Teatr punktu (Filoktet)

Teatr punktu (Filoktet)

Punktu, przed i za którym coś jest. Barbarze Wysockiej udało się osiągnąć coś bardzo trudnego – niełatwo ukazać dzieło skończone, wybrzmiewające w pełni. Reżyserka otwiera nas jednocześnie na inne poruszone wokół spektaklu kwestie. My znajdujemy się jedynie w środku tej historii.

Mowa o Filoktecie Sofoklesa, sztuce mało znanej, niewystawianej wcześniej w Polsce. Ile można opowiadać o wojnie trojańskiej? Nie można wcale. To chyba jedna z najbardziej wyświechtanych opowieści w historii literatury. Nie trzeba o niej wspominać, by dzięki bohaterom biorącym udział w wojnie opowiedzieć coś całkiem innego. Bo Filoktet jest tekstem bardzo nieatrakcyjnym. Dużo słowa, mało akcji. Bohaterowie wiele mówią, przemawiają, ale niewiele robią. I ich słowami Wysocka postanowiła zapełnić (zapisać) opowieść o władzy, sile słowa i manipulacji. Dosłownie, bo ascetyczna scenografia – pochylona platforma – jest zapisywana przez Neoptelemosa imionami walczących w wojnie trojańskiej.

Idąc za myślą Heinera Müllera, który przepisał Filokteta, wydobywając z niego motywy władzy i moralności, Barbara Wysocka osiągnęła ten sam efekt, ale pozostała przy tekście Sofoklesa. Stworzyła jednak przedziwny kolaż – w prawie pustej, dającej kameralne wrażenie przestrzeni, umieściła jedynie czterech aktorów. Obnażyła teatralne zaplecze, nie zataiła niczego przed oczami widzów. Połączyła też nowoczesne, sportowe kostiumy (łuk Filokteta także nie jest stylizowany) ze strojami przywodzącymi na myśl ekspedycje badawcze sprzed kilkudziesięciu lat (Wiesław Cichy w roli Odyseusza i Chór odegrany przez jednego aktora, Rafała Kronenberga) oraz strojami przypominającymi współczesnych alpinistów (Adam Szczyszczaj jako Neoptolemos).

Odyseusz i Neoptolemos udali się na wyspę Lemnos, by namówić Filokteta (Marcin Czarnik) na powrót pod Troję. Filoktet, ukąszony przez węża w stopę, jest ciężko chory i niesprawny, więc nieprzydatny. Odyseusz porzuca go zatem na wyspie. W momencie, gdy być może Troja się obroni, a Grecy poniosą klęskę, przepowiednia Helenosa mówi, że jedynie świetny strzelec Filoktet i jego łuk, otrzymany od Herkulesa, będą w stanie doprowadzić do upadku Troi. Filoktet do walki wrócić jednak nie chce. W końcu jego rodacy, razem z wszechmocnymi bogami, zdradzili go i skazali na pewną śmierć na wyspie Lemnos. Filoktet, który tak mocno wierzył w ojczyznę swoich najdzielniejszych przyjaciół, Herkulesa i Achillesa, został przez nią brutalnie odrzucony. Czarnik doskonale nadaje swojej postaci odcienie upartego, wiernego swoim ideałom, ale złamanego i tak naprawdę bezbronnego bohatera. Kiedyś niepokonanego, teraz nienadającego się do walki i nieznajdującego powodu do życia. Jego wykrzywiona od razu stopa świetnie podkreśla fizyczne ślady zdrady.

Skoro więc Filoktet z pewnością nie zgodzi się wrócić do walki, należy go oszukać i ukraść mu łuk. Może z nim armii Odyseusza uda się wygrać? Przywódca wysyła po łuk Neoptelemosa, syna Achillesa, młodego, walecznego człowieka. Ale ten nie potrafi oszukać słynnego bohatera. Nawet gdy mu się to udaje – Filoktet darzy go zaufaniem, a jego ułomne ciało i tak nie pozwoliłoby mu walczyć – wraca z wyrzutami sumienia. Honor i szacunek dla wartości walczą w nim z myślą o dobru narodowym, o triumfie Greków. Łatwo uwierzyć w szlachetność Neoptelemosa, Adam Szczyszczaj świetnie podkreśla złamanie swojego bohatera, czasem dosyć piskliwym, dziecięcym głosem czy nadpobudliwymi reakcjami ciała. Ale my wiemy (treść Filokteta sięga jedynie do momentu wypłynięcia bohaterów z wyspy Lemnos), że ten sam młodzieńczy Neoptolemos będzie tym, który zrzuci Astyanaksa, syna Hektora, z murów upadłego miasta. Przepowiednia bowiem głosiła, że to on odbuduje Troję i pomści śmierć ojca. Wysocka pokazuje nam więc człowieka uwikłanego w swoją historię, ustaloną z góry przez wyrocznię i bogów.

Bo koniec tej historii również jest ustalony przez bogów. Wyjątkowo dla Sofoklesa opowieść rozwiązuje deux ex machina. Pojawia się Herakles, który każe Filoktetowi udać się pod Troję i dopełnić przepowiedni. Po co więc Filoktet tak mocno trwał przy swoich racjach, a Neoptolemos łamał sumienie na rozkazach Odyseusza? Działania wszystkich bohaterów są bez znaczenia wobec decyzji bogów, ale są też naznaczone wcześniejszymi wydarzeniami – tym, co doprowadziło do wojny trojańskiej, i tym, co działo się w jej trakcie.

 

Wysocka doskonale centruje w jednym miejscu bohaterów, znajdujących się przeddzień wielkiego zdobycia miasta Priama. Ta świadomość wprowadza całkiem inną perspektywę na władcze słowa padające ze sceny. Filoktet jest spektaklem idącym za literą Sofoklesa, ale we współczesnym odcieniu i prowadzącym w inne miejsca tej historii. Dzieje się tak nie tylko dzięki sprowadzeniu chóru do jednej postaci – zamiast usłużnego komentatora mamy równoprawnego partnerom bohatera – czy potraktowaniu dosłownie słów Heraklesa: przychodzę do was jak lew (w tym momencie grający go Wiesław Cichy ma na głowie ogromną maskę lwa). Tak zapewne wyglądało to w starożytnym teatrze. U Wysockiej jest tak samo, tylko wydźwięk się jest inny.

Magdalena Zielińska, Teatralia Warszawa
Internetowy Magazyn „Teatralia” numer 59/2013

Teatr Dramatyczny – Scena im. G. Holoubka w Warszawie

w ramach 33. Warszawskich Spotkań Teatralnych (18.04.–1.05.2013)

Filoktet

Sofokles

przekład: Robert R. Chodkowski

reżyseria, scenografia i opracowanie muzyczne: Barbara Wysocka

reżyseria światła: Andergrand Media + Spektakle

asystent reżysera: Adam Szczyszczaj

asystentka scenografa: Małgorzata Matera

koordynator projektu: Jacek Cimicki

inspicjentka: Ewa Wilk

suflerka: Magdalena Kabata

rekwizytor: Jacek Szpinko

realizacja światła: Dariusz Bartołd, Marek Matysiak, Kazimierz Blacharski

realizacja dźwięku: Rafał Dudek, Tomasz Zaborski

obsada: Marcin Czarnik (Filoktet), Adam Szczyszczaj (Neoptolemos),

Wiesław Cichy (Odyseusz, Herakles, Zwiadowca jako Kupiec), Rafał Kronenberger (Chór)

prapremiera: 30 listopada 2012 na Scenie na Świebodzkim Teatru Polskiego we Wrocławiu

fot. Natalia Kananow