Wystygły popiół (W środku Słońca gromadzi się popiół)

Wystygły popiół (W środku Słońca gromadzi się popiół)

Skoro mówi się, że nie ma dymu bez ognia, to nie będzie popiołu bez spalenia. Po premierze W środku Słońca gromadzi się popiół pozostaje tylko wystygły, znaczący wszystko i nic popiół. Zabrakło jednak reżyserskiego żaru.

Istnieją obszary których nikt z własnej woli nie chce krytykować. Na nieszczęście, lub może na szczęście, ponad własną wolą stoją jeszcze zobowiązania i deadliny. Z tego właśnie powodu  tekst ów wyszedł na światło dzienne z bezpiecznych, konceptualnych przestrzeni. Ale do rzeczy. Artur Pałyga i jego sztuka, nagrodzona w 2013 roku Gdyńską Nagrodą Dramaturgiczną, szczerze zachęcały do wizyty na Jagiellońskiej 1. Podobnie jak informacja, że za reżyserię odpowiedzialny będzie Wojciech Faruga. Ten ostatni bowiem mierzył się już z W środku Słońca…, właśnie w Gdyni, przygotowując konkursowe czytanie dramatu. Sytuacja idealna – reżyser dobrze zna tekst, a teraz ma szansę zaserwować pełnokrwisty kawał teatralnego mięsa. Coś jednak poszło nie tak.

Scenę zabudowano metalowymi blachami, by przypominała nie kojarzące się z niczym konkretnym pudło. Od pierwszej do ostatniej minuty nie pojawi się ani jeden rekwizyt. Ważnym elementem scenografii staje się natomiast światło, które, owszem, porusza i prowokuje w sposób emocjonalny, choć nie zawsze przemyślany dramaturgicznie. Cała odpowiedzialność za odbiór spoczywa więc na czwórce aktorów i wypowiadanym, wykrzyczanym lub wyszeptanym słowie. Powrót do najszlachetniejszego teatru, można by rzec. Ale można też powiedzieć: pójście na łatwiznę.

Jeśli już sięgać po tak ostateczne środki wyrazu jak pozostawienie nagiego – w sensie warsztatowym – artysty na scenie, to tylko ze świadomością, że wszytko znaczy teraz dwa razy więcej niż w produkcji, gdzie wykonawcy mogą „ograć” swoją sceniczną obecność scenografią lub rekwizytem. Tu, niestety, nie. Dlatego też raz po raz z zażenowaniem obserwujemy ciąg czynności bez sensu. Nie znajduję najmniejszego powodu, aby męczyć aktorów pustym i głupim staniem podczas monologu kolegi czy koleżanki. Owszem, nie-działania teatralne (i nie tylko takie – za przykład niech posłuży choćby 4’33’’ Johna Cage’a) tworzą rodzaj komunikatu, często o niezwykłej sile oddziaływania. A zatem tłumaczenia, że energia, która pojawia się na scenie w pozornie zwykłym staniu czy siedzeniu, nie spada z nieba, ale zależy od wielu czynników (od relacji aktorskich po oprawę muzyczną), to chyba strata czasu.

Spektakl Farugi nie jest bynajmniej wydmuszką, ale nie sposób dotrzeć do środka. Niektóre z monologów przebijają się bardziej, inne mniej. Chwilami pojawia się też podskórne przeczucie, że idzie tu o doświadczenie cierpienia, tak powszechne, prozaiczne, choć niemożliwe do przekazania w komunikacji z innymi. Z dramatu Pałygi określanego jako „radykalna próba opisu momentu, w którym kończy się świat”, pozostaje kilka motywów: spajająca całość historia kobiety ginącej w pożarze, rozciągłość, rozmycie. I nuda, mimo że mamy do czynienia z tragicznymi opowieściami, niejednokrotnie przekraczającymi możliwości werbalizacji.

Płynność fabuły i znaczeń doprowadzono do tego stopnia, że po finalnym wygaszeniu świateł (a zabieg ten był powtarzany już wcześniej, na ogół bez uzasadnienia) nikt nie wiedział, czy to już koniec, czy bić brawa, a może czekać.

Czekam. Na wersję numer trzy. Albo innego reżysera – żar przed popiołem.

Agnieszka Dziedzic, Teatralia Kraków
Internetowy Magazyn „Teatralia”, numer 94/2014

Narodowy Stary Teatr im. Heleny Modrzejewskiej w Krakowie

Artur Pałyga

W środku Słońca gromadzi się popiół

reżyseria: Wojciech Faruga
dramaturgia: Paweł Sztarbowski
scenografia: Agata Skwarczyńska
muzyka: Joanna Halszka Sokołowska
asystent reżysera i scenografa: Damian Kwiatkowski
inspicjent: Hanna Nowak
sufler: Marta Baster-Górecka

obsada: Iskierka – Małgorzata Gałkowska, Lucy – Dorota Segda, Ojciec – Paweł Kruszelnicki, Płomyk – Błażej Peszek

premiera: 8 marca 2014

fot. Magda Hueckel

Agnieszka Dziedzic – rocznik 1987, studentka dramatologii – UJ, od 2008 roku związana Internetowym Magazynem Teatralnym „Teatralia”, gdzie publikowała swoje teksty i pełniła funkcję redaktora oddziału Kraków. Interesują ją „błędy” w sztuce – teatr, który nie chce być modny, architektura, która potrafi odstraszyć, literatura, która bredzi, choć czyni to z urokiem. A ostatnio także teatr lalek.