Więcej, mocniej, szerzej (II Festiwal Teatru Ukraińskiego „Wschód-Zachód”)

Teatr ukraiński po czterech dniach Festiwalu Teatru Ukraińskiego „Wschód-zachód” wciąż jest dla mnie zagadką. Ostatnio Ukraina pojawia się w dyskusjach i mediach przede wszystkim w kontekście politycznym, który w tamtejszym teatrze jest prawie nieobecny. Oczywiście twórcy nie są w stanie całkowicie uciec od tematyki wojennej, ale pojawia się ona przede wszystkim jako historyczny dyskurs lub jako pretekstem do opowiadania o emocjach i relacjach międzyludzkich. Mój tekst będzie próbą opisu tego zjawiska.

Na początku muszę zaznaczyć jeszcze jedną rzecz: niemal wszystkie spektakle prezentowane na festiwalu, pokazane zostały w oryginalnej wersji językowej – ukraińskiej lub rosyjskiej, bez polskiego tłumaczenia. Organizatorzy najprawdopodobniej uznali, że widownię stanowić będą przede wszystkim zagraniczni uczestnicy oraz mniejszość ukraińska. Z każdym kolejnym spektaklem przekonywałam się, że mieli rację. Mój odbiór był jednak zakłócany. Wynikało to w dużej mierze z tego, że słowo stanowi fundament budowania akcji i relacji między postaciami. Spektakl Warszawska melodia studenckiego teatru Na Lermontowskiej, 27 z Charkowa w reżyserii Ludmyli Zacharczuk to rozmowa kobiety, polskiej pianistki i mężczyzny, radzieckiego żołnierza. Już w pierwszych minutach spektaklu widz rozpoznaje postaci (jego – po mundurze, ją – w kontekście fortepianowego koncertu, któremu się przysłuchują) i komediową konwencję. Dziewczyna – gadatliwa, energetyczna, kokietująca – bezczelnie i frywolnie komentowała słowa zamkniętego w sobie, nieco nieśmiałego chłopaka. Znakiem rodzącej się między nimi miłości był pocałunek, ale nie wiem już, co z tym uczuciem wydarzyło się później. Obserwując żywe reakcje publiczności, wiedziałam, że nie rozumiejąc dialogów – nie zdołam dowiedzieć się o bohaterach już nic więcej.

Twórcy Warszawskiej melodii mieli szansę odnieść sukces, budując spektakl tylko w oparciu o dwóch aktorów – dzięki temu czuć było między postaciami emocjonalną i mentalną więź. W przypadku spektaklu Ukraińskiego Teatru Ludowego z Rygi Nazar Stodola, w reżyserii Marii Semenowej, rozmowy postaci nikną w przaśnej, ludowej scenografii i kostiumach. Aktorzy snują się po scenie, używając szerokiego gestu i przesadzonej, sztucznej emocji. Role przyjmują formę aktorskiego popisu, a nie służą zespołowemu budowaniu teatralnego świata.

Podobny typ aktorstwa pojawił się w spektaklu Swit za ochi teatru Navpaky (Na odwrót) z Gdańska.

Kolejne piosenki, wykonywane z towarzyszeniem zespołu, tworzyły obrazy. Nie o fabułę tu chodziło, ale o emocje młodych i ich przeżycia związane ze współczesną sytuacją na Ukrainie. Symbolem poczucia uciemiężenia, chaosu, bałaganu, barier między ludźmi są opony. Aktorzy ciągle je przerzucają, budują z nich konstrukcje, które później niszczą. Koncept ten, nawiązujący do socjalistycznego kultu mechanizacji, wydaje mi się ciekawy. Niknie on jednak pod natłokiem wielkiej i sztucznej emocjonalności, bliskiej psychodramie.

Od tego emocjonalnego patosu próbował uciec Teatr BilytsartCentre z Kijowa. Ich Antygona, przepisana przez Zhana Anuja, to nieco naiwna historia odrzuconej przez społeczność dziewczyny. Zbiorowe sceny „wykluczania” przedstawione są w formie mechanicznego układu choreograficznego. Aktorzy wykonują go nieco niezdarnie i zachowawczo – prawdopodobnie to stanowi przyczynę niepowodzenia. Za to intymne sceny: Antygony z jej nianią, siostrą, strażnikiem czy Kreonem wypadają znakomicie. Dzięki temu antyczna tragedia o konflikcie racji boskich i ludzkich zamienia się w dramat rodzinny. Najtragiczniejsza nie jest więź między dziewczyną a jej zmarłym bratem, którego chce pochować wbrew politycznemu zakazowi władcy, ale nią i tymi, którzy żyją. Jej decyzja o śmierci wydaje się prosta – przypomina samobójczy zryw zagubionej w świecie nastolatki. Nawet Kreon nie potrafi być do końca bezwzględny. Czasami przypomina on ojca, który próbuje wyznaczyć córce pragmatyczne, racjonalne ramy działań. Ponosi jednak klęskę. W tym świetle samobójstwo Antygony wydaje się być nie ucieczką przed „ludzkim” wymiarem kary, ale gestem buntu przeciwko porządkowi świata, w którym nie ma już bogów.

„Powojenna Francja czy współczesna Ukraina? Kawiarnia czy szpital psychiatryczny? Wspaniałe dekoracje czy 6 krzeseł? Widzenie czasu i przestrzeni nie ma żadnego znaczenia” – tak o spektaklu Orkiestra piszą twórcy studenckiego teatru EKMATEDOS z Charkowa. Ten opis narzuca już jednak jakąś wizję, a to surrealizm tej przestrzeni intryguje. Zniszczone rekwizyty, biedne lub kiczowate stroje sprawiają, że to, co dzieje się na scenie przypomina coś nierealnego. Egzaltacja i przerysowany gest używane przez aktorów, w przypadku tego przedstawienia znajdują uzasadnienie. Pozwalają stworzyć wyraziste, charakterystyczne postaci: niespełnioną, nieśmiałą skrzypaczkę, uwodzicielską drugą skrzypaczkę, ekscentrycznego pianistę, nie mogącego wybrać pomiędzy przesadnie seksowną i despotyczną dyrygentką a cichą i wrażliwą wirtuozką altówki, gadatliwą, nadpobudliwą, ciężarną wiolonczelistkę i jej garbatą, nieco przygłupią przyjaciółkę oraz w końcu – brzydkiego, jąkającego się erotomana – słuchacza orkiestry. Ich brawurowe popisy wciągają widza w akcję. Przede wszystkim wzbudzają odprężający i czuły śmiech. W tej konwencji aktorzy pozostają do końca – może przez to tragiczny finał wybrzmiewa słabiej. Czy to rzecz o miłosnych uczuciach, które nie mogą się spełnić? Czy o zawiedzionych ambicjach w zawodzie muzyka? Czy może o ludzkiej maszynie, która tylko gdy gra razem – jest coś warta? Jak refren powracająca sekwencja tańca na krzesłach, który przypomina grę na niewidzialnych instrumentach zostanie w głowach widzów na długi czas.

Festiwal zgromadził przede wszystkim publiczność ukraińską – do nich także był adresowany. Odniosłam wrażenie, obserwując jej żywe reakcje, że miał on znaczenie terapeutyczne i sentymentalne. Dla polskiego widza to jednak wyzwanie, by nauczyć się czytać ten specyficzny sposób ekspresji. Od dawna przecież wiadomo, że na wschodzie cierpi się bardziej, płacze się rzęsiściej, przeżywa się intensywniej. Życzę sobie, żeby kiedyś przestało to brzmieć jak frazes, a zaczęło stanowić o nowej jakości europejskiego teatru.

Julia Lizurek, Teatralia Kraków
Internetowy Magazyn „Teatralia”, numer 137/2015

II Międzynarodowy Festiwal Teatru Ukraińskiego „Wschód-Zachód”

Kraków, 21-26 kwietnia 2015

Studencki teatr „Na Lermontowskiej, 27” (Charków, Ukraina)

Leonid Zorin

Warszawska melodia

reżyseria: Ludmyla Zacharczuk

***

Ukraiński Teatr Ludowy (Ryga, Łotwa)

Nazar Stodola

reżyseria: Maria Semenowa

***

Teatr „Navpaky” (Gdańsk, Polska)

W siną dal

***

Teatr BilytsartCentre Państwowego Uniwersytetu „Kijewo- Mogylanśka Akademia” (Kijów,

Ukraina)

Zhan Anuj

Antygona

***

Studencki teatr EKMATEDOS (Charków, Ukraina).

Zhan Anuj

Orkiestra

reżyseria: Oleksandr Kowszun

fot. Maksym Nezviitsky

Julia Lizurek, rocznik 1990, studentka wiedzy o teatrze, poszukiwaczka poezji w życiu i w teatrze.