Total-nie-szczęśliwi

Total-nie-szczęśliwi

Są młodzi, piękni i zdolni, Świat stoi przed nimi otworem. Nic ich nie zatrzyma. Ona jest aktorką. Przygotowuje się do roli szekspirowskiej Julii. On jest pisarzem. Już wie, że jego następna książka będzie bestsellerem. Przychodzi do niej, żeby pożyczyć prezerwatywę. Ona, chcąc nawiązać dobre sąsiedzkie stosunki, prezentuje cały klaser kondomów: do wyboru, do koloru – czerwone, żółte, czarne. „Wybieram czarne” – mówi on. „Ale czarny wyszczupla” – odpowiada ona. „Tego właśnie potrzebuję”. Czego więcej można chcieć od życia?

Totalnie szczęśliwi Silke Hassler to przede wszystkim opowieść o pięknym spotkaniu. Dwoje nieznających się wcześniej ludzi zaczyna rozmowę. Na początku jest konwencjonalna (chociaż nie do końca – sąsiedzi zwykle pożyczają sobie mleko, mąkę, cukier itp). Później staje się coraz bardziej nieformalna. Ona uczy go jak oddychać przeponą, rozmawiają o aktorstwie, literaturze i jego podbojach miłosnych. Stopniowo otwierają się przed sobą. Odsłaniają swoje słabości. Okazuje się, że ona dorabia w sekstelefonie, bo w teatrze gra same ogony. On nigdy nie wydał żadnego swojego tekstu i ten, który teraz pisze, też pewnie obrośnie kurzem w przepaściach szuflady.

Elisabeth i Andreas są trochę zagubieni. Uważają się za nieudaczników, bo nie osiągnęli tego, czego od nich oczekiwano. Potrzebują miłości i zrozumienia. Potrzebują po prostu drugiego człowieka. Niezwykłe jest to, że naprawdę słuchają siebie nawzajem, próbują się zrozumieć. Mają nadzieję, że dzięki temu przejmujące poczucie samotności w końcu się skończy. Elisabeth podaje Andreasowi kamerę. Wydaje się, że to gadżet, który ma urozmaicić miłosną grę. Jednak obiektyw kierują na swoje twarze. Widzimy je na ekranie w powiększeniu. Teraz już nie mogą ukryć swoich emocji. Każde, nawet najmniejsze drgnienie mięśni będzie zauważone.

Spektakl urzeka znakomitą grą Ewy Audykowskiej-Wiśniewskiej i Kamila Maćkowiaka. Elisabeth i Andreas w ich wykonaniu są prawdziwi, urzekający i niezwykle zabawni. Jednakże chwilami miałam wrażenie, że Maćkowiak, odczuwając wielki „głód sceny” (jak sam to trafnie określił, mówiąc o Elisabeth), chce ze spektaklu uczynić swoje one-manshow. Choć jego improwizacje wydawały mi się bardzo zabawne, to miałam wrażenie, że są nie na miejscu. Był nie do okiełznania. Nie można było przewidzieć kolejnego ruchu. Miotał się po scenie to w prawo, to w lewo, niczym biodra Shakiry. Próbował przywłaszczyć sobie spektakl. Na szczęście Ewa Audykowska-Wiśniewska nie dała się stłamsić i potrafiła go opanować (chapeaubas!).

Totalnego szczęścia nie osiągniemy nigdy. Pocieszające jest to, że totalne zadowolenie także jest niemożliwe. Warto jednak wybrać się do teatru i spróbować. A nuż się uda.

Katarzyna Smyczek, Teatralia Łódź
Internetowy magazyn „Teatralia” numer 43/2013

Teatr im. Stefana Jaracza w Łodzi

Totalnie szczęśliwi

Silke Hasssler

reżyseria: Jacek Filipiak

scenografia: Joanna Macha

kostiumy: Marta Joanna Bryś

reżyseria światła: Tomasz Augustynek

projekcje wideo: Piotr Augustynek, Piotr Kmiecik

opracowanie muzyczne: Barbara Domaradzka

obsada: Ewa Audykowska-Wiśniewska, Kamil Maćkowiak

premiera: 31 grudnia 2011