W tym szaleństwie jest wolność (Lot nad kukułczym gniazdem)

W tym szaleństwie jest wolność (Lot nad kukułczym gniazdem)

Lot nad kukułczym gniazdem Teatru Śląskiego jest widowiskiem pierwszej jakości – dobrze zagranym, ciekawie opowiedzianym i zwartym w formie. Oby ta pierwsza inscenizacja Roberta Talarczyka jako dyrektora katowickiej sceny utrzymała się w repertuarze przez długi czas i skutecznie przekonywała młodych ludzi, że to teatr również dla nich. Mam nadzieję, że ten spektakl jest wyraźnym sygnałem nadchodzących zmian, dzięki którym w Śląskim mile widziany będzie widz teatroman i znajdzie on dla siebie w repertuarze coś więcej niż inscenizacje lektur. Kiedy studiowałam w Katowicach nie dane było mi poczuć, że Śląski to „mój” teatr, czego życzę kolejnym pokoleniom. Bowiem widz, który w młodości zapała miłością do danej sceny, będzie do niej wracał przez całe życie.

W przypadku tego tytułu sprawdziło się popularne stwierdzenie, że lubimy to, co znamy. Większość z nas kojarzy książkę Kena Keseya, a nawet jeśli ktoś jej nie czytał, to zapewne oglądał film w reżyserii Miloša Formana. Choć historia jest znana, to zobaczyć i „poczuć” ją ze sceny, to oczywiście zupełnie coś innego. Owa inscenizacja ucieka od konkretnego czasu i kontekstu, w jakich powstawała książka (1962 r.) oraz film (1975 r.), bazuje na tekście Dale’a Wassermana, który przygotował jego wersję sceniczną. Twórcom udało się osiągnąć to, co zapowiadano przed premierą, a mianowicie uwypuklić ponadczasowy wymiar tej historii.

Skutecznie zadbano także o właściwą atmosferę przedstawienia. Aktorzy już na foyer dawali przedsmak szaleństwa, które potem serwowali na scenie. Następnie „więzili” nas przez dwie godziny na widowni, grając bez przerwy, co potęgowało klaustrofobiczną atmosferę panującą na teatralnym oddziale zamkniętym. Zapewne antrakt osłabiłby, a może i zakłóciłby przepływ emocji na linii aktorzy – widzowie.

Do tego wszystkiego bardzo sugestywna gra aktorów sprawiła, że można było wsiąknąć w sceniczny świat bez reszty. Katarzyna Brzoska jako siostra Ratched jest tak przekonująca, iż podejrzewam, że nie tylko ja czekałam, aż McMurphy chwyci ją wreszcie za gardło, świadomy tego, że tym czynem wydaje na siebie wyrok. Jeżeli chodzi o męską część obsady, to Dale Harding w wykonaniu Artura Święsa, Randle McMurphy Dariusza Chojnackiego i Billy Bibbit Bartłomieja Błaszczyńskiego słusznie kradną sporo sympatii publiczności, choć reszta zespołu aktorskiego także zasługuje na pochwałę. Uwagę przykuwa również wcielający się w postać Wodza Grzegorz Przybył.

Po obejrzeniu spektaklu można długo się zastanawiać, kto w tej konfiguracji jest szalony. Większość obecnych to pacjenci, którzy zakleszczeni we własnych fobiach i zdominowani przez personel, a w szczególności siostrę Ratched, dobrowolnie poddają się psychicznym torturom, choć nie są na przymusowym leczeniu, a jedyne, co zdaje się ich trzymać w szpitalu, to strach przed powrotem do społeczeństwa. Czy może szalony jest Randle McMurphy, który przy całym swoim sprycie i bezkompromisowości śmie przypuszczać, że odsiadka w „psychiatryku” przypomina nocleg w hotelu z personelem medycznym? A może udający głuchoniemego, zamknięty w swoim świecie Wódz Bromden to prawdziwy wariat, któremu świat jawi się jako wielki Kombinat? I, w końcu, czy normalna jest siostra Ratched, która poza szpitalem nie ma własnego życia, a w chorej dyscyplinie i kompromitującej, budzącej najgorsze koszmary metodzie publicznego upokarzania, którą nazywa terapią, widzi drogę do uzdrowienia, czy raczej utemperowania pacjentów? Nikt tu chyba nie jest normalny. Wydźwięk katowickiej inscenizacji zdaje się przechylać w stronę pytania o wolność jednostki. Obserwując sceniczne wydarzenia zastanawiałam się, czy można czuć się wolnym, przebywając na zamkniętym oddziale psychiatrycznym. Paradoksalnie okazuje się, że tak, bo gdy w ostatniej scenie widzę Wodza siedzącego po turecku z pióropuszem na głowie, chwilę po tym, jak pomógł odejść z tego świata McMurphemu, to właśnie on wydaje mi się być wolnym człowiekiem.

Maria Marchewicz, Teatralia Śląsk
Internetowy Magazyn „Teatralia” numer 80/2013

Teatr Śląski im. Stanisława Wyspiańskiego w Katowicach

Lot nad kukułczym gniazdem

Dale Wasserman

reżyseria i opracowanie muzyczne: Robert Talarczyk

opracowanie tekstu: Aleksandra Czapla-Oslislo

instalacje, kostiumy: Katarzyna Sobańska, Marcel Sławiński

reżyseria światła: Maria Machowska

ruch sceniczny: Katarzyna Kostrzewa

obsada: Katarzyna Brzoska, Jerzy Kuczera, Dorota Chaniecka, Grzegorz Lamik, Mateusz Znaniecki, Andrzej Warcaba, Dariusz Chojnacki, Grzegorz Przybył, Artur Święs, Jerzy Głybin, Antoni Gryzik, Bartłomiej Błaszczyński, Marek Rachoń, Wiesław Kupczak, Wiesław Sławik, Zbigniew Wróbel, Agnieszka Radzikowska, Katarzyna Kowalczuk

premiera: 22 listopada 2013

fot. Krzysztof Lisiak