Ładna skorupa czy zgniłe jajo? (Wydmuszka)

Wydmuszka ma to do siebie, że posiada ładną, raz mniej, raz bardziej ozdobną powłokę. W środku jest jednak pusta. Ten brak wnętrza odkrywamy tylko po bliższym zbadaniu, przyjrzeniu się, wzięciu do ręki. Czy to jednak jej wada? Ostatecznie lepsza chyba sama skorupa niż na przykład zgniłe jajo?

Piotr Urbaniak w Wydmuszce podjął próbę opowiedzenia historii dwóch kobiet. Co więcej, kobiet samotnych. Prosta historia zbudowana na zasadzie kontrastu. Czerń i biel bez miejsca dla wywrotowej szarości. Pierwsza bohaterka to Halina, zamknięta w sobie bibliotekarka, której seksualność jest równie przykurzona jak książki w jej bibliotece, odbierająca telefony od matki częściej niż zamówienia wypożyczających. Druga ma na imię Roksana, typowa blondynka z typowym zamiłowaniem do Prad, Diorów czy Chanelek jako dodatku do tego, że na co dzień leży i pachnie u boku męża. Do czołowego zderzenia obu pań dochodzi, gdzieżby indziej, jak nie w małej, wypełnionej książkami pustelni Haliny.

Biblioteko spokojna, biblioteko wesoła! Koniec sielanki zwiastuje wkroczenie do tej w gruncie rzeczy bardzo intymnej przestrzeni blond intruza. Schludnie poukładany świat przycupniętej za biurkiem i odzianej w ciepłe gacie od mamy bibliotekarki wypada z dotychczasowych torów. Wszystko zaczyna się niezauważalnie, acz nieuchronnie zmieniać. Początkowo są rozmowy, później zwierzenia, rady, perswazje – i te w wykonaniu obu kobiet i Perswazje Jane Austen, bo Roksana zaczyna wreszcie czytać porządną literaturę. A to Dama kameliowa, a to Anna Karenina, a nie, nie! Tylko nie Anna Karenina! W końcu ojcu Roksany pociąg obciął nogę, a matka, niczym bohaterka Tołstoja, rzuciła się na tory.

Odmienność kobiet uwypuklona jest nie tylko poprzez kontrast pustej lali trafnie scharakteryzowanej przez towarzyszkę – „daje dupy za zakupy” – wobec inteligentnej, skromnej i mało atrakcyjnej bibliotekarki. Wydmuszką okazuje się także Halina. W ten sposób dawny kochanek podsumował jej bezpłodność. Oczywiście ta, która nie może, pragnie dzieci, druga zadaniu reprodukcji sprostać potrafi – ale nie chce. Masz ci zaskoczenie.

Relacja Haliny i Roksany, mimo wyraźnej nieprzystawalności, jest wręcz nieprzyzwoicie przewidywalna. Podobnie jak to, co stanie się z nimi dalej. Przewidzieć to można mniej więcej przed połową spektaklu. Otóż w tej konfiguracji nieunikniona jest przemiana, która sprawia, że wydmuszki przestają nimi w istocie być. I nie żadna to wysubtelniona metamorfoza, ale prawdziwa transformacja z przytupem, przypominająca postawienie grubej, pokracznej krechy pomiędzy tym co przeszłe, a tym co obecne. Nie ma już czarno-białego świata, zaczęły pojawiać się różnobarwne akcenty, ale są one raczej jak wtórne użycie technikoloru na starym filmie – tak samo nijakie i miałkie, że już w sumie lepiej oglądać to w zawężonej gamie. Pozostając przy konwencji filmowej, ostatnią scenę porównać można do radzieckiego filmu propagandowego, tudzież jednego z wydań branżowych Polskiej Kroniki Filmowej W Kraju Socjalizmu. Otóż dwie uśmiechnięte kobiety – jedna z wydmuszką dzierżoną w wyciągniętej dłoni – dumnie, z nadzieją i jasnym czołem kierują wzrok ku przyszłości. Czysta apoteoza spokoju oraz hartu ducha. Niczym robotnice czy kołchoźnice dzielnie znoszące znoje życia.

Komediowo-dramatyczna interpretacja kobiecości według Piotra Urbaniaka, zamiast wychodzić poza ramy jej postrzegania, jeszcze bardziej ją w nie upycha, a żonglowanie stereotypami kończy się spaloną sztuczką niewprawnego komika. Bo choć tytuł pasuje idealnie, to za dużo jednak wydmuszki w Wydmuszce. Lepsza ładna skorupa od zgniłego jaja? Czasem to jajo potrafi przynajmniej wyrwać z letargu przykrym zapachem.

Katarzyna Oczkowska, Teatralia Kraków
Internetowy Magazyn „Teatralia”, numer 113/2014

Teatr Bagatela w Krakowie

Marcin Szczygielski

Wydmuszka

reżyseria: Piotr Urbaniak

scenografia: Joanna Schoen

muzyka: Michał Woźniak

światła: Marek Oleniacz

asystent reżysera/inspicjent/sufler: Sylwia Domin

obsada: Alina Kamińska (Halina), Małgorzata Piskorz (Roksana)

premiera: 24 października 2014

Katarzyna Oczkowska – doktorantka w Instytucie Sztuki PAN. Zajmuje się polską sztuką współczesną ze szczególną słabością do kontrastów – od subtelności po kamp.