O tym, jak pobyliśmy razem, ucząc się, czym jest tolerancja (Pobyt Tolerowany)

O tym, jak pobyliśmy razem, ucząc się, czym jest tolerancja (Pobyt Tolerowany)

Rozmawiamy w miejscu, które z jednej strony tak surowe i obce może wydać się niegościnne, z drugiej zaś od razu zasiadamy do herbaty jak u kogoś, kogo dobrze znamy. Kuchenny aneks i korytarz, w którym zostawiamy buty, noszą ślady nieobecnych bohaterów. Oglądamy ich telewizję, jemy ich potrawy, poznajemy imiona dzieci. Z telewizyjnego odbiornika dobiega głos Władimira Putina, jak gdyby prezydent Rosji był kolejnym z gości. O Czeczenach wiemy tyle, ile powiedzą nam media, a Putin to wróg, ale i zaproszony, którego zgodnie z obyczajami (adat) wyprosić nie można. Czeczeni bowiem to naród gościnny, przywiązany do rodziny i tradycji. W niedużym mieszkaniu w śródmieściu Szczecina dostajemy namiastkę ich folkloru i bólu.

Pobyt Tolerowany, bo pod taką nazwą kryje się projekt Weroniki Fibich, to także termin prawny pozwalający cudzoziemcom nie posiadającym statusu uchodźców na przebywanie w obcym kraju. W internetowym wydaniu Refugge.pl znajduję wypowiedź Luizy Adajewy, Czeczenki, dyrektorki warszawskiego ośrodka dla uchodźców Sintar: „Na emigracji mamy dwa zadania: musimy zachować swoją tożsamość, kulturę, tradycję, a z drugiej strony przyjąć to, co daje nam kultura polska”. Akcja współorganizowana przez Ośrodek Teatralny Kana (Szczecin) i Teatr Szwalnia (Łódź) w ramach „Małych narracji” odwraca tę perspektywę. Oto my, pełnoprawni obywatele i lokatorzy, wchodzimy na teren dotąd nieznany. Otrzymujemy kawałek miejsca przy stole, strawę i ciepłą herbatę. Wszystko inne jest jednak obce. Goszcząca nas Ewa Łukasiewicz podaje zapisane cyrylicą blankiety, ale nie potrafimy posługiwać się tym alfabetem tak samo, jak Czeczeni nieznanym jeszcze sobie polskim. Są również karty do gry, jednak zamiast tradycyjnych figur widnieją na nich zdjęcia czeczeńskich dzieci. Dzieci tak nieznajomych, że leżąca przede mną karta to z początku tylko dama pik albo jopek karo, dopiero wraz z historią nabierają rysów Khedy, Abdula, Madiny, Aiszy, Eliny. Zapamiętuję, że Kheda boi się fajerwerków.

Termin Pobytu możemy wybrać, ponieważ wydarzenie powtarza się sześciokrotnie. Każde z nich  jest jednak inne, bo i my z naszymi poglądami różnimy się od siebie, a konfrontacja nastawiona jest również na dyskusję. Można tylko biernie obserwować albo czynnie uczestniczyć po cichu zastanawiać się nad pytaniami o to, co jest do zniesienia łatwiejsze: ból czy głód i co jest ważniejsze: godność czy życie? Pytania abstrakcyjne przy stole zastawionym tradycyjną czeczeńską potrawą (do wyboru placki lub sałatka z bakłażana) w pokoju, w którym nikt do niczego nas nie zmusza. Placki, wspólnie wybrane przez grupę, w której się znajduję, nie wydają się egzotyczne, a podana wraz z nimi surówka z marchwi i czosnku jeszcze bliższa jest mojemu polskiemu podniebieniu. Pobyt nie jest orientalny, dziki, zaskakujący, wręcz przeciwnie, opowieści Ewy uświadamiają ile codziennych spraw łączy nas z ludźmi, w których nasi rodacy widzą wysiedleńców, terrorystów, ruskich. Jednocześnie budzi się świadomość, jak łatwo utracić dom, swobodę, niepodległość.

Kiedy  ułożą się już  obrazy w naszej głowie, a pokarm w żołądku, zaczyna się część prawdziwie artystyczna. Ewa Łukasiewicz ze sztućców, kartonów po mleku czy ryżu, buduje na stole, przy którym jedliśmy, ogarniętą wojną Czeczenię.  Za pomocą dwóch latarek tworzy na ścianie cienie ukazujące bombardowanie miasta. Czy do wszystkiego można przywyknąć? Krąży mi w głowie wcześniej postawione pytanie. Dla nas Pobyt to konwencja: stół jest miejscem zabawy w dom, a malujące się pod sufitem sceny przypominają dziecięce wyobrażenia o rzeczywistości. Rzeczywistości krwawej, tragicznej, na widok której zamknęlibyśmy oczy. Jednak chłoniemy, oglądamy i słuchamy, bo to tylko przeniesiona w quasi-teatralną scenerię historia, o której z czasem zapomnimy. Chociaż pozornie zastane widoki nie są tak przerażające, jak oglądane w telewizji relacje z miejsc objętych konfliktem zbrojnym. Weronice Fibich udało się dotrzeć do korzeni naszej wyobraźni, w której świat budowaliśmy z papieru, a każde dobiegające z nieznanego miejsca światło budziło lęk. Udało się zburzyć iluzję spokoju.

Nauczeni kaukaskiej gościnności, podług której odwiedzając gospodarza w trakcie gotowania pomagamy w przygotowaniu posiłku uświadamiamy sobie, że w Czeczenii domy rozsypują się z lekkością tekturowych pudełek. Właśnie wtedy dobiega nas muzyka i powoli, po cichu, opuszczamy  mieszkanie w kamienicy, w której wciąż toczy się to lepsze, rodzime życie. Im więcej powstanie takich akcji, tym bardziej (przy jednoczesnym docenieniu tego, co mamy my) zrozumiemy jak (nie)wiele brakuje tym, którzy stracili tak wiele. Czasami to tylko (i aż) zapewnione miejsce przy stole w domu, gdzie nie czujesz się obco.

Kinga Cieśluk, Teatralia Szczecin
Internetowy Magazyn „Teatralia” numer 91/2014

Ośrodek Teatralny Kana
Teatr Szwalnia
Pobyt Tolerowany
akcja (prywatne mieszkanie)
koncepcja i realizacja, scenariusz, prowadzenie wywiadów z cudzoziemcami: Weronika Fibich
narrator akcji, scenariusz : Ewa Łukasiewicz
instalacje: Justyna Rochala
materiał video: Grzegorz Habryn (PSM)
zdjęcia i materiał video z udziałem rodziny cudzoziemców: Ewa Ciechanowska
muzyka: Tomasz Krzyżanowski
montaż audycji radiowej, gromadzenie materiałów, organizacja i promocja projektu: Patrycja Terciak
gromadzenie materiałów, organizacja i promocja projektu: Elżbieta Mentel, Katarzyna Skręt
konsultacje merytoryczne, tłumaczenia: Joanna Paliwoda-Szubańska
premiera: 31 stycznia 2014