Trzy siostry w trybie offline (Trzy siostry)

Trzy siostry w trybie offline (Trzy siostry)

Trzy siostry według Antoniego Czechowa to moje trzecie spotkanie ze sztuką na wynos. Oczekiwania spore, bo dotąd za każdym razem teatr sam podnosił sobie poprzeczkę, mile rozpieszczając przy tym widzów. Mogłam się raczej obawiać, że poziom mojego zadowolenia sięgnie wreszcie sufitu mieszkania nr 6 przy ulicy Starowiślnej 55 i nie będzie już jak uprawiać recenzenckich skoków i harców. A tymczasem mały psikus – artyści ze snw (jak określają się w skrócie) udowodnili, że potrafią nie tylko zachwycać kunsztem wykonania, ale i różnorodnością stylu.

Najnowsza premiera odbiega od kameralności i uproszczenia środków wyrazów do tych najprostszych i najszlachetniejszych zarazem, czyli profesjonalnego, czystego aktorstwa. Dotąd był to dla mnie znak rozpoznawalny sceny na wynos i przyznaję, że właśnie taki teatr mnie porwał. Jakbym jednak nie tupała nóżkami, to mimo wszystko uważam jednocześnie, że aktor nie powinien stać w miejscu, a poszukiwania formalne i stylistyczne jak najbardziej służą rozwojowi. Nawet jeśli nie są to udane próby. O Trzy siostry możemy być jednak spokojni – to kolejne przedstawienie, które potwierdza, że teatr założony przez Dariusza Starczewskiego i Ankę Graczyk nie spoczął na laurach. Wręcz przeciwnie!

Pierwszym novum jest liczba aktorów, bo aż dwanaście osób w obsadzie. Zdaję sobie sprawę, że ta informacja może nie robić najmniejszego wrażenia, ale dodajmy – widzów może być tu maksymalnie trzynaścioro. To zmienia perspektywę. Do istotnych zmian zaliczam także wprowadzenie projekcji video (choć pojawiły się już w spektaklu Bliżej). Są uzasadnione o tyle, że jednym z kluczowych tropów interpretacyjnych jest rzeczywistość wirtualna i w ogóle technologia jako równoległa (a może – nadrzędna?) wersja świata „tu i teraz”. Stąd te wszystkie zapośredniczenia – twarze osaczające nas za pomocą wideokonferencji, niekończące się serie selfie Iriny, symbiotyczne wręcz połączenie aktorów ze swoimi smartfonami. Nie powinny też dziwić fragmenty projekcji dotyczące BINA48, czyli pierwszego humanoidalnego robota-kobiety, czy też te o Siri, inteligentnym (inteligentnej? bo to też ona) osobistym asystencie w systemie operacyjnym Apple iOS.

Ramę interpretacyjną zbudowaną z powyższych odprysków rzeczywistości, nauki i nowych technologii reżyser zapełnia pełnokrwistymi postaciami z Trzech sióstr. Język pozostaje stary, rzewny, czechowoski, a mimo to nic nie zgrzyta. Przeciewnie – autor Mewy staje się nam bliski jak chyba nigdy wcześniej. Pomysł, aby doprowadzić do mariażu świata wirtualnego, sfery robotów i innych podmiotów transhumanistycznych z Czechowem wziął się niewątpliwie z cytatu doktora Czebutykina: Nas nie ma, niczego na świecie nie ma, w ogóle nie istniejemy, nam się tylko zdaje, że istniejemy”. Odrzucenie myślenia o świecie, który nie istniałby bez udziału człowieka jest właśnie rodzajem furtki do różnego typu filozoficznych wycieczek. Inscenizacja zaprezentowana na Scenie Pokój nie stawia wprost żadnej tezy, ale delikatnie sugeruje, że zmiany przeczuwane przez Czechowa dzieją się teraz, niektóre nawet już się wydarzyły, choć – z różnych przyczyn – pozostają poza naszą uwagą. Trzy siostry noszą posmak katastrofizmu, ale nie tego rodem z filmów science fiction, którymi można by straszyć w imię zachowania starego porządku świata. Starczewski sugeruje raczej przyglądanie się sobie w tej nowej rzeczywistości – nie obrażanie się na zmiany, ale i wyczulenie, aby nie zachłysnąć się utopią przyszłości, która przecież zawsze jest tylko oddalającym się punktem przed nami. Moskwą, do której nigdy nie pojedziemy. W jego spektaklu pojawia się nawet przedstawicielka ucieleśnionej sztucznej inteligencji – Natasza, narzeczona Andrzeja Prozorowa. W tę rolę wciela się Karolina Chapko, emanująca chłodem i zachowująca dystans do otoczenia. Wykreowana przez nią postać przechodzi dynamiczną przemianę – z nieszkodliwej ekscentryczki staje się wypraną z ludzkich emocji maszyną. Aż strach przyznać, ale to właśnie najlepsza, najdoskonalsza wersja… człowieka. Jej lodowaty, nieskazitelnie piękny uśmiech z ostatniej sekwencji sztuki na długo pozostaje w pamięci. Tym bardziej, że wszyscy pozostali dokoła mają wymownie zasłonięte oczy i tylko ona jedna bez cienia zażenowania wwierca się wzrokiem w twarze widzów.

Do kameralnych przestrzeni sztuki na wynos wracam z (co najmniej) jeszcze jednego powodu. Dla aktorstwa. Konkretnego, ale nie zapychającego. Takiego, którego nigdy dosyć. I jeszcze – w pełni zespołowego, z dużym wyczuciem na partnera. Najlepszym tego dowodem jest współpraca aktorów tworzących trzon snw (na czele z Dariuszem Starczewskim i Anką Graczyk, a w dalszej kolejności: Kamil Toliński, Anna Siek, Paweł Okraska) ze świeżymi nabytkami lub tylko chwilowymi gośćmi. Nieczęsto się zdarza, aby aktorzy o tak różnym doświadczeniu, warsztacie i stażu pracy potrafili aż tak się dograć. I wcale nie chodzi o to, że coś się zaciera, a poziom gry staje się średnią arytmetyczną. Można wręcz powiedzieć – odwracając oczywiście myśl Norwida – że zespół aktorski Trzech sióstr umie różnić się pięknie i mocno. Umiejętność godna naśladowania, tak w teatrze, jak i w życiu poza sceną.

Każdemu aktorowi i aktorce z osobna można by poświęcić co najmniej kilka akapitów dotyczących warsztatu scenicznego. Napisać, że Anka Graczyk jako Olga uwodzi siłą charakteru i zaangażowaniem w pracę prowincjonalnej nauczycielki, a jednocześnie niemal sensualnie zaraża zmęczeniem – to mało. Odnotować, że Masza Patrycji Dąbrowskiej, to czysty żywioł, nieposkromione emocje ubrane w elegancką sukienkę – to nic nie napisać. Z kolei Anna Siek, obsadzona jako Irina, zdaje się być urodzona do tej roli. Czytając Czechowa – mimo całej maestrii jego sztuk – zwykle natrafiałam na postać, z papierowością której za nic nie mogłam sobie poradzić. Dotąd tak właśnie miałam z najmłodszą z trzech sióstr Prozorow. Kiedy na samym początku dramatu Irina wypowiada kwestię: „Po co wspominać!”, to Siek wkłada w te słowa cały swój urok osobisty, rezolutność, a przy tym jeszcze nutę słowiańskiej rzewności – nie do podrobienia.

Nie wiem, czy to najlepszy argument, ale proszę uwierzyć na słowo, że mamy tu do czynienia z aktorami, którzy już samym sposobem chodzenia potrafią wykreować poszczególne postaci. W tempie kroków, w ich sile, pewności lub nie, w odpowiednio dobranym obuwiu (albo jego braku, gdy tak właśnie trzeba) można usłyszeć kawałek historii danego bohatera. A nawet marzenia o lepszym życiu, jak się dobrze wsłuchać.

Agnieszka Dziedzic, Teatralia Kraków

Internetowy Magazyn „Teatralia”, numer 195/2017

sztuka na wynos (Scena Pokój) w Krakowie

Antoni Czechow

Trzy siostry

reżyseria: Dariusz Starczewski

tłumaczenie: Natalia Gałczyńska

scenografia i kostiumy: Urszula Czernicka

muzyka: Mateusz Kobiałka

światło: Tomasz Wentland

video: Dawid Kozłowski

występują: Andrzej: Jakub Rędziak, Natasza: Karolina Chapko, Olga: Anka Graczyk, Masza: Patrycja Dąbrowska, Irina: Anna Siek, Kułygin: Paweł Okraska, Wierszynin: Grzegorz Kliś, Tuzenbach: Łukasz Pracki, Solony: Kamil Toliński, Czebutykin: Bohdan Graczyk, Duch matki: Urszula Grabowska, Duch ojca: Dariusz Starczewski