O TEATRZE LESBIJSKIM W POLSCE (V)

O TEATRZE LESBIJSKIM W POLSCE (V)

Rozmowa o dramacie. Inga Iwasiów. Pogadywanie wokół orgazmu wielokrotnego.

 

Nie szukamy, moja droga, arcydzieła, raczej dzieła popularnego, bo takie wpływa na ogólnokulturowy idiom…

Inga Iwasiów. Pogadywanie wokół orgazmu wielokrotnego.

 

Agnieszka: Sztuka powstała w 2002 roku i nie była nigdzie publikowana.

Monika: Dramat wzbudza zainteresowanie już samym tytułem – Pogadywanie wokół orgazmu wielokrotnego. Lubię ten tytuł – relaksujący i frapujący. Oczywiście przyciąga jego erotyzm, ale bardziej interesujące wydaje się „pogadywanie”. W tym neologizmie jest luz i swobodnie płynący czas. Ten sączy się leniwie, jakby nie obchodziło go to, co dzieje się na zewnątrz…

A.: Obchodzi, bo „zewnętrzny czas” pojawia się we wspomnieniach obu bohaterek – mówią o stanie wojennym, cofają się do dzieciństwa, czasów studenckich. A sama akcja dramatu dziać się może w latach dziewięćdziesiątych lub na początku XXI wieku. De facto istotny jest czas obecny, wyznaczony relacją między bohaterkami. Autorka w didaskaliach podkreśla rolę „tu i teraz” – chociaż „tu i teraz” niekoniecznie jest realne.

M.: Didaskalia mówią też o porach dnia, które możemy obserwować przez zmianę światła, sączącego się przez okienne żaluzje. To ładny motyw, który prócz czasu wprowadza nastrój.

A.: A same okna wyznaczają granice między tym, co na zewnątrz, czyli tym, co jest wspominane: domem babci jednej z bohaterek, biurem drugiej bohaterki, miastami w Polsce (Bielsko-Biała, Gdynia). Przenosimy się nawet do Sztokholmu, Ameryki i Japonii. I tym, co wewnątrz, czyli mieszkaniem bohaterek – pokojem, łazienką, kuchnią. Te ostatnie – jak pisze autorka – są „domyślne”, niewidoczne na scenie.

M.: Sporo w tej przestrzeni przedmiotów, ale centrum stanowi łóżko – pełne poduszek, z dwiema kołdrami i kolorową kapą – jako miejsce intymności, zwierzeń, bliskości. Jak znów czytamy w didaskaliach: bohaterki prawie przez cały czas na leżąco.

A.: Towarzyszą im książki – funkcjonują jako przedmioty i jako punkty odniesienia w rozmowie; np. Pestka Kowalskiej, czy Kroki Kosińskiego. Książki są wszędzie – na półce i stoliku, wśród stosu gazet, talerzy z jabłkami i obierkami, ciasteczek i kubków z herbatą.

M.: W tle telewizor – nie urasta do szczególnej roli, bohaterki szukają w nim czasem wytchnienia, ale emitowany program to iluzja udająca rzeczywistość.

No nie ma, nic nie ma. Nigdy nic nie ma. Jak już nie mam siły na czytanie, zjebana jestem całkiem, to jak zwykle nic nie dają. O, zobacz! Znowu pokazują tego faceta. Nic innego tylko ten facet. Od tygodnia tylko on. Na wszystkich programach on.

Aż się wierzyć nie chce, że to jest najważniejsze wydarzenie na świecie. Na jakim świecie my właściwie żyjemy?

A.: Przestrzeń robi wrażenie zadomowienia, gniazda, tratwy ze wszystkim, co potrzebne pod ręką. W żaden sposób się nie wyróżnia. I to jest cel autorki. Potwierdza to też w początkowym opisie bohaterek: Obie raczej przeciętne, żadnego przerysowanego typu postaci. Autorka – jak myślę – chce uniknąć sztampowego les- podziału na femme & butch. Pisze zatem: ładne, zwyczaje kobiety w średnim wieku. Anna i Maria są przyłapane w domu, w dresach. Odarte z nałożonej przez kulturę urody. Czy ta zwyczajność przenosi się na osobowości?

M.: Bohaterki są wyraziste, obciążone nałogami, niełatwym doświadczeniem życiowym. I paradoksalnie to właśnie są zwyczajne kobiece życiorysy. Anna, lat trzydzieści parę. Wykształcona, dziennikarka, z wiedzą literacką i teoretycznoliteracką. Alkoholiczka, lekomanka. Drobna, jasne, krótkie włosy: nerwowe ruchy, mówi szybko, trochę niewyraźnie, smutna i poważna. Maria, koło czterdziestki. Związana z medycyną, może lekarka, może farmaceutka. Kobieta na stanowisku. Pewniejsza, spokojna, wesoła.

A.: Są też postacie ze wspomnień – babcia Anny i Dorota, koleżanka Marii. No i cały szwadron mężczyzn – kochanków Marii, dość instrumentalnie traktowanych: Janusz – pierwszy kochanek z czasów licealnych, Rogucki – mąż przyjaciółki i kochanek, który starał się doprowadzić Marię do wielokrotnego orgazmu, Nowak – niedoszły mąż Marii, Marek – kochanek-fotograf, Andrzej – kochanek z Ameryki, który uświadamia, że seks to nie tylko orgazm, to też przyjemność, oraz szwedzki bezimienny mąż. A także anonimowi mężczyźni Anny.

M.: Jest też tajemnicza postać z życia Marii, która budzi zazdrość Anny. Trudno określić, czy to mężczyzna, czy kobieta; ma związki z Japonią i jest anglojęzyczna/y. Nie znika z rozmów bohaterek do końca dramatu. Jak orgazm…

A.: Wreszcie temat, wokół którego ma się ogniskować dialog Marii i Anny. Niby wszytko jest „wokół” orgazmu, ale wątek to gubi się, to pojawia. Te opowieści o orgazmie to raczej spis mężczyzn Marii i charakterystyka jej seksualności. Słyszymy więc o jej dużej łatwości orgazmicznej:

(…) jeszcze nie zaczął,  ja już byłam po i potem trzeba było się męczyć, udawać,

że jest fajnie, on swoje, ja już dawno się nudzę. Zawsze tak miałam. Nawet w kinie. Strasznie się podniecałam, wiecznie miałam mokrą cipę.

Poznajemy jej dystans do wysiłków mężczyzn i jej swobodę obyczajową:

On się bardzo starał, wte i wewte,. Żeby tylko. Strasznie mu zależało. Nie żebym raz, ale trzy, może pięć. Piękne mam marzenia. Wiec się starałam też, żeby powstrzymać na początku i wytrzymać. Może coś by z tego drugiego razu było, ale był mężem mojej przyjaciółki, więc wolałam się w to nie ładować.

 M.: O orgazmach mówi więc Maria. Kiedy swoją opowieść ma zacząć Anna, sztuka się kończy. Ostatecznie dramat omija orgazm w relacji bohaterek, bo nie w nim tkwi jego istota. Erotyzm kobiecy w tej sztuce pozostaje bez aktu seksualnego. W zamian są gry i zabawy erotyczne. Anna w rolach łaszącej się, perwersyjnej kotki lub umundurowanej ochroniarki. Maria – tradycyjnie. Zmysłowość z dramatu nie znika, ale jej źródło – ciało – jest językiem porozumienia, bliskości.

A.: Ciało to oddzielny temat tego tekstu. Ciała bohaterek łączy specjalna więź.

(…) w pozycjach blisko siebie, wyraźnie dopasowanych, zmieniają ułożenie ciał jednocześnie, widać w tym nawyk, zażyłość, organiczną odpowiedniość. Sięganie po przedmioty ze stolika, włączanie tv, wychodzenie do kuchni czy łazienki jednej z nich powoduje automatyczne, płynne ruchy drugiej, dopasowywanie się lub zmiany na chwilowo opuszczonej przestrzeni.

Nie ma w tym dosłowności erotyczne, nie chodzi o kazanie intymności kochanek.

To coś więcej, prawdziwe zespolenie, jedność.

 Więź ta przypomina siostrzane, bliźniacze połączenie, tu zobrazowane ruchem, który można określić jako choreograficzną synchronizację. To steatralizowane feministyczne „bycie ciało w ciało”. Bohaterki oglądają swoje blizny, które są zapisem życiowego doświadczenia.

MARIA:  Skąd ta blizna?
ANNA:   Która?
MARIA:  Ta, czujesz?
ANNA:    A, ta. Nie pamiętam.
MARIA: Nie kłam, jak można nie pamiętać blizny przez pół pleców. Ja pamiętam wszystkie. O ta, płot. Ta, zderzenie z bratem. Ta… gałąź. Jasne.
ANNA: Niektóre też pamiętam wyraźnie. Blat, lodówka, wrotki. A tamta to nie wiem. Może jak się kąpałam w tej jakiejś gliniance, czy jak to się nazywa, w tym stawie. Była afera, miejsce niedozwolone i w dodatku kuzyn zgubił majtki.
MARIA: Majtki. Kuzyn. Majtki. A plecy? Zlał cię gumką od tych majtek czy rzucił się na kamienia?
ANNA: Wiesz co, podobno to ja jestem zazdrosna. Miałam pięć lat, dlatego nie pamiętam i nie sądzę, żeby kuzyn coś gubił erotycznie.
MARIA: Dobra, dobra, nie spinaj karku. Miało być przyjemnie, ja miałam zapomnieć o pracy.\

ANNA: Lubię te blizny, znaki. Wyobrażam sobie, że mam je od ciebie.

Przypomina mi to „klan blizn”, pojecie zaczerpnięte z  klasycznej pozycji feministycznej, Biegnącej z wilkami. W jednym z rozdziałów autorka proponuje, żeby w ramach terapii kobieta przygotowała sobie płaszcz, umieściła na nim wszystkie blizny psychiczne, a potem dumnie je nosiła. Bohaterki taki płaszcz mają ze swoich ciał. Maria nosi go dumnie, rozpoznaje wszystkie znamiona, Anna ma trudności.

M.: Bohaterki nie estetyzują też swoich ciał. Nie tylko oglądają blizny, wyciskają sobie pryszcze. Jak małpki, ale z gatunku bonobo, dla których fizyczna, ale też erotyczna bliskość samic jest zbiorową formą wsparcia. Mówi o tym Natalie Angier w książce Kobieta – geografia intymna. Anna i Maria budują więc solidarne siostrzeństwo.

A.: To jeden z ważnych feministycznych wątków, który pokazuje, że tytułowe pogadywanie naprawdę toczy się wokół kobiecości. Feminizm jest przemycany w dramacie różnymi sposobami. Każda z bohaterek ma „przepracowany” inny temat swojej kobiecości. Teoretycznie bardziej przygotowana jest Anna, ale obie zmagają się ze schematami patriarchalnego świata. Dotykają feministycznie – relacji z babkami, mężczyznami, relacji zawodowych, aborcji, śmierci, alkoholizmu…

M.: Tak, nawet alkoholizm Anny służy wiwisekcji choroby z kobiecej perspektywy. Anna opisuje oczywiście swoje picie – jego rytmy, przyczyny, konsekwencje, które znamy z innych opowieści, ale ja widzę to jako przekraczanie granic w relacji z mężczyznami, w specjalny sposób to mierzenie się ze swoją wciąż nienormatywną kobiecością – silną, inteligentną, konkretną.

No, mówili o mnie, mówią, że jesteś inteligentna, czyli polej i tak masz przejebane, albo być chłopakiem, jak oni. Wtedy też przejebane, ale bez kaca moralnego.

Z żadnym nie dało się rozmawiać, wiesz, oni są naprawdę innego gatunku.

 Alkohol ułatwiał relacje i dostęp do szybkiej przyjemności bez zbytniej refleksji, dawał szanse pójścia na całość. Nie zmieniał jednak utrwalonych płciowych relacji, w których kobieta zawsze czuje się gorzej. Z historii wyłania się w efekcie dość oczywisty wniosek:

Oni tego nie lubią. Takich zdecydowanych jak ty. Takich, które dobrze wiedzą, czego chcą, Zamiast nich. To im miesza. Oni nawet nie lubią wiedzieć, że kobiety mają problem. Nawet jak widzą, że coś za bardzo pod tym barem się wala, wolą udawać, że nie. Picie to też ich sprawa.

A.: Picie kobiece jest pokazane już nie jako jednostkowe zjawisko. Maria wspomina też o swoich erotyczno-alkoholowych ekscesach, opowiada o Dorocie, koleżance z czasów studenckich, która była na permanentnym odlocie, tak że nawet nie zauważyła, że została mianowana lesbijką i wykorzystana jak bufor w relacjach Marii z mężczyznami. I to jest ostatni temat, w którym znaczenie ma mężczyzna.

M.: Inne tematy to wewnętrzne sprawy kobiet. Na przykład aborcja – mogła być wybuchem armatnim, ale autorka potraktowała ją przewrotnie. Bohaterki rozmawiają o aborcji, ale… kotki. Rozmowa zmienia się w przekomarzanie, żartobliwe, niejednoznaczne przywoływanie argumentów „w sprawie” – katolików z radia Maryja i feministek.

A.:  Scena o aborcji napisana jest z przymrużeniem oka, ale scena o śmierci – już nie, choć tu też autorka „odciąża” temat. Rozmowa o śmierci przeplatana jest pytaniami o zupę pomidorową, kurczaka, kluski etc. Ważne jest to, o czyjej śmierci bohaterki rozmawiają – o śmierci babci Anny, odtwarzanej we wspomnieniu. To jest jak przypomnienie o zerwanej więzi kobiecej, ale to zerwanie doskwiera i odzywa się w snach obu kobiet.

A.: Dlatego Anna poszukuje mocnego, wyraźnego znaku, zapowiedzi, fetyszu relacji bohaterek, które tę więź utrwalą, nie pozwolą jej zerwać.

M.: A czy nie jest to po prostu poszukiwanie znaku relacji? Anna wspomina

o kamizelce Wertera, szaliku Barthes’a.

A.: To tylko przykłady zaczerpnięte z uniwersalnej kultury. A o kobiecej perspektywie świadczy odwołanie do Pestki Kowalskiej.

W „Pestce” Kowalskiej jak bohaterka poznaje takiego faceta, ma na przegubach bransoletki, one wciąż dźwięczą, przy każdym poruszeniu.
(…)
A to jest ciekawe, że u Kowalskiej ten znak to też dźwięk, jakby się zastanowić,
to może kobiety tak bardziej sensorycznie zapamiętują, zresztą opisuje ją, nie facet, ale ta przyjaciółka, co jest narratorką, to ona widzi, że tamta jest piękna i zmysłowa i analizuje cały ten podryw. No, właśnie ona jest voyerem, jeśli facetka może być voyerem.

Ponadto Anna szuka znaku w spotkaniu z Marią, w pierwszym oczarowaniu:

MARIA:  Nie, powinnam od razu. Pakować się w jakąś wariatkę z zamkniętymi oczami…
ANNA:   Miałaś tę sukienkę w magnolie…
MARIA:  Po prostu cudowna propozycja na życzenie. Jak ktoś chce sobie zmarnować życie…
ANNA:  … ramiączka opadały przy każdym ruchu reki w górę…
MARIA. … jakbym nie miała dość problemów…
ANNA: … dotykałaś włosów, niby że przeszkadzają, niby przypadkiem…
MARIA … taka, co ma zawsze po drodze…
ANNA:  … jak pierwszy raz zobaczyłam twoje obojczyki…
MARIA  … ..potem odejdzie, a ja zostanę z głową w poduszce…
ANNA: … a jeszcze to światło za tobą… (przez żaluzje wsącza się smuga oświetlająca Marię)

MARIA: (płacze) … i….i…

M.: Zauważ, że scena napisana jest symultanicznie. To częsty chwyt w dramatach lesbijskich. Tym razem ten dialog naprzemiennych monologów oznacza uzupełnianie się opowieści, ale jest też informacją o trudności porozumiewania się, o lękach.

A.: I jeszcze. Te równoległe monologi są elementem sceny IV, która – podejrzewam – może być kluczowa dla sztuki. Tylko w tej scenie coś narusza porządek sytuacji dramatu, chociaż nie widać tego na pierwszy rzut oka.

O zmianie świadczą szukanie znaku, bezpośrednie wyznanie miłosne, jedyne

w tekście powstrzymywanie od snu. Jakby następowały –  samookreślenie, samoświadomość.

M.: Rzeczywiście, to coś w rodzaju „chwili trzeźwości”, bo w dramacie motyw snu jest rozbudowany: wszystko dzieje się w łóżku, bohaterki często usypiają po rozmowach, Anna i Maria mówią swoje jedyne monologi podczas snu. Anna mówi, kiedy Maria śpi i na odwrót. A w monologach sen to ostatnia komnata do otwarcia w duszy drugiej kobiety.

ANNA

Chciałabym nie usypiać, patrzeć na jej sen. Bo nigdy nie wiadomo, co ma w środku, co tam do niej przychodzi. Kiedy o tym myślę, nie mogę oddychać. Dokąd chodzi w snach?

 MARIA

W śnie wygląda na siebie, z tą przysłoniętą twarzą. (…) Jeśli chcę to sobie poukładać, muszę wypatrywać chwili, kiedy się jej nie śnię. Wiem kiedy. Czuję. Tylko wtedy mam ją – sama zostając na zewnątrz. Poza snem nie lubię odchodzić od niej za daleko. Boję się, że mogłaby przestać oddychać.

Sen to jedyna prawdziwa niedostępna rzeczywistość każdej bohaterki. Dlatego obie pragną wzajemnie zawładnąć tymi światami. Wtedy nastąpi prawdziwa jedność, kobiece królestwo. Sen jest bowiem kanałem kobiecej komunikacji, poza racjonalnością, poza męską kontrolą. We śnie Marii i Annie pokazują się przecież też ich babki.

A.: To podsuwa mi myśl, że relacja i sytuacja w dramacie to fantazmat. Sam tekst to rzeczywistość potencjalna, która dopiero się tworzy, powstaje jak dziwna tkanina, którą tkają wszystkie wątki Pogadywania…, a jej wzory są splątane, rozchodzące się, równoległe, czasem niedokończone. To też obrazuje wielowątkowy sposób mówienia kobiet – poruszanie kilku tematów naraz. Tak prowadzą rozmowy dziewczynki i staruszki, tak tworzą swoją historię. Ta polifoniczność tematów jest zadziwiająca i paradoksalnie spójna.

M.: W sztuce taka interpretacja jest uzasadniona. Anna opowiada historię ze szkoły o pleceniu gobelinu na lekcjach sztuki. Znaczące jest to, że bohaterka mówi o tym na końcu dramatu. Sztuka zostaje skończona, tkanina utkana. Tekst idiomatyczny powstał.

A.: I nie daje się uporządkować. Wymyka się. Konkretyzuje i porządkuje go jedynie – na jakimś poziomie – forma. Dramat podzielony jest na 8 scen, które nie muszą być – jak pisze autorka – potraktowane chronologiczne. Poszczególne sceny rozpoczynają inne wątki, potem dopiero zaczynają się plątać. Jednak plątanie nie dotyczy akcji – jest tak zredukowane, że trudno mówić o „dzianiu się”. Akcja się rozmywa.

M.: Tak jak lesbijstwo, choć wynika to z autorskich założeń. Inga Iwasiów w liście do redakcji „Dialogu” wyraźnie pisze, jakie miała intencje, kiedy tworzyła ten dramat:

 (…) drażni mnie atmosfera skandalu, podglądactwa z jednej, nieszczęścia, wyjątkowości z drugiej. Mój tekst, mam nadzieje, przesuwa te akcenty

Akcenty zostały rzeczywiście przesunięte. Lesbijstwo jest drugorzędne, na pewno wobec kobiecości. Rozumiem, że celem jest pokazanie życia lesbijskiego jako życia zwykłego. Izabela Morska w dramacie Moje życie królicze też tak chce widzieć swoją opowieść. Taka powinna być „norma”, ale to przyszłość – miejmy nadzieję. Jednak dziś w Polsce „uzwyklanie” oznacza przede wszystkim niewidzialność problemu lesbijstwa, które i tak jest przezroczyste. Słowo lesbijka w dramacie Ingi Iwasiów rzucone jest jakby mimochodem:

(…) Więc mu powiedziałam, że, nie pamiętam dokładnie, ale chyba, że jestem lesbijką (…).

Myślałam, że się odpierdoli, jak usłyszy coś takiego. I faktycznie, całkiem odpadł, tylko wszystkim rozgadał, potem nie miałam spokoju. Całe miasto huczało – nie takie duże, żeby nie mogło całe – i stawiało na to, z kim sypiam. Najbardziej wyglądało na Dorotę, przez studia pomieszkiwałyśmy razem, różni z imprez nawet potem widzieli, niby, że my coś tam. No, ona w wannie, ja na dywaniku, z rzygami pod dywanikiem. Ale daliby głowę, że widzieli. Dorota nawet nie zauważyła, piła wtedy ostro, permanentny odlot, może byłoby jej wszystko jedno, gdyby wiedziała. Zdaje się zresztą, że plotka do niej nie dotarła.

A.: Myślę, że celem autorki jest pokazanie zjawiska niemartyrologicznie, z większym dystansem. W niby nic nieznaczącym epizodzie widzimy jednak mechanizm, jaki automatycznie się uruchamia, kiedy w publicznej przestrzeni pada słowo lesbijka. Choć wydaje się tu tylko straszakiem na mężczyzn.

M.: Dzieje się tak dlatego, że relacja Marii i Anny budowana jest względem mężczyzny. Każda z bohaterek ma za sobą związki z mężczyznami – „dostarczycielami” orgazmu – które nie były satysfakcjonujące, ale trwały latami. Lesbijstwo wydaje się wytchnieniem od mężczyzn, zapewnia bliskość, ciepło, przyjemność, ale nie gwarantuje miejsca w sprawdzonym porządku społecznym. Jest więc efemeryczne.

A.: Jednak w Pogadywaniu… bohaterki tworzą związek. To nie jest urlop

od mężczyzn. Anna odlicza każdy dzień relacji z Marią: znam ją od trzech lat, siedmiu miesięcy i czterech dni. Poza tym w sztuce pada szalenie ważne sformułowanie – strefa bez fiuta – w feministycznym dyskursie to no man’s land, ziemia niczyja, ziemia bez mężczyzn, miejsce tylko dla kobiet, które się kochają, próbują się porozumieć i szukać języka. To przestrzeń w duchu postulatu Mary Dally, feministki i teolożki, która zachęcała do osadzania się tego, co kobiece, w „babskich” kręgach. Pogadywanie… zatem to sztuka ważna przede wszystkim z powodu feministycznego kontekstu. Feminizm to lekcja do odrobienia dla polskich lesbijek, które w większości powielają wzory heteropatriarchalne. To alternatywa wobec lesbijstwa postrzeganego

i opisywanego jako zjawisko seksualne i polityczne. I dla mnie ilustracją takiego myślenia są monologi. Gdy czytamy je publicznie , zawsze ktoś się wzruszy. Słyszysz, jak to dobrze przeczytałaś. A zgodnie z tym,

co ustaliłyśmy, prawie nie interpretujesz. Tekst daje sobie radę zupełnie sam. Zwłaszcza monolog Marii.

M.: Tak… i tu musi paść to nazwisko – Sarah Kane. Obie mamy wrażenie,

że monologi przypominają te z dramatu Łaknąć. Przede wszystkim zachłannością, która pragnie zawłaszczyć nawet sen drugiej kobiety.

Nie będziemy ich opisywać, zacytujemy po prostu fragmenty, które są podsumowaniem naszej rozmowy.

ANNA
(…)Opowiada czasem o czymś, co się wydaje podobne do mojego. Ma też całkiem inną, niedostępną biografię. Nie mogę znieść myśli o tym, że mnie zdarzała właściwie od urodzenia. Kochała ojca, matkę, siostrę, koleżanki, panią od polskiego, mężów, przypadkowe kobiety, kogoś w pracy. Dotykała czule sznurówek, zawiązanych przez siebie butów. Maszyny do pisania, klawiatury komputera, książek, gazet. A przecież porzucała buty, komputery i gazety dla nowych. Wystawiała je za drzwi. Pakowała walizki. Więc i mnie może porzucić. Upchnąć do osiedlowego pojemnika. Oddać na przechowanie i nie odebrać. Meczę ją wiecznymi przesłuchaniami, bo chciałabym, żeby nie miała przeszłości, żeby nie trwoniła się na innych ludzi, przedmioty, żeby wszystko było dla mnie (…).

 

MARIA
(…)Mój mały ptaszek, kruszynka. Obejmuje mnie z taką siłą, nikt by nie podejrzewał u niej takiej siły. W ramionach i udach, jak maszyna do zgniatania na jakimś gigantycznym placu budowy, tak mnie ściska, żebym naprawdę czuła (…). Nie chciałam tego wszystkiego. Wolałam trzymać się od niej z daleka. Nie chciałam jej zamyślenia, jej mięśni, jej niepicia, jej drobnych dłoni. Ale ona nie pytała mnie o zdanie, a teraz jest za późno. (…).

Damski TANDEM Twórczy (Agnieszka Małgowska & Monika Rak), Teatralia Warszawa
Internetowy Magazyn „Teatralia” numer 61/2013
Inga Iwasiówprofesor Uniwersytetu Szczecińskiego, literaturoznawca, krytyk literacki, poetka (Miłość), prozaiczka (Miasto-ja-miasto, Bambino), od 1999 redaktor naczelna dwumiesięcznika literackiego „Pogranicza”. Autorką monografii (Opowieść i milczenie. O prozie Leopolda Tyrmanda), rozpraw i esejów (Gender dla średniozaawansowanych), w których zajmuje się literaturą polską XX i XXI wieku ze stanowiska krytyki feministycznej. Publikowała m.in. na łamach: „Kresów”, „Nowych Książek”, „Tekstów Drugich”, „FA-artu”, „Borussii”, „Pamiętnika Literackiego”.
Damski TANDEM Twórczy istnieje od 2009, przygotował cykle: literacki Żywe radio, performatywny Maryjan i Krystina, filmowy Kino lesbijskie z nutą poliamoryczną: czytanie dramatu Portret lesbijek we wnętrzu; spektakle: Orlando. Pułapka? Sen, Fotel w skarpetkach, 33 Sztuka; organizuje O’LESS Festiwal.
Agnieszka Małgowska – absolwentka WOT, reżyserka, trenerka teatralna, scenarzystka, nauczycielka literatury.
Monika Rak – absolwentka WOT na AT, aktorka, dramatopisarka, graficzka, fotografka, realizatorka autorskich filmów dokumentalnych i videoartów.
dtandemt.blogspot.com