Wesele z Krawczykiem (Być jak Krzysztof Krawczyk)

Wesele z Krawczykiem (Być jak Krzysztof Krawczyk)

Za sprawą najnowszej premiery Być jak Krzysztof Krawczyk gdyński Teatr Miejski znów tętni tańcem i śpiewem. Począwszy od W kręgu namiętności. Tango piazolla z 2012 roku w „gombrowiczowskim zapiecku” cyklicznie goszczą na scenie produkcje, które porywają serca publiczności wokalno-choreograficzną oprawą. Nie inaczej rzecz zadziała się i tym razem. W kuluarach swojskoweselnych estradowe przeboje Krzysztofa Krawczyka stały się taktomierzem scenicznego dziania się spektaklu. Ich aranżacjom w wykonaniu Bogdana Smagackiemu należą się duże brawa.

Scenografia pełna rekwizytów weselnych. Wszędzie tiulowe ozdoby, serduszka, nakryty stół i podest dla orkiestry. Członkowie zespołu Fantazja z wokalistą Adamem Bardziejem moszczą się na swoich stanowiskach, wodzirej wprowadza gości i parę młodą, zaczynają się tańce, które kamera w rękach gospodarza rejestruje na telebimie. Wraz z okrzykami „gorzko, gorzko!” pojawiają się pierwsze dąsy panny młodej, które tylko podsycają  rubaszne nastroje upojonych gości.  W skrócie – przedsmak tego, co dla wielu stanowi stały komponent tego typu spotkań towarzyskich. Lecz cóż zrobić z fantem, kiedy pląsające postaci nieruchomieją jak na zawołanie, a  ze ściany przemawiać zaczyna do protagonisty olbrzymia projekcja jego samego?

Kto kiedykolwiek zetknął się z takimi filmami, jak Truman Show Petera Weira, Przypadek Harolda Cricka Marca Forstera czy choćby Być jak John Malkovich Spike’a Jonze ze szczególną werwą podejdzie do spektaklu, który proponuje Andrzej Mańkowski. Adam Bardziej, podobnie jak bohaterowie wymienionych filmów poddany zostaje manipulacji, doświadcza rzeczywistości od początku do końca zaplanowanej, w tym przypadku on sam, podobnie jak inni uczestnicy imprezy jest wytworem symulacji komputerowej. Kreator, który początkowo dyktuje warunki gry, komunikuje się z bohaterem w najmniej oczekiwanych momentach i idzie na ustępstwa dopiero kiedy bezwolna dotychczas marionetka zaczyna się buntować.

Koncepcja podwójnego planu, który rozwija na scenie reżyser nie do końca jest dla przedstawienia  fortunna, zarówno pod względem technicznym, jak i dramaturgicznym. Monologi Adama Bardzieja – twórcy gry nie zawsze zsynchronizowane są z sekwencjami dialogowymi aktora na scenie, całość natomiast jako swoista metafora egzystencji, z góry na dół objaśniona przez kreatora jest przysłowiowym wyłożeniem kawy na ławę, bez niedopowiedzeń, rąbka tajemnicy, miejsca na własną interpretację odbiorcy.

Fart chce, że klimat zabawy, gagów, komedii pomyłek, którą stwarzają aktorzy na scenie całkowicie znosi formalne uchybienia. Pojedynek frakcji gości będących za Klenczonem i za Krawczykiem, prestidigitatorskie sztuczki weselnego iluzjonisty o podejrzanych umiejętnościach czy brykający na scenie ksiądz proboszcz to prawdziwe smaczki tego spektaklu. Skuteczny retusz wspomnianych niedociągnięć funduje również dramatyczny osad wytrącany z powierzchownej sielanki wesela w postaci scen zdrady pana młodego z weselną kelnerką czy uszczypliwości serwowanych sobie przez rozwodzących się rodziców panny młodej.

Rozrywkowa propozycja gdyńkiego teatru pod względem aktorskim ma się również całkiem nieźle. Bogdan Smagacki bryluje wokalnie i świetnie partneruje Agacie Moszumańskiej w roli przełykającej gorycz życia natchnionej nauczycielki Agnieszki Czas. Maciej Wizner i Marta Kadłub w rolach świeżo upieczonych nowożeńców tworzą doborowy tandem małżeńskich potyczek. Na drugim planie bardzo dobrze radzi sobie Mariusz Żarnecki jako ksiądz proboszcz „po godzinach” czy Szymon Sędrowski, któremu powierzono podwójną rolę.  Rewelacyjny w kreacji podwórkowego macho uwiedzionego przez wyzwoloną bizness women – ciotkę pana młodego (drapieżna Monika Babicka), szukającej anonimowego kandydata na dawcę spermy, niezwykle komicznie wypada również we wcieleniu szwedzkiego kochanka i partnera Adama Bardzieja – twórcy weselnej symulacji. Jedną z najciekawszych postaci jest tutaj niepozorna i nierzucająca się w oczy kelnerka/asystentka iluzjonisty oraz policjant badający zniknięcie protagonisty wraz z jego ukochaną. Agnieszka Bała zadbała o ciekawą oprawę pantomimiczną, wszędzie jest jej pełno, z kolei Piotr Michalski jako aspirant – as wywiadu z przenikliwością inspektora Clouseau z różna skutecznością wyłudza zeznania ze świadków.

Być jak Krzysztof Krawczyk to barwne widowisko, łączące w sobie potężną dawkę energii, komizmu, ale i sentymentu, gdyż jak zakładam, niejednemu widzowi łezka w oku zakręciła się, gdy tylko zaintonowano krawczykowe hity-monumenty w stylu Jak minął dzień czy Parostatek. W ciemnościach widowni to i z cicha pośpiewać można, nóżką tupnąć, zakołyskać się w takt nie starzejących się melodii.

Anna Kołodziejska, Teatralia Trójmiasto
Magazyn Internetowy „Teatralia”, numer 163 /2016

 

Teatr Miejski im. Witolda Gombrowicza, Gdynia

Być jak Krzysztof Krawczyk

reżyseria: Andrzej Mańkowski

scenografia i kostiumy: Sabina Czupryńska
opracowanie muzyczne: Maciej i Tomasz Stroynowscy
choreografia: Andrzej Morawiec
światła: Marek Perkowski
zdjęcia filmowe: Agnieszka i Andrzej Juńscy
realizacja nagrań dźwiękowych: Marcin Kowalczyk, Piotr Chołociński

obsada: Bogdan Smagacki, Rafał Kowal, Maciej Sykała, Maciej Wizner, Marta Kadłub, Olga Barbara Długońska, Dariusz Szymaniak, Eugeniusz Krzysztof Kujawki, Elżbieta Mrozińska, Szymon Sędrowski, Agata Moszumańska, Monika Babicka, Małgorzata Talarczyk, Grzegorz Wolf, Piotr Michalski, Leon Krzycki, Mariusz Żarnecki, Agnieszka Bała

premiera: 13 lutego 2016

fot. Joanna Siercha

 

Anna Kołodziejska – Rocznik 1983. Bez literatury, muzyki i kina nie wyobraża sobie egzystencji. Trosk skutecznie pozbywa się podczas górskich eskapad. Teatr jest dla niej po trosze wszystkim: zapomnieniem, wyrocznią, tajemnicą, poznaniem… życiem, bo jego istota z niego wyrasta.