Upadłe anioły lądują na obcasach (Upadłe anioły)

Upadłe anioły lądują na obcasach (Upadłe anioły)

Wszystko zaczęło się od przeczucia – dojmującego i pozostawiającego wysokie stężenie niepokoju w uporządkowanych życiach Julii i Jenny. W przeciągu pewnego wieczoru stały się „Upadłymi aniołami” Noëla Cowarda w reżyserii Krystyny Jandy. Czy ich „zbrodnia” ukoronowana została „karą”? Od którego momentu zdradzamy już naszych małżonków – liczą się czyny czy myśli?

Noel Coward był nie tylko brytyjskim reżyserem, aktorem, komediopisarzem, ale przy tym także dandysem i trendsetterem. Jego sztuki często wychodziły naprzeciwko ciągle modnej w kręgach mieszczańskich sztuce „dobrze skrojonej” („la pièce bien faite”) – produkowanej masowo dla niewybrednej publiczności. Bawił się formą komediową, nie tracąc na farsowości i powiewie popkultury w swoich sztukach. Bawił się także perwersyjną poprawnością angielskiego mieszczaństwa, które w czeluściach obłudy zamiatało pod dywan zdrady, związki przed- i pozamałżeńskie. Coward był świetnym obserwatorem społeczeństwa epoki edwardiańskiej, kiedy to rozpusta napełniała usta wygłodniałym seksualnie ofiarom wiktoriańskiej Anglii, a małżeństwo stawało się dopiero początkiem erotycznych przygód.

Ale wracając… Wszystko się więc zaczęło od przeczucia Julia (Magdalena Cielecka). Przeglądając poranną gazetę stwierdziła nonszalancko, że idzie wojna, a także że uczucie między nią a mężem wygasło i powoli zmaterializowało się w skamieniałość, czy inny archaiczny twór epoki kenozoicznej. Julia z angielskim wdziękiem góruje nad domem, a raczej nad swoim mężem. Jej dotychczas niepodważalna pozycja mięknie z przyjściem służki Saunders (Marta Chyczewska), która potrafi więcej, lepiej, dosadniej i ładniej niż ktokolwiek inny śpiewać, gotować, rozmawiać i tańczyć. Z angielskiej konserwy wychodzi zazdrośnica, złośnica, zołza, o którą bycie tylko podejrzewaliśmy Julię. Wyżywa się na swoim mężu, traktując go jak imbecyla, którego blaszki umysłu zaczynają wiotczeć i rdzewieć w wilgotnym klimacie Anglii.

Razem z przyjaciółką Jenny Banbury (Maja Ostaszewska) mają przeczucie, które za zaklęciem zaczarowanej pocztówki zamienia się w pewność, że ich ukochany Murice Duclos (Tomasz Drabek) (pewnie heteroseksualne alter-ego Cowarda), przyjeżdża po kilku latach nieobecności. Odżywają wspomnienia soczyste jak pierwsze brzoskwinie w sezonie; budzi się wulkan, udający bezczynność w za długiej drzemce; trzewia rozpalają się do czerwoności; a w głowie rodzą się kudłate myśli. Tramwaj zwany pożądaniem pędzi, a kotka na gorącym dachu wypręża swój grzbiet. Kobiety chcąc nie chcąc znajdują się nagle w absurdalnej sytuacji: głodne (fizycznie i emocjonalnie), stęsknione rozpalającej namiętności Maurice, czekają z wykwintną kolacją na ukochanego, udowadniając sobie na siłę, że w ogóle im nie zależy na tym spotkaniu. Szkoda, że świecące kreacje i brokat na rzęsie zbyt wiele mówią. Podczas gdy kochanek nie przybywa, same zaczynają konspiracyjną kolację. Ich rozmowa zaczyna nabierać pieprzu, gdy katalizatorem reakcji staje się alkohol. Im więcej jest go w ustach, tym więcej z nich wypływa prawdy i jadu. Niczym w „Rzezi” Polańskiego interakcja doprowadzona zostaje niemalże do ostateczności i prawie dochodzi do przelewu krwi między bohaterkami. Co jednak gdy o romansach przedślubnych dowiadują się mężowie? Gdzie znika lojalność bohaterek do siebie nawzajem, gdy chodzi o miłość?

Jeśli potrzebują Państwo dowodów i wyjaśnień – zapraszam na „Upadłe anioły” w warszawskim Och-Teatrze. To komedia, w której nie chcemy ujrzeć swojego odbicia, a mimo wszystko bawimy się świetnie. Pełna zwrotów akcji, rewelacyjnie rozłożonych akcentów fabularnych, które dostrzegła i wybitnie rozegrała Krystyna Janda. Kreacja Magdaleny Cieleckiej była niezrównanie rozkoszna: filigranowa postura aktorki i jej mocny apodyktyczny charakter stworzyły hipnotyzującą mieszankę, którą jak eliksir łyknęła widownia. Maja Ostaszewska wcieliła się w mniej śmiałą, ale komiczną w swoim zagubieniu i domniemanej niewinności Jenny. Rewelacyjne dopracowanie kostiumów z epoki edwardiańskiej (Tomasz Ossoliński) oraz atrakcyjna przestrzeń sceniczna (Maciej M. Putnowski) sprawiły, że dramat, choć prawie sprzed stu lat, to był idealnie zakorzeniony i bliski współczesnej widowni.

Aleksandra Pyrkosz, Teatralia Warszawa
Magazyn Internetowy „Teatralia” numer 137/2015

Och-Teatr w Warszawie

Noëla Coward

Upadłe anioły

Przekład: Elżbieta Woźniak

Reżyseria: Krystyna Janda

Scenografia: Maciej M. Putowski

Kostiumy: Tomasz Ossoliński

Światło: Katarzyna Łuszczyk

Konsultacja muzyczna: Janusz Bogacki

Konsultacja choreograficzna: Anna Iberszer

Producent wykonawczy i asystent reżysera: Alicja Przerazińska

Obsada: Magdalena Cielecka, Marta Chyczewska, Maja Ostaszewska, Tomasz Drabek, Wojciech Kalarus, Cezary Kosiński/Maciej Wierzbicki

Data premiery: 17 grudnia 2014

fot. mat. teatru