Wędrówka bez końca (Nesting)

Wędrówka bez końca (Nesting)

Ptaki, wielbłądy, dziwaczne hybrydy krabów i ludzi – wszystkie te zwierzęta przemykają po terenie Małopolskiego Ogrodu Sztuki. Symbolizują one wędrówkę, tę z rodzaju nieskończonych. Bohaterowie Nestingu nigdy nie powrócą do swojej Itaki. Zamiast tego pozostają w ruchu, przenosząc swoje (dosłowne) gniazda i w myśl równie dosłownie rozumianej sentencji omnia mea mecum porto taszczą za sobą stertę ubrań, które okazują się głównym rekwizytem pozwalającym na przemianę w zwierzęcych włóczęgów.

Wersja przedstawienia pokazywana podczas festiwalu „Kroki” była, jak przy każdym wystawieniu Nestingu, wydarzeniem wyjątkowym, bo spektakl również „wędruje”, przystosowując się do przestrzeni. Próba stworzenia projektu site-specific tym razem nie zakończyła się jednak zbyt pomyślnie. Wykonawców tańczących przez większość przedstawienia w wąskich korytarzykach, na schodach, przy szatni czy w kącie foyer, zobaczyć mogli jedynie nieliczni szczęśliwcy, którzy akurat upolowali miejsce z przodu ciasnych przejść. Przy działaniach typu site-specific tego rodzaju niedogodności są do przewidzenia i zwykle stanowią jeden z elementów, które można, a nawet po prostu trzeba zaakceptować. W tym wypadku jednak trudno oprzeć się wrażeniu, że cała próba wpisania choreografii w przestrzeń MOS-u nie była zbyt dobrze pomyślana i ograniczała się do – często niepotrzebnego – wykorzystywania całej dostępnej przestrzeni, odhaczania kolejnych miejsc na liście, od galerii aż po szatnię.

Przedstawienie rozwija się dosyć powoli, co jakiś czas tancerze, a za nimi publiczność, zmieniają miejsce. Te wędrówki odbijające główny i powtarzający się wciąż motyw wybijają jednak z rytmu oglądania, przez co całość sprawia wrażenie poszatkowanej. Interesująco wypada sekwencja, którą można oglądać z balkonu. Artyści, zdając sobie sprawę z tego, że widownia znajduje się ponad ich głowami, wykonują choreografię opartą na tym założeniu. Podnoszą jedną z tancerek zawiniętą w kolorowe ubrania i przenoszą nad sobą, układając się w wyraźnie rozpoznawalny z góry kształt ptasich skrzydeł. Scena z ładnej zmienia się w nieznośną (i tak niestety dzieje się przez całe przedstawienie), gdy po raz kolejny podkreślają swoją „ptasiość”, tym razem za pomocą gestu rąk – tak prostego, że wywołującego (raczej niezamierzony) śmiech.

Stosunkowo długa droga bohaterów Nestingu, a za nimi festiwalowej publiczności, kończy się na najniższym poziomie budynku. W finale powraca element, od którego wniesienia w tłum rozpoczął się spektakl, czyli gniazda. Jedna z tancerek najpierw przytwierdza je sobie do twarzy, po czym oddaje w ręce osoby na widowni. Poruszający się jak wielbłądy, z garbami utworzonymi ze zwiniętych ubrań, wykonawcy wychodzą, aby jechać dalej ze swoją karawaną. Publiczności, która towarzyszyła im przez czas trwania spektaklu, zostawiają jedynie gniazdo, które wydaje się stanowić pewnego rodzaju zachętę. Poszarpaną, powtarzalną i przewidywalną choreografię trudno jednak uznać za specjalnie zachęcającą.

 

Aleksandra Spilkowska, Teatralia Kraków

Internetowy Magazyn „Teatralia”, numer 173/2016

 

Nesting

choreografia: Idan Cohen

asystent choreografa: Eryk Makohon

światło: Eryk Makohon

kostiumy: Dominik Więcek

występują: Paweł Łyskawa, Magdalena Skowron, Dominik Więcek, Katarzyna Żminkowska-Szymańska

premiera: 21 września 2015

fot. K. Machniewicz

 

Aleksandra Spilkowska – ur. 1992, studentka krytyki literackiej i wiedzy o teatrze, gdańszczanka mieszkająca w Krakowie.