Voyage, voyage (Między nami dobrze jest)

Piosenka jest dobra na wszystko – banał. Jednak w Między nami dobrze jest Doroty Masłowskiej stanowi jedynie punkt wyjścia dla dowcipnej, celnej i pełnej refleksji myśli o Polsce i jej mieszkańcach. Studenci Wydziału Aktorskiego krakowskiej PWST mieli podwójnie trudne zadanie: wydobyć z potoku słów to, co w nich istotne, oraz spróbować ucieleśnić melodyjność tego błyskotliwego tekstu.

Oszczędna scenografia, na którą składała się wielka mapa świata w tle oraz kilka prostych rekwizytów niezbędnych do urządzenia miejsca znanego każdemu, kto choć raz odwiedził typowe mieszkanie z wielkiej płyty, nie rozpraszała, nie stanowiła osobnego bohatera dramatu – w tym wypadku słusznie.

Wszyscy aktorzy byli od początku obecni na scenie, „dopowiadali” didaskalia, przez co można było odnieść wrażenie pewnej umowności konwencji proponowanej przez Masłowską.

Mieliśmy do czynienia z niejako podwójnym zaprzeczeniem – wyolbrzymiony, przerysowany świat był przedstawiany przez osoby młode, które z jednej strony patrzą z dystansem na Polskę jako taką, z drugiej zaś tkwią w niej na przekór współczesnym oczekiwaniom. Tekst dramatopisarki, dla której dystans do przeszłości jest kluczowy, sam niejako uległ pewnemu oddaleniu poprzez jego interpretację przez jeszcze młodszych artystów.

Na szczególną uwagę zasługują role Haliny/Moniki (Małgorzata Biela) oraz Osowiałej Staruszki (Karolina Wasilewska). Pierwsza włożyła wiele uroku w kreację typowej polskiej mamy, do której uniwersyteckie „słoiki” przyjeżdżają raz na miesiąc, by posłuchać o trudach życia, priorytetach i problemach zupełnie dla nich obcych. Z kolei babcia miała w sobie wiele z autoparodii, która nie przekraczała granicy subtelnego humoru. Mała Metalowa Dziewczynka – najtrudniejsza rola w spektaklu (Zuzanna Czerniejewska) –  nie zaznaczyła się w spektaklu tak silnie, jak by mogła. Zlepek słów znalezionych w Wikipedii wybrzmiewał gdzieś obok, nie akcentował dramatu postaci, jakim jest nieświadomość własnego zidiocenia. Bożena/Edyta (Karolina Burek), gruba świnia, jako się wielokrotnie rzekło, świetnie uchwyciła osobę sąsiadki, która jak narośl albo guz przywiera do rodziny i choć absolutnie nikogo nie obchodzi jej los, z czasem wrasta i wpasowuje się w absurdalny mikrokosmos tego M minus jeden.

Mężczyzna (Mateusz Bieryt), Aktor (Patryk Szwichtenberg) i Prezenter (Marcin Wojciechowski) tworzą jedność. Niczym chór z greckiej (albo raczej polskiej) tragedii komentują wydarzenia na scenie, inicjują kolejne piosenki, bawiąc się przy tym przednie, w przeciwieństwie do figur Babki, Matki i Córki Polki. Widać wyraźnie, że naigrywanie się z pseudointelektualnych wywodów na temat sztuki, żenujących talk-show to ich konik.

Warstwa wokalna spektaklu nadała dodatkowych znaczeń tekstowi Doroty Masłowskiej. Między nami dobrze jest staje się burleską, kabaretem socjalno-metafizycznym. Podczas słuchania wykonywanego szlagieru Voyage, voyage uśmiech sam ciśnie się na usta. Nie wiadomo tylko, czy śmiać się czy płakać, gdy wymarzona podróż ogranicza się do stanu umysłu tych, którzy nie wyjadą dalej niż do ledwo co otwartego Tesco.

Duża doza humoru, przewrotności, ciekawego świeżego aktorstwa pozwoliła odkurzyć ponownie tekst dramatu, który, choć w innej formie, jest niestety nadal zabójczo aktualny.

 

Piotr Gaszczyński, Teatralia Kraków

Internetowy Magazyn „Teatralia”, numer 169 /2016

 

Państwowa Wyższa Szkoła Teatralna im. Ludwika Solskiego w Krakowie

Dorota Masłowska

Między nami dobrze jest

reżyseria: Agnieszka Glińska

scenografia: Agnieszka Zawadowska

opracowanie muzyczne: Mateusz Bieryt, Patryk Szwichtenberg

reżyseria światła: Jacqueline Sobiszewski

głos z radia: Beata Fudalej

asystenci reżysera: Paulina Puślednik, Hubert Sulima (IV r. WRD)

asystentka scenografa: Natalia Jarnuszkiewicz

konsultacja choreograficzna: Weronika Pelczyńska

trailer: Franciszek Przybylski

grafika: Antonina Benedek

obsada: Małgorzata Biela, Karolina Burek, Zuzanna Czerniejewska, Karolina Wasilewska, Mateusz Bieryt, Patryk Szwichtenberg, Marcin Wojciechowski

premiera: 2 kwietnia 2016

fot. Grzegorz Gołębiowski

Piotr Gaszczyński (1987) – absolwent filologii polskiej oraz teatrologii na Uniwersytecie Jagiellońskim. W „Teatraliach” publikuje od 2010 roku. Miłośnik groteski pod każdą postacią, fan Manchesteru United i czarnej kawy.