To, o czym się nie mówi - to, o czym My chcemy mówić! (Gniew dzieci)

To, o czym się nie mówi – to, o czym My chcemy mówić! (Gniew dzieci)

Splecione w miłosnym uścisku trzy młode ciałka. Nieporadnie i bezwiednie szukają czułości i bliskości –  w ciągłym strachu, delikatnie choć niecierpliwie, po cichu, żeby nikt nie słyszał. Trzy dziecięce ciałka, rozpaczliwie pragną dotyku, który nie krzywdzi, nie sieje spustoszenia. Dotyku innego niż ten, który spotyka je co dzień – w świetle dnia  i nocą, gdy czujne oko katolickiego Boga zdaje się uśpione, a sumienie zamknięte na cztery spusty…

Pedofilia to hasło, które wciąż zamknięte jest w szufladzie z napisem tabu. Wszyscy wiedzą, nikt nic nie mówi. Bo jak mówić o czymś, wobec czego wszystkie słowa zdają się bezradne? Nie wyjaśniają, nie tłumaczą, nie usprawiedliwiają. Jak mówić, gdy okazuje się, że najbardziej szczelną szufladę skrywa ,,najświętsza” część naszego społeczeństwa, marginalizując temat, pomijając problem, od którego sama nie jest wolna? Jak przedrzeć się przez twardy mur konserwatyzmu i hipokryzji, pokonać opór? Zacząć mówić  – krzyczeć, śmiać się, chichotać, bluzgać, szeptać, tańczyć, śpiewać, klaskać, skakać, aby to, co ukryte stało się jawne i zmuszało do konfrontacji. Manifestujące monologi, powaga i pesymizm bijące z każdego kąta sceny? Nie. Prowokacja i żart? Zdecydowanie tak.

Czerwone światło reflektorów zalewa ozdobiony choinkowymi bombkami trzydrzwiowy ołtarz. Powbijane gwoździami, pozawieszane na sznurkach lalki i szmaciane maskotki oraz górujące nad nimi plastikowe Dzieciątko Jezus z krwistą aureolą błyszczą jak tandetna wystawa sklepowa. Już sama scenografia sygnalizuje, że mamy do czynienia ze spektaklem skrajnie groteskowym i eklektycznym, przerysowanym, w którym celowa sztuczność i parodia, a nawet jawne szyderstwo, stają się głównymi nośnikami treści. Sieklucki jest niepokorny. Pośrednio lub bezpośrednio, poprzez samą opowieść sceniczną, sylwetki postaci i ich działania, podejmuje z widzem intensywną dyskusję – za pośrednictwem scenariusza stawia przed odbiorcą zestaw scen, wspomnień, obrazów (opartych na materiałach dokumentalnych i historycznych), nieustannie zmuszając do wyboru i oceny, która świadczyć będzie przede wszystkim o nas samych. Przed naszymi oczami przesuwa się więc kalejdoskop postaci – wynaturzonych manekinów – wampirów, bluźnierczej Świętej Trójcy. W skład tej ostatniej wchodzi ksiądz – pedofil (Piotr Sieklucki), który wykorzystuje seksualnie młodych chłopców w imię św. Augustyna i spowiedzi świętej. Na dodatek nie stroni też od antysemickiego humoru, siarczystego języka i zmysłowych pokus. Jest też bezwzględna siostra zakonna, której mania dziewictwa i uzdrowienia dzieci z rozpusty nie powstrzymuje przed głodzeniem podopiecznych czy dokonaniem aborcji na młodej dziewczynce, Maryjce (aluzja nie pozostawiająca żadnych wątpliwości). Obrazu zdeformowanej Trójcy dopełnia zachłanny, żądny władzy biskup, który niczym Jezus przy Ostatniej Wieczerzy Leonarda da Vinci posila się winem i chlebem, mając jednak po swojej stronie samych synów marnotrawnych, którzy bynajmniej nie mają zamiaru powrócić.

Wszystko ulega odwróceniu. To, co święte staje się świętokradcze, to, co wydawałoby się największą zbrodnią, nabiera rysów nieznacznego wykroczenia. W opozycji do tak potwornych, wynaturzonych kreatur, które przez cały spektakl miotają się po scenie, postawiona zostaje trójka ofiar –  delikatnych, skrzywdzonych, ale czy niewinnych mieszkańców sierocińca? Podopieczni Dzieci, mają bowiem po dwadzieścia kilka lat, a drzemiący w nich erotyzm,  widoczny szczególnie w poetyckiej, wyjątkowo pięknej scenie trójkąta miłosnego, raz po raz zderzany jest z ich infantylną  naiwnością. ,,Doświadczenie dzieciństwa warunkuje dorosłość”- mówią twórcy. Finałowy gniew dzieci zdaje się to jedynie potwierdzać.

Ktoś musi zgrzeszyć, aby możliwe było zbawienie –  bez Judasza nie byłoby Chrystusa. Czy jednak zemsta ,,dorosłych dzieci” miałaby sprowadzać się jedynie do brutalnego odwrócenia schematu, dosłownego powielenia krzywdy na oprawcy, zwykłego powtórzenia – jedzenia fekaliów, brutalnego gwałtu i ukrzyżowania, przypominających punkrockowe pogo? Pragnę wierzyć, że jednak chodzi o coś więcej.

Produkcja Teatru Nowego to z pewnością przedstawienie warte zobaczenia. Nowatorskie pod względem doboru tematu zdecydowanie nie wpisuje się w zachowawczy, stereotypowy krakowski profil teatralno-artystyczny. Mocną stroną spektaklu jest wyjątkowo dobra, zróżnicowana nastrojowo, alternatywna ścieżka dźwiękowa oraz młodzi aktorzy, którzy pomimo braku doświadczenia i niedociągnięć warsztatowych wnoszą powiew świeżości, ujmując prawdziwością i naiwnością przekazu (wzbogacającą w tym wypadku całość przedstawienia).

Sieklucki stawia na przewrót, na bezkompromisowe poszerzanie granic wbrew utartym schematom i narzuconym odgórnie normom, nawet za cenę dezaprobaty, wykluczenia czy jawnej pogardy.  Atmosferę buntu czuć już od samego wejścia na salę – gniew dzieci to gniew twórców. Ten spektakl to swego rodzaju mała rewolucja –  jeszcze nie do końca uformowana, chwilami niespójna, z rzemieślniczego punktu widzenia niedopracowana, przypominająca niekiedy pocięty film, w którym brak niektórych kwestii i scen, a ciętego języka i teatralności jest może zbyt wiele, jednakże idea i założenia godne są uwagi. To sprzeciw, który możemy przyjąć lub odrzucić. W połowie spektaklu część osób opuszcza salę. Ja zostaję. W powietrzu śmiech miesza się z niepokojącymi szeptami. Spektakl działa!

Magda Bałajewicz, Teatralia Kraków
Magazyn Internetowy „Teatralia” numer 59/2013

Teatr Nowy w Krakowie

Gniew dzieci

tekst i reżyseria: Piotr Sieklucki

choreografia: Mikołaj Mikołaczyk

scenografia: Łukasz Błażejewski

produkcja: Marek Kutnik

obsada: Ewa Pająk, Piotr Sieklucki, Janusz Marchwiński, Dominika Majewska, Tomasz Adamski, Mateusz Lewandowski

premiera: 5 października 2012

Magda Bałajewicz – rocznik 1991, studentka wiedzy o teatrze, interesuje się teatrem, kinem, a w szczególności muzyką – zwłaszcza tą ,,skwaszoną”, czyli jazzem; mieszka w Krakowie.