Umarła rozgłośnia (Tu Wolna Europa)

Umarła rozgłośnia (Tu Wolna Europa)

Wyobraźcie sobie człowieka, który stał się radiem. Nie jakiegoś  wariata z odbiornikiem zamiast kapelusza i z anteną w surducie, ale właśnie – jakkolwiek absurdalnie to zabrzmi – dwunożną rozgłośnię. Takiego kogoś można spotkać na scenie Teatru Nowego. Mowa o Januszu Marchwińskim, głosie Wolnej Europy.

Spektakl Tu Wolna Europa to swoista hybryda tekstów i biografii. Marchwiński skomponował bowiem scenariusz-mozaikę, w którym to, co własne (doświadczone, zapamiętane, wyśnione) miesza się z tym, co zapożyczone (napisane, nagrane albo – po prostu – opowiedziane przez kolegów z tytułowej Rozgłośni). Włączając w pierwszoosobową narrację piosenki i wiersze, aktor oddaje hołd nieobecnym. Mową i gestem buduje wyobrażoną galerię nad wyraz żywotnych pomników. Pozwala przemawiać przez siebie głosom wszelkiej maści dziwaków i stąd jego podobieństwo do radia jako medium przekazu. Wie, że to nie śmierć, a wymazanie z pamięci oznacza ostateczny kres człowieka, dlatego uprawia niełatwą sztukę przypominania.

„Najważniejsze to kochać” – obwieścił niegdyś Andrzej Żuławski. „Kochać i pamiętać” – zdaje się uzupełniać Marchwiński, któremu udaje się rzecz niebywała – na tych kilkadziesiąt minut przywraca aurę stacji będącej teraz zaledwie ciemniejącą legendą, zatopionym królestwem. Nie trzeba było wyścielać sceny czerwonymi makami, by publiczność mogła je tam zobaczyć.

Aktor ogląda siebie i swoją historię to ze środka, to z zewnątrz. Patrzy na miniony świat i ludzi, których już nie ma lub – jak mniema – zaraz nie będzie, raz z czułością, raz z nieco ironicznym, żartobliwym dystansem. Wchodzi w rolę wesołkowatego, choć leciwego już gawędziarza. Kokietuje widownię gagami, zachwyca umiejętnością „wymalowywania” ludzi bez farb – wymachując w powietrzu niewidzialnym pędzlem. A przy tym wszystkim, niejako wbrew konwencji, czasem, jakby z ukrycia, dźga. Refrenem o Maćku, który stracił życie, o ryciu mordą w ziemi albo o nicości, co z wielkiego Demostenesa została. W tragikomicznej konstrukcji przedstawienia pojawiają się dodatkowe pęknięcia. Tłem dla miszmaszu trochę śmiesznych, a trochę strasznych anegdot są bowiem jak najbardziej realne, wymykające się świadomej kreacji, emocje. Napięcia nie-przepracowane, powstające „tu i teraz”. Bo o takich sprawach nie da się mówić bez wzruszenia. Ten, który mówi, to przecież ten, który kocha. I co, że słowo mu w słowo czasem wejdzie. To wcale nie jest ważne. Dostajemy wszak piękną prawdę samego aktu opowiadania.

Podtytuł spektaklu – Rewia Radiowych Postaci Polskiej Rozgłośni Radia Wolna Europa podpowiada, że mamy do czynienia z przeglądem o charakterze show. I rzeczywiście, na scenie pojawia się kalejdoskop indywiduów, ale – co najbardziej dotkliwe – są to bohaterowie bez ciał. Marchwiński zawsze, nie licząc muzyków, występuje sam. Ta spotęgowana nieobecność (ściskanie rąk duchów, zakładanie niewidzialnych meloników) staje się wzruszającą metaforą znikającego, kruszącego się w palcach świata. Dlatego aktor nie kładzie nacisku na trwałość poszczególnych kreacji. Kolejne postaci „zjawiają się” tak, jak żyją we wspomnieniach – punktowo, w uproszczeniu. Obcowanie z nimi podobne jest dotykaniu niemożliwego, nie-istniejącego. Cała narracja tętni życiem, mimo że ciąży na niej piętno umierania.

Pamiętacie, jak Tadeusz Kantor próbował umeblować pusty pokoik dzieciństwa i przywrócić światu umarłych sztubaków ze spróchniałej klasy na Wielopolu? Podobnie czyni Marchwiński z niegdysiejszą rozgłośnią i jej pracownikami, szepcząc bezgłośnie: „szkoda, że was tu nie ma”. I to działa. W dużej mierze za sprawą niezwykłości słów, które angażują nie tylko mówiącego i słuchających, ale także tych, co bez opowieści obróciliby się w nicość. Artysta gra w ucieleśnienia.

Spektakl Tu Wolna Europa, tak silnie zainfekowany śmiercią, mógł stać się rozpaczliwą elegią albo żałosnym, żałobnym mamrotaniem. Jego autor jest jednak mistrzem dyskrecji, taktu i przejmującego czaru. Ból pisze się tu z małej litery. Chodzi przecież o żywe pomniki, o przypomnienie „różowego świata”, a zarazem jego krwawej historii. O symboliczne spotkanie, którego jakoś nie wypada streszczać.

Alicja Müller, Teatralia Kraków
Internetowy Magazyn „Teatralia”, numer 100/2014

Teatr Nowy w Krakowie
Tu Wolna Europa. Rewia Radiowych Postaci Polskiej Rozgłośni Radia Wolna Europa
reżyseria: Piotr Sieklucki
scenariusz i wykonanie: Janusz Marchwiński
światło: Wojciech Kiwacz
koordynacja muzyczna: Edward Pasewicz
aranżacje muzyczne: Łukasz Laxy
zespół muzyczny w składzie: Anna Dzierżak (fortepian), Karolina Szymbara (skrzypce), Łukasz Laxy (wiolonczela)
premiera: 3 maja 2014
fot. archiwum teatru

Alicja Müller, rocznik 1991, studentka filologii polskiej, z „Teatraliami” związana od 2010 roku. Miłośniczka absurdu i dadaistów.