintautas Potockas (Karol Borowiecki), Wojciech Domagała (Moryc Welt),

Krzysztof Pabjańczyk/Piotr Ratajewski (Maks Baum), Valentyna Batrak (Anka), Monika Maciejewska (Lucy Zucker), Nazar Botsiy (Podpalacz), Ewa Kowalska-Brodek/Izabela Barbacka (Zosia), Adam Grabarczyk/Jerzy Gęsikowski (Ojciec Zosi), Krzysztof Pabjańczyk (Kessler), Mariusz Caban (Zucker), Tomasz Jagodziński (Bucholc, fabrykant), Lucyna Wojnowska-Caban (Żona Bucholca, gościnnie), Adam Grabarczyk/Jerzy Gęsikowski (Mendelsohn, fabrykant), Beata Gęsikowska (Żona Mendelsohna, gościnnie), Agnieszka Białous/Jolanta Henke (Żona Edelmana), Jan Łukasiewicz (Muller, ojciec Mady), Aleksander Miedwiediew (Borowiecki, ojciec Karola), Witold Biegański (szpiedzy)

premiera: 22 maja 1999

fot. C. Zieliński