Widma przeszłości (Był sobie Polak, Polak, Polak i diabeł)

Widma przeszłości (Był sobie Polak, Polak, Polak i diabeł)

Najnowsza premiera Teatru im. Juliusza Osterwy w Lublinie – Był sobie Polak, Polak, Polak i diabeł – to propozycja zupełnie inna od tych, które ten teatr oferował do tej pory. Spektakl na podstawie dramatu Pawła Demirskiego, wyreżyserowany przez Remigiusza Brzyka, to głęboka rzecz mówiąca o naturze Polaków.

Rozkapryszona Gwiazdka (Marta Ledwoń), zdystansowany wobec wszystkiego Generał (Krzysztof Olchawa), rozgoryczona, pełna żalu za przeszłością Staruszka (Halszka Lehman), Wanda (Marta Sroka), więźniarka obozu koncentracyjnego, niesłusznie oskarżana o sympatyzowanie z Niemcami, zagubiony i porzucony przez rodziców Chłopiec (Daniel Dobosz), prymitywny Dresiarz – kibic Motoru (świetny Wojciech Rusin), stereotypowy niemiecki Turysta (Przemysław Gąsiorowicz) i majestatyczny Biskup (Paweł Kos) to ósemka bohaterów spektaklu. Wszyscy są zamknięci w drucianej klatce przed sceną. Klatka staje się przestrzenią gry, którą można opuścić dopiero w finale przedstawienia.

Postacie już nie żyją – zginęły w bardzo różnych okolicznościach, a teraz znalazły się w czyśćcu i przedstawiają widzom historie swojego życia. Ale czy ratunek jest dla nich możliwy? Dzięki charakteryzacji aktorzy wyglądają jak przerażające zombie, ale nie mniej straszne są historie, które stopniowo zdradzają publiczności. Niektórzy z nich mają swoje odpowiedniki w prawdziwej rzeczywistości – pewna staruszka rzeczywiście się podpaliła, gdy chciano jej odebrać dom, chłopiec powiesił się, bo jego rodzice wyjechali za granicę, żeby zarabiać pieniądze, a biskup miał problemy związane z wykorzystywaniem seksualnym chłopców. Oczywiste jest także to, kto stał się wzorem dla Generała. Ale postacie są jednocześnie bardzo uniwersalne – w ich losach przeplatają się wszystkie traumy z przeszłości Polski. Bohaterowie ujawniają nasze narodowe wady czy kompleksy: wojna, przemoc, ślepa pogoń za pieniędzmi i karierą, nienawiść do Niemców,− wszystko, o czym chcielibyśmy zapomnieć, ale czego nie jesteśmy w stanie wymazać niezależnie od czasu, który upłynie. Będzie nas to prześladowało, tak jak duch Wandy utopionej w studni wciąż prześladuje Staruszkę.

Każda z postaci tworzy bardzo charakterystyczną kreację, wszystkie jej elementy wydają się starannie przemyślane – od warstwy psychologicznej po wygląd. Umiejętnie dobrane stroje oraz wielogodzinna charakteryzacja, przemieniająca aktorów w żywe trupy z upiornymi oczami (efekt osiągnięty dzięki soczewkom), dają oszałamiający wynik i wskazują, w jaki sposób dany bohater mógł zginąć. W zasadzie publiczność może odczuć ulgę, że aktorzy są zamknięci w klatce i żaden z nich nie dosięgnie przypadkiem nikogo swoją trupią ręką. Na widowni chyba nikt nie czuje się bezpiecznie; źródłem pewnego dyskomfortu jest świadomość, że oglądamy potworne historie, które mają jednak silne oparcie w rzeczywistości. Są elementami naszej trudnej, niedającej się wyprzeć historii, ale także teraźniejszości. Media wciąż donoszą o morderstwach, pedofilii czy wybrykach kibiców, a te dowodzą, że zło było i nadal będzie nieodłączną częścią naszego świata.

Choć zarys problematyki spektaklu Brzyka jawi się bardzo ponuro i poważnie, jego nastrój przełamują spore dawki ironii oraz humoru. Bo czy można nie śmiać się z wielkiej aktorki, która zginęła pod kołami traktora albo ze zdziecinniałego Generała opowiadającego o swojej żonie? Jest to częściowo zasługa świetnego tekstu Pawła Demirskiego, który potrafi mówić o rzeczach poważnych i trudnych w sposób pozbawiony zbędnego patosu. Jednak nie można zapomnieć też o reżyserze – Remigiusz Brzyk wziął na siebie dużą odpowiedzialność, w końcu specjalistką od przenoszenia tekstów Demirskiego na scenę była do tej pory Monika Strzępka. Należy przyznać, że Brzyk w pełni podołał trudnemu zadaniu.

Na początku przedstawienia pojawia się informacja, że aktorzy nie grają na głównej scenie ze względu na cięcia budżetowe w Teatrze Osterwy. Podobno zabrakło też funduszy na wydruk profesjonalnych plakatów, w oknach pojawiły się więc arkusze szarego papieru zapisane cytatami ze sztuki. Trudno odgadnąć, ile w tym prawdy. Być może to objaw kryzysu, być może kolejny, nieco przewrotny dowód na to, że teatr zmienia się pod rządami Artura Tyszkiewicza, który jakiś czas temu objął posadę dyrektora i coraz śmielej eksperymentuje. Liczę, że lubelska publiczność dobrze przyjmie te zmiany, bo są one miastu bardzo potrzebne.

Wioleta Rybak, Teatralia Lublin
Internetowy Magazyn „Teatralia” numer 65/2013

Teatr im. Juliusza Osterwy w Lublinie

Był sobie Polak, Polak, Polak i diabeł

Paweł Demirski

reżyseria: Remigiusz Brzyk

scenografia: Remigiusz Brzyk

muzyka: Jacek Grudzień

opieka dramaturgiczna: Paweł Demirski

kostiumy i współpraca scenograficzna: Iga Słupska, Szymon Szewczyk

obsada: Marta Ledwoń (Gwiazdka), Marta Sroka (Wanda), Halszka Lehman (Staruszka), Daniel Dobosz (Chłopiec), Wojciech Rusin (Dresiarz), Przemysław Gąsiorowicz (Turysta ), Krzysztof Olchawa (Generał), Paweł Kos (Biskup)

premiera: 25 maja 2013

fot. Bartłomiej Sowa

Wioleta Rybak (rocznik 1985) – absolwentka filologii polskiej ze specjalnością teatrologiczną na UMCS oraz studiów podyplomowych na kierunku public relations. Kocha wszystkie rodzaje teatru poza musicalem i operą. Uwielbia zwłaszcza teatr tańca.