Wszyscy jesteśmy Remusami (Remus)

Wszyscy jesteśmy Remusami (Remus)

Wiadomość o tym, że Teatr Miniatura zamierza wystawić spektakl na podstawie Życia i przygód Remusa Aleksandra Majkowskiego, powieści, która uzyskała miano epopei kaszubskiej, była dość intrygująca. Kiełkowały mi wtedy w głowie wizje przedstawienia ze strojami kaszubskimi i diabelskimi skrzypcami w roli głównej. Zespół Miniatury pod wodzą reżysera Remigiusza Brzyka udowodnił jednak, że do tematu związanego z tradycjami regionu można podejść w niebanalny sposób.

Życie i przygody Remusa Majkowski pisał przez dwadzieścia lat – pracę nad tekstem ukończył w 1938 roku. Zawarł w nim historię Kaszuba Remusa, będącego poza nawiasem lokalnej społeczności ze względu na obce pochodzenie i wadę wymowy. Uważany za dziwaka Remus przemierza Kaszuby ze swoim przyjacielem, muzykantem Trąbą w poszukiwaniu pozostałości po swojej kaszubskiej tożsamości, wypieranej przez pruskiego zaborcę. Podczas jego wędrówki świat realny miesza się z baśniowym, a ludzie spotykają z demonami, z których najbardziej przebiegły jest Smętek. Temat ten wydał się wartościowy komisji konkursu „Klasyka żywa”, organizowanego przez Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego oraz Instytut Teatralny im. Zbigniewa Raszewskiego, które dofinansowały produkcję Remusa. Konkurs ma na celu wspieranie poszukiwań zapomnianych dzieł literackich, zasługujących na uwagę i miejsce w pamięci współczesnych.

Spektakl od początku zaskakuje nieoczywistością. Moje pierwsze słowa po wejściu do sali w Europejskim Centrum Solidarności (tam tymczasowo prezentowane są przedstawienia Miniatury, ze względu na remont siedziby teatru), to „gdzie jest scena?”. Zastajemy aktorów siedzących na drewnianych stołkach przy długim stole, również z surowego drewna (delikatne nawiązanie scenografki, Katarzyny Zawistowskiej, do ludowości, skierowane jednak bardziej w stronę etnodizajnu niż taniej cepeliady). Wszędzie jest biało – białe są parawany ustawione za aktorami, białe współczesne stroje, a stół przykryto białą płachtą. Przed stołem wydzielony jest tylko niewielki pas podłogi – akcja ma się rozgrywać w tej ograniczonej przestrzeni. Wszystkie rekwizyty znajdują się w zasięgu ręki, tak więc aktorzy są stale obecni na scenie. Pierwsze wrażenie – ostatnia wieczerza. Tylko o jedną postać za stołem za mało… Efekt wizualny potęgują światła zza parawanów, świetlówki spod stołu, latarnie zrobione z pieńków.

Aktorzy nie odgrywają wydarzeń z życia Remusa, a opowiadają je. Wiele razy pojawia się zwrot „wyobraź sobie” lub „zamknij oczy i wyobraź sobie”. Odnosi się wrażenie, że i ta minimalistyczna scenografia, i cały zamysł inscenizacyjny mają wpłynąć na pobudzenie wyobraźni. Nic nie jest tu podane wprost, co ma swoje plusy, ale może być minusem dla tych, którzy oczekują barwnego i rozbudowanego widowiska.

W toku opowieści aktorzy przyjmują po kilka różnych ról. Wyciągają kolejne rekwizyty spod lady i kreują nowe historie z udziałem drucianych lalek, miniaturowych wersji postaci spektaklu. Najbardziej zapada w pamięć scena pogrzebu Józefa, z okrytymi czarnym tiulem płaczkami odmawiającymi różaniec i maleńkim, żelaznym łóżkiem, a potem pudełkiem, w którym skończył martwy bohater. Damska część obsady stworzyła prawdziwie pogrzebową atmosferę. Złagodziła ją za to scena sprzedaży folwarku w karczmie, w swojej wymowie przecież niewesoła, bo będąca jednym z przykładów upadku kultury kaszubskiej, ale przełożona na dzisiejsze realia (z nieodłącznymi w karczmie-klubie kolorowymi drinkami) nabrała nowego znaczenia. Brakowało mi trochę większej liczby podobnych momentów z przymrużeniem oka, do rozbicia monotonii i powagi przedstawienia.

Historia zawarta w Remusie dzieje się w drugiej połowie XIX wieku, ale da się przenieść ją na dzisiejsze realia, gdyż wymowa spektaklu jest i smutna, i uniwersalna. Pod koniec sztuki pada pytanie, czy za sto lub dwieście lat ktokolwiek będzie jeszcze mówił po kaszubsku. Można to pytanie odnieść do sytuacji wielu innych kultur świata, które muszą walczyć o to, by zachować swoją odrębność kulturową pomimo wszechobecnej kultury Zachodu. Ale nie trzeba sięgać daleko, wystarczy rozejrzeć się wokół siebie – czy trzy remusowe zjawy, Strach, Trud i Niewarto nie towarzyszą nam na co dzień?

Agnieszka Domańska, Teatralia Trójmiasto
Internetowy Magazyn „Teatralia” numer 113/2014

Miejski Teatr Miniatura, Gdańsk

Remus

tłumaczenie: Lech Bądkowski

adaptacja i dramaturgia: Romuald Wicza-Pokojski

reżyseria: Remigiusz Brzyk

scenografia: Katarzyna Zawistowska

muzyka: Adrian Jerzy Amrugiewicz

obsada: Jakub Ehrlich, Edyta Janusz-Ehrlich, Jacek Gierczak, Agnieszka Grzegorzewska, Wioleta Karpowicz, Jacek Majok, Hanna Miśkiewicz, Jadwiga Sankowska, Wojciech Stachura, Joanna Tomasik, Krystian Wieczyński

ze specjalnym udziałem Danuty Stenki

premiera: 25 października 2014

fot. Piotr Pędziszewski