Umrzeć z tęsknoty za oryginalnością (Umrzeć z tęsknoty...)

Umrzeć z tęsknoty za oryginalnością (Umrzeć z tęsknoty…)

Po premierze interesującej adaptacji Iwony, księżniczki Burgunda w reżyserii Agaty Dudy-Gracz w łódzkim Teatrze im. Stefana Jaracza nastała pora na Najpiękniejsze piosenki żydowskie – spektakl muzyczny, którego siłą miały być wykonywane przez najmłodszą kadrę Jaracza evergreeny piosenki żydowskiej. Usłyszymy więc świetnie znane utwory… w świetnie znanych aranżacjach.

Spektakl Umrzeć z tęsknoty, wystawiany od niedawna w łódzkim Teatrze im. Stefana Jaracza, budzi skojarzenia ze spektaklem dyplomowym studentów kończących szkołę teatralną. Muszą wykazać się umiejętnościami wokalnymi, zatem śpiewają, nawet jeśli nie czują się w takiej formie artystycznej ekspresji najlepiej. Muszą swój występ nieco udramatyzować i zademonstrować nabyte umiejętności aktorskie, to demonstrują, nawet jeśli wygląda to na ordynarne aktorzenie. Muszą także wykazać się umiejętnością gry zespołowej, więc próbują nawiązywać interakcje z kolegami i koleżankami, nawet jeśli te polegają wyłącznie na wspólnym staniu na scenie. W taki skrótowy sposób można opisać spektakl wypełniony piosenkami żydowskimi pod kierownictwem muzycznym Teresy Stokowskiej-Gajdy. Zabrakło w nim pomysłów zarówno na ciekawe aranżacje kolejnych kompozycji, jak i na rozwiązania teatralne takie, jak narracja czy gra aktorska. Najmniej kole w oczy scenografia, choć i ta sprawia wrażenie niespójnej, a czasem wręcz zupełnie odwracającej uwagę od tego, co dzieje się na scenie. Ale o tym za chwilę.

Piosenki żydowskie są swoistym lejtmotywem w polskiej kulturze: pobrzmiewają od czasu do czasu przypominane czy to w teatrze, czy muzyce popularnej, czy na organizowanych, jak Polska długa i szeroka, festiwalach kultury żydowskiej. Szczególną popularność zdobyły kompozycje znane z uwielbianego przez Polaków Skrzypka na dachu oraz klezmerskie melodie spod znaku Graj, klezmerska kapelo czy Bubliczek. Oczywiście usłyszmy je także podczas wieczoru spędzonego w Jaraczu. Do tego inne szlagiery: Śpiewaj yidl mitn fidl, Grajmy panu, Mein jidisze mame, Rebeka czy rozsławione przez zespół Raz, Dwa, Trzy Oczy tej małej. Łącznie dwadzieścia trzy utwory, niektóre smutne i melancholijne, opiewające nieszczęśliwą miłość, inne entuzjastycznie wychwalające radość życia, jeszcze inne opisujące przedziwne ludzkie charaktery i osobowości. Wszystkie jednak zaaranżowane bez polotu, bez najmniejszej próby pobawienia się muzyką, eksperymentowania z nią, poszukania oryginalności i wypracowania nowego brzmienia. Klasyczne w piosenkach żydowskich instrumentarium – skrzypce, akordeon, klarnet, kontrabas i pianino – pociągnęły za sobą klasyczne wykonania doskonale znanych utworów. Jeśli już twórcy spektaklu pokusili się o nieszablonowość, efekt ich poszukiwań wzbudzał ambiwalentne odczucia. Zdecydowanie zbyt przerysowana gra aktorska towarzyszyła utworom Rebeka czy Mein jidisze mame, z kolei wykonanie przez Marka Nędzę Genesis kazało głęboko zastanowić się, czy Bóg nie tworzył świata za karę. Mdło zabrzmiały również Oczy tej małej, Wędrowni sztukmistrzowie czy Grajmy panu. Ciekawie natomiast wypadły na ich tle takie utwory, jak Abram, ja ci zagram, Meshuge, Abram złodziej lub Śmiercie. Szczątkowe elementy gry aktorskiej nie przeszkadzały w skupieniu się na słowach piosenek, nie było w nich nadmiernego epatowania sztucznymi, udawanymi emocjami. Być może fakt, że prezentują się one nad wyraz interesująco i innowacyjnie, wynika z tego, iż nie są to kompozycje, które weszły do kultury popularnej i zagościły w niej na stałe, co zdominowałoby sposób myślenia o nich i formie, w jakiej powinny być wykonywane. Co prawda nadal pozostajemy w konwencji zhomogenizowanej piosenki żydowskiej, dostosowanej do wymagań nieszczególnie wprawnego słuchacza, który nie szuka oryginalności i autentyczności brzmienia, ale kieruje się zasadą przyjemności, której dostarcza mu zwykle muzyka popularna, jest to jednak miła odmiana od odgrzewanych po raz enty, doskonale znanych utworów.

Wspomniałam o scenografii – przez część spektaklu aktorzy oraz zespół występują na scenie, dla której tłem są ramy obrazu i czarna kotara. W pewnym momencie jednak w ramach ukazuje się obraz przedstawiający scenkę z życia żydowskiej rodziny. Obraz realistyczny, trójwymiarowy, wyglądający jak hologram. Zmieniający się jeszcze dwukrotnie w trakcie przedstawienia. Ale to nie hologram i nie projekcja. To żywi aktorzy, którzy zastygli w bezruchu. I nie byłoby problemu, gdyby faktycznie zastygli. Trudno jednak pozostać nieruchomym przez kilkanaście minut. Gdy więc aktorzy zaczęli bujać się, delikatnie przesuwać czy ewidentnie ruszać głowami czy rękoma, wywoływali swoim zachowaniem niemałe poruszenie na widowni. Gdy po raz dziesiąty usłyszałam za swoimi plecami teatralny szept głoszący „Patrz! Patrz! Oni są żywi! Ruszył ręką!”, zaczęłam zastanawiać się, czy takie rozwiązanie scenograficzne było dobrym pomysłem. Po pierwsze sama miałam problem ze skupieniem uwagi na tym, co działo się na pierwszym planie, po drugie – gdy już sama napatrzyłam się na żywą scenografię, i tak musiałam do końca widowiska wysłuchiwać wcale niedyskretnych komentarzy na ten temat.

Na dobre wyszedł spektaklowi brak choreografii, ale już układ utworów sprawia wrażenie dość przypadkowego. Niezaprzeczalnym atutem Najpiękniejszych piosenek żydowskich są… właśnie same piosenki, które, będąc klasą same w sobie, nie pozwalają się tak łatwo zepsuć. I chociaż chwilami miałam wrażenie, że młodzi aktorzy sporo robią w tym kierunku, zaszkodziło to raczej ogólnemu odczuciu, jakie pozostaje po przedstawieniu. Wykonania raczej nie wejdą do kanonu interpretacji pojedynczych kompozycji. Te, które do tej pory uznawane były za wybitne, nie stracą swojej pozycji, natomiast tym, które można było usłyszeć w spektaklu, po wybrzmieniu na deskach Jaracza nie wróżę długiej egzystencji w pamięci widzów. Umrzeć z tęsknoty. Najpiękniejsze piosenki żydowskie są ciekawą propozycją na spędzenie wieczoru w teatrze i posłuchanie interesującej muzyki, są też ciekawą alternatywą dla teatru muzycznego. Podobnie jednak jak on oferują rozrywkę bez głębokich przeżyć.

Sandra Kmieciak, Teatralia Łódź
Internetowy Magazyn „Teatralia” numer 89/2014

Teatr im. Stefana Jaracza w Łodzi

Umrzeć z tęsknoty. Najpiękniejsze piosenki żydowskie

kierownictwo muzyczne: Teresa Stokowska-Gajda

scenografia: Katarzyna Zbłowska

reżyseria światła: Krzysztof Sendke

opieka artystyczna: Waldemar Zawodziński

obsada: Iwona Karlicka, Emilia Kudra, Radosław Osypiuk, Marek Nędza, Karol Puciaty, Agnieszka Skrzypczak, Paweł Paczesny, Iwona Dróżdż-Rybińska, Hubert Jarczak

zespół w składzie:

Teresa Stokowska-Gajda – piano

Joanna Bińkowska, Małgorzata Korpysz – skrzypce

Mirosław Kłys, Stanisław Kochaniec – klarnet

Leszek Kołodziejski, Tomasz Wicher – akordeon

Feliks Chołys, Bartosz Stępień – kontrabas

premiera: 25 stycznia 2014