Trzy razy trzy (Król Edyp)

Trzy razy trzy (Król Edyp)

Trzy kwadranse, troje aktorów, trójnogi podest – opera w wersji Jana Klaty w pigułce. Król Edyp w Starym Teatrze to przede wszystkim artystyczna zabawa dźwiękiem, słowem i formą. Spektakl wyreżyserowany w ramach festiwalu UNSOUND z pewnością zasługuje na uwagę, jednak nie wydaje się, by mógł zagościć na Jagiellońskiej jako autonomiczny byt repertuarowy.

Reżyserowi Do Damaszku udało się skondensować to, co zawsze wychodziło mu najlepiej: mariaż wysokiego i niskiego, snobistycznego i popkulturowego z dodatkiem małej prowokacji językowej. Punktem wyjścia był utwór Igora Strawińskiego z librettem Jeana Cocteau. Support okazały, skoro gwiazdą wieczoru ma być Sofokles.

Widownia została umieszczona na podłodze, kojarzyło się to z koncertem, na który fani przybywają kilka godzin wcześniej, okupując najlepsze miejsca. Osaczając z każdej możliwej strony podest-scenę, z głowami zadartymi do góry, wodzimy wzrokiem za Wieszczącym Komentatorem (Krzysztof Stawowy), Jokastą (Iwona Budner) oraz Edypem (Krzysztof Zawadzki).

Nie bez przyczyny strona wizualna odgrywa większą rolę od wokalnej: antyczne postacie porozumiewają się po łacinie, Komentator zwraca się do publiki nienaganną francuszczyzną. Prowokacja? Ależ skąd! Chodzi przecież o sam efekt wskrzeszenia misterium, o wspólne odczuwanie, nie odsłuchanie historii Labdakidów. Nie można zaakceptować protestów tych, którzy czują się oszukani, bo nie rozumieją, o co chodzi. Nie jest problemem reżysera nieznajomość przez widza podstawowej lektury szkolnej.

Wracając do rockowego misterium męki Edypa, warto zwrócić uwagę na kostiumy aktorów. W czarnych, mrocznych szatach wyglądają jak powołani zza grobu, wskrzeszeni z popiołów. Przechadzają się po podeście, w którego centralnym punkcie znajduje się wyrocznia kusząca zawieszoną w centrum pola gry grubą liną (propozycja skrócenia cierpień Edypa?). Chwyty te balansują gdzieś pomiędzy groteską, zabawą w pompatyczną, zadufaną w sobie operę a realnym spotkaniem z cierpieniem tu i teraz.

Podobnie jak bohaterowie, zagubiona w czasie i przestrzeni jest syntetyczna muzyka Roberta Piernikowskiego. Zlepek chóru śpiewającego słynne libretto z elektronicznymi, minimalistycznymi skrawkami bitów powoduje u publiczności poczucie dezorientacji, niepokoju, może nawet irytacji.

Klata po raz kolejny umyka zarówno zwolennikom, jak i oponentom. Solidne nagłośnienie nie daje szans ani na oklaski zachwytu w trakcie, ani na spazmatyczne „hańba, hańba” z kąta Sali Modrzejewskiej.

Piotr Gaszczyński, Teatralia Kraków
Internetowy Magazyn „Teatralia” numer 78/2013

Narodowy Stary Teatr im. Heleny Modrzejewskiej w Krakowie

Król Edyp

Spektakl z wykorzystaniem muzyki Roberta Piernikowskiego inspirowany Królem Edypem Sofoklesa i Strawińskiego

reżyseria: Jan Klata

scenografia: Karolina Mazur

ruchy: Maćko Prusak

obsada: Iwona Budner, Krzysztof Stawowy, Krzysztof Zawadzki

premiera: 17 października 2013

Piotr Gaszczyński (1987) – absolwent filologii polskiej oraz teatrologii na Uniwersytecie Jagiellońskim. W „Teatraliach” publikuje od 2010 roku. Miłośnik groteski pod każdą postacią, fan Manchesteru United i czarnej kawy.