Womb Riot, czyli śmiech przez łzy i gest rozczarowania (PROJEKT: MATKA)

Womb Riot, czyli śmiech przez łzy i gest rozczarowania (PROJEKT: MATKA)

Moim dotąd ulubionym dialogiem, traktującym o macierzyństwie był fragment Tanga Sławomira Mrożka, w którym Eleonora wspomina, jak nosząc Artura w łonie biegała nago po lesie i „śpiewała” Bacha. Dorosły już syn stwierdza wtenczas, że artystą nie został, ponieważ „widocznie mama fałszowała”. Jest absurd, anarchia i walka pokoleń, a wszystko to pod płaszczykiem sielanki. Premiera w Teatrze Kana kazała mi przedefiniować upodobania, a płaszczyk zamienić na pieluchę.

PROJEKT: MATKA to zbiór szczerych, często rubasznych opisów życia kobiety w trakcie i po ciąży. Kobiety, która matką „rodzi się” wraz z przyjściem na świat dziecka. Matki, która wstydzi się przeć, która boi się okazać złym rodzicem. Obraz dziecka w tym spektaklu odbiega od uroczego, bezbronnego maleństwa obiecywanego przez reklamy, kampanie, czasopisma. W sztuce Mateusza Przyłęckiego nie ma ideologicznych sporów pro-life vs. pro-choice. Jest mówienie o macierzyństwie ustami polskich blogerek, które swoją przestrzeń w Internecie poświęcają na odczarowanie mitu bycia przy nadziei. „Przy nadziei, że ten stan nie trwa wiecznie” – zdradza jedna z bohaterek.

Na uznanie zasługuje sterylna scena, z elementami rozstawionymi planowo, jak w dziecięcym pokoiku, gdzie nie ma miejsca na chaos i bunt. A zbuntować by się chciało. Więc kobiety-matki, najpierw po cichu, ćwicząc pilates, uskarżają się na kaprysy organizmu, zmieniające się ciało, pozbawione kobiecości monstrum uwalniające gazy jelitowe. Z czasem ascetyczny opór zmienia się w krzyk, prywatne monologi stają się publiczne, a widz – nie wiedząc kiedy – zostaje wciągnięty do środka, zaczyna w nich uczestniczyć. Zmęczona matka, która pragnie ukryć się przed własnym dzieckiem, staje się nam bliska, nawet jeżeli sami nie jesteśmy rodzicami. Dzięki zaadaptowanym na scenariusz zapiskom z różnych blogów oraz odpowiedniej muzyce i scenografii, trud, z którym zmaga się aktorka-matka, zaczyna ciążyć i nam.

Ze scenografii czterech ścian przenosimy się na scenę koncertową, a aktorki skojarzone zostają z radykalną rosyjską grupą Pussy Riot. Feministyczne hasła nie dotyczą tu jednak kobiety jako takiej, tylko kobiety-matki: przewijającej, karmiącej piersią, zdenerwowanej. Kolejna odsłona, jeszcze barwniejsza i bardziej żwawa przenosi nas do teleturnieju, w którym matka-uczestniczka zmuszona jest odpowiedzieć na szereg, często podchwytliwych, pytań. Choreografia zharmonizowana z dialogami doskonale oddaje pojawiający się w życiu matki nieporządek. Teksty, ukryte dotąd w sieci, wypełzają na światło dziennie i kobieta nie wstydzi się już powiedzieć, że jest „jak kokon, w którym rośnie coś, z czym nie ma żadnego kontaktu”.

Momentem granicznym, po którym konwencja zostaje zmieniona, jest pisanie listu do Świętego Mikołaja. Sam list, tyle bawiący widownię, co gorzki, podlany jest jeszcze dowcipem, dystansem. Następne sceny zdają się być wymuszone polityczną poprawnością, niepotrzebnym, drugim grzybem w barszczu. I trzecim, ponieważ spektakl wieńczy odczytanie listu-manifestu Agnieszki Sujaty. Sujata jest jedną z matek-blogerek, autorek Macierzyństwa bez lukru 2, którego sprzedaż wspiera chorego na rdzeniowy zanik mięśni chłopca. Właśnie w rdzeniu spektaklu coś pękło, bo chociaż i aktorstwo celujące, i temat ważny, pozostawienie na koniec zbyt dużej dawki heroizmu i melancholii sprawia wrażenie, jak gdyby były to odrębne historie, a ta rozbieżność razi. Kiedy przez kilkadziesiąt minut ogląda się bunt, niemoc i lęk okraszone ciętą ripostą, śmiałością, rozbrzmiewającą w tle melodią piosenki A ja wolę moją mamę i kolorowymi czapkami-kominiarkami, ostatnie kilka minut opisów pełnych smutku i powagi nie wywołuje emocji silniejszych niż lekkie znużenie. Pomimo chybionego zakończenia, spektakl wart jest obejrzenia. Nie raz wywoła uśmiech i zachwyt, wszechobecne, kiedy w theatrum mundi kiełkuje nowa idea.

Kinga Cieśluk, Teatralia Szczecin
Internetowy Magazyn „Teatralia”, nr 112/2014

Ośrodek Teatralny KANA

PROJEKT: MATKA

scenariusz na podstawie tekstów z blogu Macierzyństwo bez lukru: Bajki (radziecki-termos.blog.pl), Małgorzaty Dawid-Mróz (manufaktura-radosci.pl), Moniki Grudzień (fjakfrustratka.blogspot.com), Dagmary Klein (la-terra-del-pudding.blogspot.co.uk), Pierwszej Żony (pierwsza-zona.blog.pl), Kasi Salek (sistermoon), Joanny Skotnickiej (moje-waterloo.blogspot.com), Agnieszki Sujaty (z książki Huśtawka) oraz z blogów: Aleksandry Michalak (matkasanepid.pl), Mamy Rysiowej (krystyno-nie-denerwuj-matki.blog.pl) i innych.

adaptacja i reżyseria: Mateusz Przyłęcki

muzyka: Andrzej Bonarek

piosenka (do tekstu Mamy Rysiowej): Konrad Cwajda

rap inspirowany wierszem Hollie McNish Embarrassed: Piotr Starzyński, Mateusz Przyłęcki na podstawie tłumaczenia Grzegorza Czuchaja

rysunki: Gustaw Grygier

animacje: Piotr Starzyński

realizacja i montaż filmu: Krzysztof Sanecki

obsada: Bibianna Chimiak, Marta Giers-Sanecka, Karolina Sabat

realizacja: Teatr Kana

zdjęcia: Piotr Nykowski „Poza okiem”

opracowanie graficzne: Bartłomiej Smoliński

premiera: wrzesień 2014