A ty, kim chcesz być? (Jakobi i Leidental)

A ty, kim chcesz być? (Jakobi i Leidental)

Trudno pogodzić się ze zmianą, kiedy tkwimy w czymś prawie całe życie. Przyzwyczajeni do zastanej rzeczywistości, przygotowani na wszelkie odchylenia od normy. Razem z tym schludnym życiem kształtuje się w nas zespół szybkiego reagowania na nieprzewidziane zdarzenia. W końcu jest to perfekcyjnie działający mechanizm obronno-zapobiegawczy.

Co się jednak stanie, gdy ktoś obcy przyjdzie do naszego wykrochmalonego życia? Na początku przycupnie gdzieś obok, a potem wślizgnie się do niego po cichu i zabierze jedną, ale istotną część domku z kart. Domek z kart ma to do siebie, że bardzo łatwo można go zdmuchnąć z ziemi. Domek Jakobiego (Michał Sitarski) i Leidentala (Jacek Braciak), którym jest wspólna, uzależniona od siebie życiowa relacja, również jest z kart i bardzo szybko się rozpadł, jednak karty stanowiące jego fundament tkwią w betonie, na którym można odbudowywać, odbudowywać, odbudowywać…

Na początku wszystko jest proste, rutynowe. Później, gdy w życiu przyjaciół zjawia się Rut (Edyta Olszówka) również nic trudnego w tym nie ma, przyjaciel chce sobie ułożyć życie z kobietą. Nic nadzwyczajnego nie ma również w tym, że pozostawiony samu sobie przyjaciel czuje się odrzucony. Wszystko się zmienia, gdy bohaterowie zaczynają nieświadomie żonglować swoimi rolami – tymi, które grali całe życie i tymi, których się dopiero uczą.

Dziwny to świat. A może właśnie nie? Może to świat, w jakim sami żyjemy? Oczywiście trudno pomyśleć o postaciach jak o nas samych, a o ich rzeczywistości jak o miejscu, w którym nam też przyszło żyć. Nawet jeżeli nie będziemy patrzeć w ten sposób na świat stworzony przez Hanocha Levina, to i tak nie będziemy mogli oglądać go bez bezradności względem bohaterów i samych siebie. To uczucie nie towarzyszy nam od razu, od pierwszej chwili zderzenia z przedstawioną rzeczywistością. Na początku po prostu drepcze sobie po cichutku i powoli, przemyka jak mała kuleczka wełny – mięciutka i spokojna. Dopiero później, gdy rośnie, zaczyna najpierw łaskotać – powodując śmiech, aby następnie drapać, swędzieć nas od środka, gdzie nie można się tak łatwo podrapać. Drapie i swędzi, bo to prawdziwa wełna.

Sam tekst Jakobiego i Leidentala (przekład Michał Sobelman) nie porywa – owszem jest dobry, wypowiadane kwestie nie są płaskie. Gdy pada ostatnie zdanie i światła gasną, widzimy, że tekst tak naprawdę wzrusza do głębi. Stawia znak zapytania i, przede wszystkim, bawi a nie śmieszy tam, gdzie ma to robić. Najważniejsze w tej sztuce jest to, że tekst nie robi niczego na siłę.

Muzyka (Czesław Mozil, Filip Kuncewicz) to dźwięki jakby z innego wymiaru. Melodie brzmiące w tym przedstawieniu były kolorowymi ptakami, które wleciały do szarego i monotonnego świata bohaterów. Materia dźwiękowa świetnie dopełniała całość, pomimo tak różnorodnych brzmień wszystko ze sobą współgrało.

Również aktorzy bardzo dobrze poradzili sobie w interpretacji momentami dość trudnych partii muzycznych. Wszystkie sekwencje, w których bohaterowie śpiewają (nie jest ich dużo i to ogromny plus – spektakl nie jest niepotrzebnie przeładowany podobnymi elementami) wykonano na dobrym poziomie Partie muzyczne są przemyślane, płyną z nich lekkość i emocje.

Jakobi (Michał Sitarski), Leidental (Jacek Braciak) i Rut (Edyta Olszówka) to trójka bohaterów, którzy zmagają się ze sobą wzajemnie. Jakobi i Leidental są – przyjaciółmi od lat, natomiast Rut jest nowa w ich świecie. Do uporządkowanej krainy dwóch zaprzyjaźnionych ze sobą panów, Jakobi wprowadza kobietę. I od tego momentu bohaterowie zaczynają gubić się sami ze sobą, nieświadomie zamieniając się rolami. Jest to bardzo wartki obraz. Relacje może trochę nieokiełznane, jednak determinacja postaci w ich postanowieniach (zmiana życia, znalezienie męża czy rozpoczęcie „bycia” na własną rękę – a nie jak do tej pory w tandemie) i próba zrozumienia następujących zmian, nadaje rytmu całości. Przede wszystkim Jakobi, Leidental oraz Rut chcą za wszelką cenę znaleźć odpowiedź na pytanie: dlaczego? Dlaczego wybrał ją? Dlaczego odchodzi? Dlaczego nie jest już taka jak na początku?

W spektaklu nietypowa była również scenografia. Trzy duże, mogące zmieniać swoje położenie prostokąty, stanowiące odpowiednik bloków. Dodatkowo w ich ścianach znalazły się małe okienka, które zapalały się i gasły w zależności od sytuacji. Nie były to tylko trzy prostokąty, ponieważ do bloków można było…. wchodzić. Aktorzy albo wchodzili do środka, albo z niego wyskakiwali – nigdy nie wiadomo było, czy tym samym wejściem. Poza tym zmieniali układ bloków – przesuwając je z całą zawartością, na którą składały się pozostałe rekwizyty.

Jakobi i Leidental to spektakl bardzo wymagający dla artystów także pod względem fizycznym. Aktorzy cały czas są w ruchu, przemieszczają się, biegają i przemierzają przesuwane przez nich samych bryły. Dodatkowo na scenie bezustannie widać zachodzące między bohaterami interakcje – w spektaklu duży nacisk został postawiony na partnerowanie. Mnóstwo ruchu na scenie sprawiło, że historia Hanocha Levina stała się jeszcze bardziej dynamiczna.

Jako całość spektakl odbiera się dobrze. Jakobi i Leidental jest wart polecenia, nawet jeżeli to bardziej gorzki niż słodki obraz. Owszem, są momenty, w których trudno nie zareagować szczerym śmiechem., ale przede wszystkim to cierpka relacja międzyludzka. Właśnie na końcu okazuje się, że każdy z bohaterów jest zawiązany na supełek swoich życiowych pragnień. Każdy z nich tkwi w chęciach i lękach, z każdą kolejną wątpliwością zapadając się o jedną stopę coraz głębiej w ziemię.

A może krok w przód? Nie! To potencjalna szansą na zmianę! Nie można dopuścić do tego! Albo wszyscy, albo nikt! Jedna, dwie… cztery… sześć stóp pod ziemię. Życie (już) zasypane.

Katarzyna Prędotka, Teatralia Warszawa
Internetowy Magazyn „Teatralia” numer 119/2014

Teatr Powszechny im. Zygmunta Hübnera w Warszawie / Scena Mała

Jakobi i Leidental

autor tekstu: Hanoch Levin

reżyseria: Marcin Hycnar

scenografia: Julia Skrzynecka
współpraca scenograficzna: Joanna Walisiak – Jankowska
muzyka: Czesław Mozil, Filip Kuncewicz
obsada: Edyta Olszówka, Jacek Braciak, Michał Sitarski

premiera: 6 czerwca 2014

fot. Magda Hueckel