Więcej, więcej, więcej (Jak zostałam wiedźmą)

Nawet bajki dopadła już współczesność. „Heineken! Open’er! Intermarche!” – tak brzmią zaklęcia, które rzucają wiedźmy w dobie konsumpcjonizmu.

Czasy może i się zmieniły, ale niektóre rzeczy pozostają bez zmian – czarownice wciąż są brzydkie, mieszkają w domkach na odludziu i polują na dzieci, aby ugotować z nich zupę. A im mniej grzeczne dziecko, tym zupa smaczniejsza. I choć tych niegrzecznych wcale nie jest mało, to ostatnio zrobiły się tak przebiegłe, że niestety niezbyt łatwo je złapać. Wiedźma chodzi więc głodna po świecie (towarzyszą jej dwa sępy, które nigdy nie przepuszczą okazji, żeby z niej pożartować) i gardzi hot-dogami ze stacji benzynowych, którymi zajadają się ludzie. Po długich poszukiwaniach w końcu się udaje. Mroczne trio znajduje łatwy cel – dziewczynkę, która nie może zasnąć. Pech chciał, że niestety jest dość grzeczna, a więc nie do końca jadalna. Nienasycona wiedźma postanawia jednak się nie poddawać i zrobić wszystko, aby zjeść dziewczynkę.

W spektaklu kraina jawy miesza się z krainą snu. Pojawiają się w nim najróżniejsze postacie – od nierealnych, ożywionych koników na biegunach, po nad wyraz realistycznych, rozpuszczonych chłopców. Przenikają się konwencje – świat bajkowy z rzeczywistym,  teatr klasyczny (postaci mówią wierszem) z nowymi formami (spektakl uzupełniają multimedialne projekcje), punkt widzenia ludzi obrzydliwie bogatych i tych całkiem przeciętnych. Czasem mamy do czynienia z konwencją reklamy. Na przykład wtedy, gdy przedstawienie przerwane jest na chwilę i zostaje odśpiewana piosenka zachwalająca najnowszy produkt dla czarownic do łapania dzieci.

Momentami jest bardzo zabawnie. Humor bywa inteligentny – odnosi się do wielu rzeczy, więc czasem trzeba się trochę zastanowić, aby zrozumieć żart. Bywa też jednak, że dowcip jest raczej niskich lotów, bowiem nazwanie bohaterki Żuleria von Mocz, czy rozmowy o kosmetykach zrobionych ze zwierzęcego kału do najmądrzejszych nie należą.

Sztuka niesie bardzo wyraźny i oczywisty przekaz na temat konsumpcjonizmu. Pokazuje rzeczywistość, w której ludzie obsesyjnie chcą tylko więcej i więcej. Świat, w którym rodzice, zamiast zajmować się dziećmi dają im smartfony i karmią śmieciowym jedzeniem, , aby sami mogli mieć więcej czasu na siedzenie z nosami przyklejonymi do ekranów monitorów. Teatr Studio promuje też sztukę jako „metaforyczną opowieść o więzi między matką a córką”, ale według mnie to lekka nadinterpretacja. Postać matki pojawia się bowiem tuż przed końcem spektaklu i wątek ten nie wydaje się kluczowy dla inscenizacji.

Jak zostałam wiedźmą to poemat Doroty Masłowskiej napisany z myślą o wystawieniu w teatrze przez Agnieszkę Glińską. Nazwisko autorki jest ostatnio na tyle głośne, że wydawało się wręcz pewne, że znajdą się zainteresowani i książką, i spektaklem. Tym bardziej, że biorąc pod uwagę dotychczasową twórczość Masłowskiej, nikt raczej nie spodziewał się po niej tekstu skierowanego do dzieci. Książka nie zyskała zbyt pochlebnych opinii, za to spektakl zebrał kilka nagród, między innymi na Międzynarodowym Festiwalu Teatralnym dla Dzieci i Młodzieży Korczak 2015, czy Nagrodę Miesięcznika Gaga w kategorii Teatr.

Nagrodzona też została tytułowa wiedźma, grana przez Kingę Preis, która za tę rolę otrzymała nagrodę indywidualną na 21. Konkursie na Wystawienie Polskiej Sztuki Współczesnej 2015. Aktorka faktycznie dobrze spisała się jako czarownica. Kiedy miała być groźna – była, kiedy miała być śmieszna – widownia się śmiała. Głos, mimika, gesty, wszystko było odpowiednio wyważone. Co prawda, trochę nie pasowało mi to, że mroczna wiedźma przez większość spektaklu zamiast chodzić tańczyła, ale tak widać robią współczesne czarownice.

Jeśli zaś chodzi o innych aktorów, absolutnie fantastycznie spisał się Łukasz Simlat jako Boguś, „dziecko nowej ery” z tabletem w jednej dłoni, a paczką chipsów w drugiej. Nie przekonała mnie za to Dominika Ostałowska w roli dziewczynki, w przeciwieństwie do Łukasza Simlata nienaturalna i mało wyrazista. Jej bohaterka, tą jako ta pozytywna, jasna strona historii, powinna  wzbudzać sympatię. Tymczasem dużo przyjemniej oglądało się chłopca, którego postawa w codziennym życiu zasługiwałaby raczej na skrytykowanie. Postać dobrego dziecka, wykreowana przez Dominikę Ostałowską, jest po prostu nudna. Głównych bohaterów świetnie uzupełniają za to role sępów komentujących rzeczywistość.

Spektakl przeznaczony jest dla dzieci w wieku szkolnym i dorosłych. Autorka wraz z reżyserką próbowały stworzyć coś dla każdego – czego efektem jest przedstawienie trochę dla nikogo. Nie jestem pewna, czy dzieci zrozumieją główne przesłanie płynące z utworu. Sądzę też, że spora część żartów może być dla nich zbyt trudna, a momentami za bardzo wulgarna. Mimo wszystko, na widowni często słychać było dziecięcy śmiech. Jeśli zaś chodzi o widzów dorosłych, to mogą wyciągnąć z niego coś dla siebie, jednak uważam, że dla większości będzie to jednak sztuka zbyt „dziecięca”, aby wybrać się na nią samemu. Spektakl może być za to dobrym początkiem i pretekstem do rozmowy na ważne tematy pomiędzy rodzicem a dzieckiem.

 

Milena Lenarciak, Teatralia Warszawa
Internetowy Magazyn „Teatralia”, numer 152/2015

 

Teatr Studio im. St. I. Witkiewicza

Dorota Masłowska

Jak zostałam wiedźmą

reżyseria: Agnieszka Glińska

scenografia: Agnieszka Zawadowska

muzyka: Wojciech Waglewski

kostiumy: Agnieszka Zawadowska

światło: Dariusz Zabiegałowski

projekcje: Antonina Benedek, Franek Przybylski, Jan Miklaszewski

choreografia: Weronika Pelczyńska

obsada: Monika Krzywkowska, Dorota Landowska, Monika Obara, Dominika Ostałowska, Kinga Preis, Marcin Bosak, Marcin Januszkiewicz/Eryk Kulm, Modest Ruciński/Franciszek Przybylski, Łukasz Simlat, Paweł Wawrzecki, Mirosław Zbrojewicz/Modest Ruciński

premiera: 28 maja 2015

fot. Krzysztof Bieliński

Milena Lenarciak – urodzona w 1991, studentka dziennikarstwa. Uwielbia podróżować i czytać reportaże. Zafascynowana kulturą innych krajów, w szczególności Japonii.