Walka z teatrem (Persona. Ciało Simone)

Sztuka Lupy Persona. Ciało Simone niepokoi i uwiera. Reżyser kolejny raz staje się kontrowersyjny – nie tylko w obliczu medialnej historii wokół spektaklu (związanej z Joanną Szczepkowską), lecz także (i przede wszystkim) dlatego, że  wprost krzyczy ze sceny: na nas, na artystów teatru, na idee wolności i poświęcenia.

Na widowni cichnie szum, wszyscy skupiają wzrok na stole pośrodku sceny. Na tym ołtarzu swoją ofiarę złoży Elżbieta Vogler (Katarzyna Braunek) – poświęci duszę postaci Simone Weil. To imię, Simone, staje się w miarę rozwoju akcji sztuki coraz bardziej brzemienne w następstwa, bardziej naładowane rozważaniami, nieudanymi próbami zrozumienia, porozumienia, ambicjami i aspiracjami reżysera oraz negacją i walką samej Elżbiety. Simone, rozdarta pomiędzy światami, jest personifikacją miłości i nienawiści, błogosławieństwa i autodestrukcji. Można ją zaszeregować zarówno do zastępów aniołów, błogosławionych naznaczonych stygmatami, jak i do demonów targających ludzkim sumieniem. Na „ołtarzu” Elżbieta dopiero oswaja się z bohaterką, zaprzyjaźnia się z nią bardzo powoli. Tak wolno, jak wchodzi się do zimnego morza: najpierw nogi, potem ręce, ramiona, brzuch, aż nastąpi ten właściwy moment, w którym nie ma już odwrotu. Z tymi wątpliwościami Elżbieta będzie toczyć nieustające rozmowy z reżyserem, Max udaremni początek prób, ciągle ktoś komuś będzie przerywać. Jakby albo bali się tej roli, albo nie wiedzieli, co ich czeka podczas produkcji. Volger ma wiele obiekcji, które niekoniecznie znajdują wyjaśnienie w odpowiedziach reżysera. Dlaczego ma grać dwa razy młodszą od siebie postać? Dlaczego ona? Nie uciekniemy w tym względzie od dotykania uniwersalnego znaczenia sztuki, którą ma zagrać. Simone bowiem przestaje być tylko kobietą, staje się wręcz ideą, która na scenie mogłaby być nawet ucieleśniona przez każdego, jednak nie bez wyrzeczeń.

Lupa realizuje pomysł teatru w teatrze. Przedstawia proces zmagania się aktora z bohaterem sztuki, fakt „wydzierania samej siebie dla postaci”. Dzięki temu ukazuje dialog reżysera z aktorem, a raczej wszystkie jego pułapki, niekonsekwencje, histerie i frustracje. Artur (Andrzej Szeremeta) już od roku Nosił się z zamiarem wyreżyserowania sztuki o Simone. Postać wdzierała się do jego pamięci, pomiędzy zmysły, zdrowy i chory rozsądek. Stała się jego piętnem, pragnieniem i przekleństwem. Sam twierdzi, że ona i on to jedno. Spektakl zmierza ku chwili  faktycznego zetknięcia się Vogler z Simone. Elżbieta bardzo boi się finału sceny, w której zostaje odrzucona.

Lupa obnaża mechanizmy pracy reżyserskiej: wkłada w ręce reżysera niebezpieczne narzędzie. Rozmawia z osobna zarówno z Maxem (Adam Graczyk), jak i Elżbietą, podburzając ich przeciw sobie w ich rolach. Na scenie jak na wojnie. Trzeba przenikać umysł adwersarza, przewidywać jego następny ruch – liczy się każdy gest, każdy bodziec może zmienić improwizację. W odgrywanej już scenie widzimy oboje leżących na podłodze, na symultanicznym filmie nagranym z góry, gdzie tworzą (nawet pod względem konstelacji kolorystycznych) yin i yang, całość, perfekcję i harmonię. Lupa dzięki Simone podkreśla, nieco przewrotnie, że sensem pracy człowieka jest całkowita realizacja w procesie, absolutne zaangażowanie. Wykracza poza schemat myślenia i opozycję tworzenie – produkowanie. Przy taśmie produkcyjnej sama Weil pisze: „człowiek staje się materią jak Chrystus przez przemianę Eucharystii. Praca jest jak śmierć. Trzeba przejść przez śmierć. Trzeba zostać zabitym, doznać na sobie siły ciążenia świata”. Praca to ofiara, gra aktorska to śmierć, przez którą trzeba przejść. To teatr okrucieństwa, z którym pewnie zgodziłby się Artaud. Poprzez aktorstwo reżyser daje Elżbiecie możliwość odkupienia swojego człowieczeństwa i przeobrażenia się w lepszą istotę. Jednak oczekuje zbyt wiele. Dlaczego sam nie podejmie się ofiary, skoro to do niego przychodzi w snach Weil? Dlaczego używa do swoich przedsięwzięć innych? Dlaczego wykorzystuje Elżbietę do przekazania swoich wizji? Ciało Elżbiety staje się ciałem Simone. Tylko tak może wskrzesić realność bohaterki, porozmawiać z nią, stawić jej czoła. Ciało Simone jest świętością. To nie, jak w Personie. Marilyn, atrakcyjna wiązka energii, naładowana fizjologiczną mocą i erotyczną tęsknotą. Ciało to jest ciałem Chrystusa, skłonnym do ofiary, realizującym tę energię w pracy, poświęceniu; jest ciałem gotowym oddać się woli boskiej w każdym calu.

Spektakl Krystiana Lupy jest wielopłaszczyznowym eksperymentem. Wokół tego dzieła narosło wiele kontrowersji związanych z częściowym negliżem Joanny Szczepkowskiej. Niemniej jej zastępczyni Maja Ostaszewska (Simone), wcieliła się w rolę równie godnie. Lupa dobrze dobrał aktorów i uważam go za mistrza marketingu. Choć aktorzy zarzekają się, że „akcja Szczepkowskiej” wynikła ze sporów wewnętrznych i była wyrazem oporu wobec wizji reżysera, to… zaraz, zaraz… skądś to znam.

Aleksandra Pyrkosz, Teatralia Warszawa
Internetowy Magazyn „Teatralia” numer 58/2013

Teatr Dramatyczny w Warszawie

Persona. Ciało Simone

scenariusz, reżyseria i scenografia: Krystian Lupa

asystentka reżysera: Katarzyna Kalwat

asystentki scenografa: Iga KowalczukDorota Proba

kostiumy: Piotr Skiba

muzyka: Paweł Szymański

współpraca dramaturgiczna: Marcin Zawada

wideo: Jan Przyłuski

produkcja: Małgorzata Cichulska

realizacja dźwięku: Krzysztof Sierociński

realizacja światła: Rafał Rudkowski

realizacja multimediów: Hubert Solczyński
obsada: Małgorzata Braunek (Elżbieta, gościnnie), Adam Graczyk (Max/Immanuel), Małgorzata Maślanka (Aktorka/Lena), Jolanta Olszewska (Aktorka/Anna), Andrzej Szeremeta (Artur), Maja Ostaszewska (Simone, gościnnie), Marcin Tyrol (Dziennikarz), Piotrek Polak (Aktor/Ole, gościnnie) oraz Andrzej Papis, Filip Piasek (ekipa telewizyjna)

premiera: 3 lutego 2010

fot. Katarzyna Pałetko

Aleksandra Pyrkosz – rocznik 1988, studentka Socjologii, licencjat z Wiedzy o Teatrze na UJ. Wcześniej publikowała w „Dzienniku Teatralnym”, z „Teatraliami” związana jest od początku. Teatr zawsze był jej pasją.