Tratwa pełna absurdów i ultrafiolet (Na pełnym morzu)

Tratwa pełna absurdów i ultrafiolet (Na pełnym morzu)

Wraz ze śmiercią Sławomira Mrożka miałam wrażenie, że cały świat sobie o nim przypomniał, a jego twórczość nagle stała się mainstreamowa. To zainteresowanie, słusznie zresztą, wykorzystał Teatr Maska, tworząc ciekawe i piękne estetycznie przedstawienie oparte na jednoaktówce mistrza. Na pełnym morzu otworzyło zorganizowany już po raz trzeci Festiwal Źródła Pamięci. Szajna – Grotowski – Kantor.

Trzech mężczyzn na tratwie dryfującej po wielkich wodach. Wypisz wymaluj idealne warunki na ujrzenie klonów Robinsona Cruzoe. Tymczasem oczom widza ukazują się kontrastowe sylwetki postaci ubranych w białe garnitury. To tylko początek historii pełnej absurdu. Sceneria jest w rzeczywistości laboratorium ludzkich zachowań, w którym toczy się alegoryczna dyskusja, kto ma prawo kogo zjeść, a kto powinien być zjedzony. Czarny humor Mrożka pełen jest współcześnie często używanych, zdewaluowanych haseł odwołujących się do demokracji czy humanizmu. Pod ich przykrywką często działa przemoc, ukazuje się nierówność międzyludzka.

Kamil Dobrowolski, Piotr Pańczak i Andrzej Piecuch to niewątpliwie mocny zespół. Karzeł, wielkolud długoręki i grubas są niczym słynni Flip i Flap, tylko że w potrójnym wydaniu. Ich role uwydatnione są poprzez elementy ubioru aktorów: nienaturalnie długie ręce kucharza, malutkie nóżki ofiary czy wielki bebech hrabiego.

W mojej poprzedniej recenzji spektaklu Pokojówki dość nieprzychylnie skrytykowałam rolę Kamila Dobrowolskiego. W sztuce Na pełnym morzu jest wręcz przeciwnie: aktor dostał bardzo dobry tekst, który na dodatek wybronił porządną grą. Najbardziej rozczuliła mnie scena, gdy bohater myje nader dokładnie swoje nogi, chcąc odroczyć wydany na siebie wyrok. Scena jest naprawdę urocza: przezabawna, a jednocześnie wzruszająca.

Andrzej Piecuch, grający hrabiego ukrywającego na potrzebę chwili swoją tożsamość, w mojej skromnej ocenie nie mógł zagrać lepiej. Ze swoim wielgachnym brzuchem jest ucieleśnieniem wszystkich wielkich możnych tego świata, z biznesmenami i politykami na czele. Lisia przebiegłość, dwulicowość, chytrość i fałszywość to cechy, które ciągną się za jego postacią niczym smród.

Najmniej wyraźną była dla mnie rola kucharza, Piotra Pańczaka, który jednak właśnie taki powinien być: nie wystawiający się zbytnio na widok publiczny, żyjący w cieniu wazeliniarz. Bohater najbardziej zyskuje podczas scen obiadowych. Niczym na hasło: „stoliczku, nakryj się” pojawia się lewitujący stół i cała zastawa. Kucharz-kat przemienia się w czarodzieja, który pokazuje nam sztuczki wirujących w powietrzu przedmiotów.

Zaskakującym rozwiązaniem jest wykorzystanie ultrafioletowych rekwizytów. Widzimy wędrujący w ciemnościach kapelusz czy świecące krawaty. Bajkowość łączy się z czarnym humorem, co potęguje poczucie zupełnego oderwania się od rzeczywistości. Wykorzystanie czarnego teatru jest najmocniejszym punktem tej sztuki.

O ile trzej panowie mogą budzić w nas wiele refleksyjnych myśli nad kondycją ludzkiej uczciwości oraz godności wobec dramatycznych wyborów, o tyle napięcie jakie mogłoby towarzyszyć temu spotkaniu jest w pełni rozładowane przez pojawienie się dwóch drugoplanowych postaci. Listonosz i sługa Jan to wisienki na torcie absurdu Mrożka. Pośrodku morza na swym hulajnogo-bicyklu listonosz dostarcza listy. Biorąc pod uwagę kondycję poczty w ostatnich latach można się wielce zdziwić takiej determinacji dostarczającego. Z kolei sługa Jan szuka swojego pana niczym wierny pies. Mrożek swobodnie czerpał tu ze znanych stereotypów, zręcznie się nimi posługując.

Joanna Zdrada, będąc jednocześnie reżyserem i scenografem przedstawienia, podała nam bajkę okraszoną czarnym humorem, a na dodatek z możliwą do wyciągnięcia puentą. Jednym słowem wyszedł z tego wyśmienity deser artystyczny. Sztuka nie jest zbyt męcząca, nie jest też pustą komedią. Można się pośmiać, ale też można też wysilić się intelektualnie i filozoficznie. Sztuka trwa niecałą godzinę: warto zamiast serialowej papki od czasu do czasu dowartościować swoje szare komórki porządnym przedstawieniem.

Kamila Potapiuk, Teatralia Rzeszów
Internetowy Magazyn „Teatralia” numer 76/2013

Festiwal Źródła Pamięci. Szajna – Grotowski – Kantor

Teatr Maska w Rzeszowie

Na pełnym morzu

Sławomir Mrożek

reżyseria: Joanna Zdrada

scenografia: Joanna Zdrada

muzyka: Krzysztof Konieczny

asystent reżysera: Andrzej Piecuch

obsada: Kamil Dobrowolski, Piotr Pańczak, Andrzej Piecuch, Kamila Korolko, Natalia Zduń

premiera: 16 października 2013

fot. Judyta Potocka