Wszystko to kwestia wyboru (W samo południe)

Wszystko to kwestia wyboru (W samo południe)

Spektakl W samo południe w reżyserii Wojtka Ziemilskiego to opowieść o wyborach do Sejmu i Senatu w 1989 roku. Jest to projekt wyjątkowy ze względu na swój kolektywny charakter. Twórcy spektaklu aktywnie współpracowali przy jego realizacji wraz z obsadą aktorską. Całość oparta jest na terenowych badaniach całego zespołu – aktorzy dotarli do uczestników omawianych wydarzeń oraz przeszukali prywatne zasoby pamięci. Subiektywna perspektywa okazała się dobrym rozwiązaniem, bo wytworzyła ogólny nastrój spektaklu, który miał większą siłę oddziaływania na widza niż historyczne, znane i pozornie obiektywne, narracje o wyborach czerwca ‘89.

Po oddaniu płaszcza w szatni widz zostaje skierowany do sali teatralnej, ale po drodze napotyka przeszkodę. Trzech aktorów zatrzymuje go i prosi, żeby na gorąco wypowiedział się w jednym zdaniu-haśle o istotnych zmianach, które miały miejsce po 1989 roku. Pierwsze reakcje widzów są dziwne – spontanicznie podają głównie hasła odnoszące się do historii osobistej, ale często też pojawia się krytyka społeczna. Ten zabieg spełnia dwie funkcje. Po pierwsze, indywidualizuje odbiór spektaklu, sprawiając, że widz ma poczucie, że wpływa na kreowaną rzeczywistość; po drugie, jedno zdanie, które wypowiada odbiorca nieświadomy tego, czemu ma ono służyć, staje się głosem wyborczym. Już na początku przedstawienia wybrzmiewa główne przesłanie spektaklu: krytyczna refleksja o odpowiedzialności za własne słowa i świadomie podejmowanych wyborach, oczywiście głównie politycznych, choć tę naukę można odnieść do innych życiowych decyzji.

Pozostali aktorzy znajdują się na scenie przed rozpoczęciem spektaklu. Oglądają na ekranie hasła, filmowane przez kolegów znajdujących się we foyer. Aktorzy na scenie spoglądają na kartki z wypisanymi zdaniami (na jednej kartce są trzy hasła) i wykrzykują je jednocześnie na głos (każdy aktor samodzielnie decyduje, które zdanie wypowie, więc wypowiedzi nie zawsze są jednomyślne). Na widowni słychać żywe reakcje i satysfakcję widzów, kiedy to ich głosy są skandowane. Następnie aktorzy włączają na laptopie relację z Dziennika Telewizyjnego o wyborach 1989 roku i filmują ekran komputera. Obraz z kamery wyświetlany jest na ścianie. Aktorzy kładą kartki z wypowiedziami widzów na ekran komputera, przesłaniając kadry filmu. W ten sposób na ekranie widzimy obraz wraz z komentarzem. Dodatkowo hasła są wciąż skandowane przez aktorów, co powoduje nieustanną interpretację prezentowanych w Dzienniku informacji.

W trakcie przedstawienia ze sceny pada pytanie, zadane przez jedną z aktorek: „Kto z państwa pamięta na kogo głosował w ostatnich wyborach?”. Na sali zgłaszają się dwie osoby. A co z pozostałą częścią? Milczą, z pewnością dlatego, że większość widzów nie miała w 1989 roku praw wyborczych. Jeżeli jednak pytanie to odnieść do innych wyborów, w których widzowie brali udział, wcale nie oznacza to, że pojawiłoby się więcej rąk w górze. Na widowni często padały wypowiedzi, że ludzie nie pamiętają, na kogo głosowali, bądź robili to bez pełnej świadomości. I choć pojedynczy głos nie zmieni rzeczywistości, to z pewnością ma on większe znaczenie niż jego brak. Tego samego zdania jest Marian Kowal, jeden z kandydatów do parlamentu z 1989 roku, który w rozmowie po spektaklu powiedział, że zdecydował się wrócić do polityki, kiedy usłyszał słowa: „Głos nieobecnych się nie liczy, po prostu nie istnieje”. A co za tym idzie tylko aktywne uczestnictwo w polityce ma znaczenie i może cokolwiek zmienić.

Aktorzy kończą skandowanie i rozkładają białe płótno, które jest zarazem obrazem i ekranem,  rozciągają je na podłodze, wyznaczając odrębną przestrzeń. Kiedy w tle oglądamy relację z 1989 roku, na pozostałej części płótna aktorzy zaczynają pisać nową historię. Ta nowa historia osnuta jest wokół indywidualnych opowieści aktorów. Na scenę zaczynają wkradać się prywatne opowieści: Sary Celler-Jezierskiej, Małgorzaty Ła­komskiej, Rozalii Mierzickiej, Piotra Mokrzyckiego, Piotra Tokarza oraz Ryszarda Węgrzyna. W pewnym momencie aktorzy wypowiadają na scenie słowa Wojtka Ziemilskiego, reżysera spektaklu, który także chce zabrać głos w dyskusji. Jednak całość przedstawienia nie ma charakteru wyznania, ponieważ aktorzy działają według ściśle określonych reguł. Wchodzą na białe płótno i w wyznaczonym miejscu kładą przedmiot z własnego archiwum pamięci. Przedmioty zostają ułożone w półokręgu, niedomkniętym kole historii, jednocześnie tworząc chronologiczne dzieje losów po 1989 roku do dzisiaj. Tym samym głos w dyskusji nad zmianami po 1989 zabierają nie artyści, tylko właśnie przedmioty. Opowieści aktorów stają się nośnikiem historii, która została zapisana w danym przedmiocie. Na scenie pojawiają się szelki, fartuch babci, PlayStation, paszport, dowód osobisty, rakietki do badmintona, prezerwatywa, walizka, krem do rąk, bilet do Disneylandu. Każdy z tych przedmiotów należy do prywatnych zbiorów opowiadających. Jednak dzięki temu, że to przedmiotom zostaje udzielony głos, prywatne historie nabierają uniwersalnego charakteru. Spoglądając na czasy, kiedy towary powoli wchodziły na półki, a ludzie dopiero wyzwalali się z identycznych ubrań, które byli zmuszeni nosić w PRL-u, widzimy, że to właśnie przedmioty łączyły Polaków. To one zapisują historię oraz są komentarzem do minionych czasów. Twórcy spektaklu tym samym pokazali, że ciężko jest mówić o jakiejkolwiek zbiorowości i wspólnym doświadczeniu. Okazało się, że ludzi, zarówno na scenie, jak i na widowni, łączą nie doświadczenia, zapisane na wielkiej karcie historii, tylko właśnie rekwizyty wyłożone na białym płótnie na scenie Teatru Dramatycznego w Wałbrzychu.

Spektakl z pewnością jest wyjątkowym projektem realizowanym w teatrze instytucjonalnym. Widz dowiaduje się z programu, że zespół aktorski w toku pracy odnalazł i rozmawiał z kandydatami z wyborów z 1989 roku z regionu wałbrzyskiego. Efekty rozmów zostały wykorzystane w przedstawieniu w sposób dosłowny. Za pomocą pokazywanych do kamery zdjęć aktorzy grupowali kandydatów, zadając pytania dotyczące wyborów i dalszych życiorysów „bohaterów” 4 czerwca ’89 roku. Pytania nie miały na celu przypiąć kandydatom łatek „dobrych” albo „złych”, chociaż tytuł przedstawienia przywołuje takie skojarzenie. W samo południe odsyła do plakatu wyborczego Solidarności z 1989 roku, a ten z kolei nawiązuje do znanego westernu Freda Zinnemanna o tym samym tytule, z Garym Cooperem i Grace Kelly w rolach głównych. Western to gatunek filmowy, który jednoznacznie kojarzy się z podziałem na dobrych i złych bohaterów. Solidarność, jak wynika z plakatu, była reprezentowana przez tych „dobrych” w przeciwieństwie do działaczy PZPR. Podział ten został narzucony przez wielką narrację. Dziś już coraz częściej odrzucamy czarno-białe podziały widząc, że w świecie częściej występują barwy złożone. Twórcy zrewidowali pogląd na temat radosnego i pięknego momentu pierwszych wolnych wyborów, pokazując, że ich konsekwencje i zmiany nie są wcale tak piękne, jak zostało to nam wtłoczone na lekcjach historii. Sami kandydaci wypowiadają się na ten temat, mówiąc, że był to oczywiście moment przełomowy, ale wiele można było jeszcze zrobić.

Cały spektakl jest spójną opowieścią, gdzie jedno działanie – jak w dobrze skonstruowanej maszynie – wynika z drugiego. Jedyny moment wybijający z rytmu narracji, to scena, w której jeden z aktorów zostaje podwieszony na linie. Z pewnością jest to widowiskowe i zgrabnie zostaje powiązane z całością spektaklu, ale widz ma poczucie, że element ten został zszyty zbyt grubymi nićmi. Momentami razi też sposób wypowiadania się aktorów, którzy często mówią niewyraźnie, niektórym to przeszkadza, ale w kontekście tego spektaklu, który ma mocno prywatny charakter, nie jest to aż tak rażące. Powoduje jednak, że widz czasami może nie wychwycić jakiejś istotnej kwestii.

Największym atutem spektaklu są wypływające z niego pytania. Widz po spektaklu z pewnością zastanowi się nad oddaniem głosów w następnych wyborach. Dawno już nie wyszłam z przedstawienia mając poczucie, że to, co zobaczyłam, bezpośrednio wpłynie na moje zachowanie. Coraz częściej teatr prezentuje tematy zawieszone w próżni. W samo południe jest jednak dowodem na to, że teatr ma nam jeszcze wiele istotnych rzeczy do powiedzenia.

Daria Kubisiak, Teatralia
Internetowy Magazyn „Teatralia” numer 64/2013

Teatr Dramatyczny im. Jerzego Szaniawskiego w Wałbrzychu

W samo południe

re­ży­seria: Wojtek Ziemilski

dra­ma­turgia: Sebastian Liszka

re­ży­seria świateł: Karolina Gębska

obsada/​ współ­praca dra­ma­tur­giczna: Sara Celler-​​Jezierska, Małgorzata Ła­komska, Rozalia Mierzicka, Piotr Mokrzycki, Piotr Tokarz, Ryszard Węgrzyn

premiera: 7 czerwca 2013

fot. Bartek Sowa