Witamy w czyśćcu (Człowiek, który nie umiał odejść)

Witamy w czyśćcu (Człowiek, który nie umiał odejść)

Kiedy z ust bohatera monodramu Człowiek, który nie umiał odejść padły słowa: „Zawsze chciałem być nikim”, poczułam się nieswojo. Bo czy to możliwe, że w świecie, w którym każdy chce być kimś, znajduje się ktoś, kto chce być nikim? I kim tak naprawdę jest, będąc nikim? Gdzie przebiega linia demarkacyjna między tymi stanami?

Monodram Jarosława Jakubowskiego w reżyserii Sylwestra Biragi to niewygodne tête-á-tête z antybohaterem, który bezlitośnie obnaża fasadowość postaw i stosunków międzyludzkich. Bohater neguje wszystko. Nihilizm oznacza tu przy tym raczej zgodę na rzeczywistość niż potrzebę wzniecenia buntu. Inaczej być nie może, bo miejscem, w którym zaczyna się przedstawienie, jest kostnica. W tym punkcie historii można się tylko domyślać, że upadek był bardzo bolesny, a błogi wyraz twarzy aktora to kamuflaż. Jak w filmowych sekwencjach, klatka po klatce, dowiadujemy się, kim jest ten udręczony mężczyzna i jak przetracił swoje życie. Kim jest człowiek, który nie umiał być kimś? Jest everymanem par excellence. Jerzy Mazur bardzo umiejętnie prowadzi swoją postać, jego magnetyzujący i pełen skupienia wzrok przykuwa do krzesła. Aktor zabiera w krótką, aczkolwiek absorbującą podróż przez meandry ludzkiej psychiki. Nie dajmy się zwieść szelmowskiemu uśmiechowi – nie mamy do czynienia z opowieścią błahą ani jowialną.

Z  dnia na dzień mężczyzna w tak zwanym średnim wieku uświadamia sobie prowizoryczność swojego życia. Dotychczas jego natura kameleona pozwalała mu być, kim zechciał. Jak Allenowski Zelig dostosowywał się do sytuacji, mógł wcielić się w każdego. Ale marzył, by być nikim, skończyć z codzienną błazenadą i powoli się unicestwić. Lawirowanie między zadaniami narzuconymi mu przez podwładnych, bliskich i samego siebie zapędza go w ślepą uliczkę. Początkowo podtrzymuje jeszcze więzy łączące go ze światem. Niczym dobrze zaprogramowany robot co dzień chodzi do pracy, spotyka wiecznie szczęśliwych ludzi, korporacyjnych kolegów walczących o awans. Ale zaczyna sobie uświadamiać, że pływa po powierzchni. I nie jest to przejrzysty ocean, tylko mętna sadzawka. Stan hibernacji – podobny do tego, w którym funkcjonował bohater opowiadania Georges’a Pereca Człowiek, który śpi – nie trwa długo. Kokon bezpieczeństwa pęka. Ten człowiek, który już wie, że musi odejść, zaczyna subtelnie wycofywać się z wszelkich narzuconych mu przez społeczeństwo ról. Traci pracę, kobietę, którą być może kiedyś kochał, i resztki iluzji. Już  nie będzie kuglarzem życia, które zadrwi sobie z niego, nie pozwalając odejść tak szybko, jak by sobie tego życzył. Proces alienacji postępuje powoli, czekanie doprowadza do rozpaczy. „Nie być” to jego aktualna sytuacja metafizyczna. Stać się transparentnym dla otoczenia. W tej próżni, gdzieś między wegetacją a niebytem, człowiek, który nie umiał odejść, staje się przewodnikiem po ziemi jałowej, przypominającej nie piekło, ale czyściec. Początkowy ból związany z egzystencją i niemożnością wycofania się z niej, zmienia się w łagodną akceptację, pod którą kipi szaleństwo. Co prawda w pewnym momencie szał ustępuje wyciszeniu (cytując poetę: Jest taka cierpienia granica, za którą się uśmiech pogodny zaczyna).

Jerzy Mazur raz czaruje uśmiechem w stylu Jokera, by za chwilę zrugać makabrycznym grymasem furii. Bo jak nie miotać się między tymi stanami, skoro – jak u Becketta – śmierć nie może być traktowana jako wyzwolenie z beznadziejności? Jak nie stracić własnej tożsamości w świecie przepełnionym złem, okrucieństwem i chaosem, gdzie kadry z filmów Larsa von Triera i Michaela Hanekego mieszają się ze scenami z naszego życia?

Człowiek, który musiał odejść to druga część projektu „Polskie Wesołe Miasteczka” Sylwestra Biragi, który wystawia monodramy o współczesnej Polsce. W kameralnie zaaranżowanej przestrzeni relacja teatralna między aktorem a widzem zmienia się w relację osobistą. Zaangażowanie w spektakl jest tym większe, im mniej miejsc na sali. Monodram Jakubowskiego w elektryzującym wykonaniu Jerzego Mazura jest doskonałym przykładem spektaklu, który uwodzi bez zbędnej ornamentyki.

Karolina Szczypek, Teatralia Warszawa
Internetowy Magazyn „Teatralia” numer 86/2014

Teatr Druga Strefa w Warszawie

Człowiek, który nie umiał odejść

Jarosław Jakubowski

reżyseria i scenografia: Sylwester Biraga

obsada: Jerzy Mazur

prapremiera: 16 marca 2013

fot. archiwum teatru