Wiwaty i gwizdy

Wiwaty i gwizdy

Przedziwne rzeczy działy się w tym roku w krakowskich teatrach. Opowieści o nich przekroczyły ramy krytycznego dyskursu i z impetem wtargnęły w sferę życia publicznego. Przemówili ludzie, którym wiadomo ponoć, czego pragnął Konrad Swinarski; pojawili się tacy, co – niczym przeklęte wieszczki – objawiali prawdy o sztuce młodych jako podobnej rumowisku, zbrukanej świątyni. Nie tylko o Starym Teatrze niosły się wieści porastające coraz groźniejszą otuliną plotek, skandalów i apokaliptycznych wizji, bo i o Nowym wrzało w tabloidach. Ktoś nawet mniemał, że tam, na Gazowej, rządzą mordercy. Mimo awantur i wstydów, czyli krakowskich burd absurdu, warto jednak skończyć z międleniem oczywistości i czulej pochylić nad tym, co rzeczywiście warte pochylenia i czułości.

Wielkim atutem teatralnego Krakowa bez wątpienia są festiwale. Obok, tradycyjnie już zachwycających (tym razem opowieściami o światach równoległych) Krakowskich Reminiscencji oraz Boskiej Komedii (piekło chyba jeszcze nigdy nie było tak atrakcyjne), wielkie brawa należą się organizatorom Festiwalu Tańca Współczesnego KRoki, którzy – przede wszystkim dzięki występom Tomasza Bazana, Anity Wach i Mikołaja Mikołajczyka – udowodnili, że gra cielesnością i ruchem nie musi służyć tylko magii wizualności. Plastyka gestu może bowiem wyrażać nieuchwytne. To język zrodzony po kryzysie narracyjności. Język żywego doświadczenia, daleki od gęstniejącej pustki tabloidów i definicji. To po niego sięgnęli artyści zaproszeni do kolejnego godnego uwagi projektu – „Kto inspiruje? Tadeusz Kantor!”. Ich choreografie stały się, przewrotnym, może nieco kokieteryjnym, ale przy tym pięknym i błyskotliwym przedłużeniem poszukiwań Mistrza – wędrówki ku autentyczności.

Trochę na złość Wyspiańskiemu, a ku chwale małych, lecz niekoniecznie złych form, w „w teatrze ogromnym” rozkwitł teatr chwilowy i ulotny. Sztuka utkana z antymaterii, tworzona wbrew nie-odważnym ludziom. Mowa – oczywiście – o „Strefie B” w Starym Teatrze. Tutaj, zgodnie z ideą sezonu Swinarskiego, młodzi na kanwie starych opowieści, tworzyli nowe – alternatywne, skrajnie subiektywne – dalsze ciągi sytuacji niegdysiejszych. Wspomnienie legendarnego reżysera uobecniało się w tańcu, performansie, instalacji. Spośród pięciu nieoczywistych, a przy tym nie pretendujących zachłannie do miana ojcobójczych rewolucji produkcji, wyróżnić należałoby – przede wszystkim – Zamach na Swinarskiego w reżyserii Michała Płaczka. Spektakl ten, utrzymany w konwencji konferencji prasowej, był skondensowaną, inteligentną, zabawną błazenadą. Nieco obscenicznym żartem z typowo polskich zapędów do mitotwórstwa i spisko-węszenia. Wbrew opinii Elżbiety Morawiec, która – nie zobaczywszy przedstawienia, lecz skrupulatnie przeczytawszy kilku zdaniową zapowiedź – zamknęła je w (jakże pomysłowej!) metaforze głupkowatego rechotu nad trumnami, okazał się ono genialną wariacją na temat przepisywania historii na własną, martyrologiczną modłę. Otworzyło drzwi do kaplicy. Szkoda, że Zamach… zagrano tylko raz.

Na szczęście 2013 rok to nie tylko czas wspaniałych „jednorazówek”. Nie brakowało wszak dobrych i bardzo dobrych premier repertuarowych. Nie sposób wymienić wszystkich, jak również nie możliwe zdaje się dokonanie obiektywnego wyboru najlepszych. Jako że Kraków ostatnimi czasy jawi się miastem absurdów, można by pokusić się o lekko trącące szaleństwem stwierdzenie, że spektaklem roku jest niedokonana Nie-boska komedia, a tuż za nią plasuje się Projekt Lutosławski, który – bez słowa oficjalnego komentarza – zniknął z repertuaru Teatru Nowego. Nie ma jednak co dowcipkować, bo najlepsze żarty i tak zostały już opowiedziane. Zatem: Król Edyp w reżyserii Jana Klaty oraz Macabra Dolorosa Pawła Szarka – oto dwa dzieła, jakie, moim zdaniem, powinno się oklaskiwać jeszcze conajmniej przez całą zimę, która niespiesznie nadchodzi. Mroczne, dotkliwe, mocne – nie dają się zapomnieć.

 Alicja Müller, Teatralia Kraków
 Internetowy Magazyn „Teatralia”, nr 81/2014
Alicja Müller, rocznik 1991, studentka filologii polskiej, z „Teatraliami” związana od 2010 roku. Miłośniczka absurdu i dadaistów.