Teatr nie zna limitów (Festiwal KON-TEKSTY)

Teatr nie zna limitów (Festiwal KON-TEKSTY)

Spektakl dla dzieci, dla młodzieży, dla dorosłych. Podziały są potrzebne, bo inne są możliwości percepcji, inna wrażliwość, inne problemy każdej z tych grup. Kolejna edycja festiwalu teatralnego KON-TEKSTY pokazuje jednak, że żywioł teatru potrafi porwać publiczność w każdym wieku, a dobry spektakl, nawet gdy zwraca swoją maskę do kilkulatków, może rozbawić i wzruszyć do łez także ich rodziców i dziadków.

Zainteresowanie festiwalem organizowanym przez Teatr Animacji jest coraz większe, publiczność ma okazję zapoznać się z różnorodnym, międzynarodowym repertuarem. Prawdziwą przyjemność daje obserwowanie równolegle ze spektaklami reakcji publiczności: dziecięcy widzowie odpowiadają żywiołowo, często całym ciałem, na sceniczne perypetie bohaterów, ale utrzymanie ich uwagi i zainteresowania nie jest łatwą sprawą. Zdobycie serc najmłodszej, kilkuletniej publiczności to dla aktorów duże wyzwanie.

Irene Winter w tym celu dwoi się i troi w przedstawieniu Co w trawie piszczy – także najzupełniej dosłownie: jej głos zostaje powielony i podłożony pod „żywe” dźwięki. Głoski i sylaby sygnalizują odbiorcom uniwersalne uczucia: smutek, radość, dezaprobatę, niepokój, a także naśladują odgłosy natury. To tło, często złożone z kilku warstw, bywa niemiłe, męczące dla ucha, a wielokrotnie powtarzane czynności i dźwięki, choć momentami zabawne, zmniejszają znacznie dynamikę spektaklu. Maluchy oglądają rozwój rośliny od nasionka po owoc, poznając mieszkańców ogrodu. Zanim bohaterka i publiczność skosztują plonów, konieczne będzie podlewanie, chronienie kwiatka przed niebezpieczeństwami, a nawet śpiewanie mu do snu. Mimo że mali widzowie nierzadko podchwytują dźwięki ze sceny i z zapałem śledzą akcję, to również dopingują aktorkę, gdy tempo staje się zbyt wolne. Spektakl jest zdecydowanie zbyt monotonny, ma niewyraźny, choć miły finał (publiczność zostaje poczęstowana jabłkami), brakuje żywego dialogu między dziećmi a aktorką. Szkoda, że warstwa dźwiękowa, na której wagę wskazuje już sam tytuł, została zrealizowana nie najlepiej, a w potencjalnie ciekawej oprawie plastycznej niewiele się dzieje.

Prawdziwe – nieprawdziwe Teatru Baj z Warszawy to z kolei propozycja pod względem scenografii bardzo rozbudowana, ale choć w warstwie wizualnej w tym wypadku dzieje się bardzo dużo, to uderza niewspółmierność tych elementów do wątłej treści widowiska. Wymyślne dekoracje złożone z ruchomych ekranów, zdjęć, kolorowe światełka, animacje, lalki różnego rodzaju w połączeniu z patosem zupełnie niepotrzebnie oddalają teatr od publiczności. Ze sceny płyną złote myśli i dobre rady podane zdecydowanie zbyt wprost, przedstawieniu brakuje dystansu, przesłanie płynące jako ciąg nakazów nie może trafiać na podatny grunt. Teksty wydłużane są w nieskończoność, a wypełniająca pustkę oprawa wywołuje wrażenie przesytu, momentami kiczu. Historia ułamanej Gałązki, której ufność i dobroć nawracają na drogę troski o świat małego niegrzecznego chłopca, co przypłaca swoim wierzbowym życiem, zamiast wzruszać i pobudzać do myślenia, nudzi i nie zachęca do dialogu.

Pojawiło się oczywiście również niemało spektakli, w których wiek widza przestaje się liczyć. Pes (pri)tulak to propozycja znanego z poprzednich edycji festiwalu Teatru Piki ze Słowacji. Żywiołowy duet Aulitisová–Piktor i ich skrzący pomysłami świat zwykłych-niezwykłych rekwizytów i postaci porywa od pierwszej sekundy widowiska. Całkiem poważny temat i niestroniąca od smutnych momentów historia niezbyt urodziwego psa śmieszy i ściska za serce. Prawie utopiony przez pierwszego właściciela, zanim trafi na swoją panią, żyje na wysypisku śmieci, w schronisku, błąka się po mieście. Relacja z małą Pigwą nie należy do łatwych. Piesek szybko jej się nudzi, zachcianka spełniona przez rodziców pod wpływem chwili zaczyna przeszkadzać. I pies, i dziewczynka potrzebują czasu, by się zaprzyjaźnić, ale uczucie, które ich połączy, będzie trwałe. Ze spektaklu bije autentyczna miłość do zwierząt i ludzi. Od tego, co się dzieje na scenie, nie sposób oderwać oczu: jest pies z patyków, z rękawiczki i pies but. Stół okazuje się śmieciarką, klatką, w kilku gestach zmienia się w samochód, a nawet całe mieszkanie. Energia aktorów i szczypta czułej złośliwości sprawiają, że scena tętni życiem. Zaskakują zabawne skojarzenia, rubaszne gagi. Widziany psim okiem świat potwierdza wrażenie, że psy są proste, to ludzie są skomplikowani. Na szczęście (dla psów i dla ludzi) „miłość jest ślepa”, jak stwierdza wyjątkowo szkaradny Henio z zapałem portretowany przez swego pana. Uroku pięknej i bezpretensjonalnej historii o potrzebie miłości i odpowiedzialności za drugą istotę dodaje akcent aktorów, którzy dzielnie grają w języku polskim.

Podczas festiwalu nie zabrakło spektakli dla młodzieżowej widowni. Stuffed Puppet Theater zaproponował spektakl Punch i Judy w Afganistanie. To teatr jednego aktora, Neville’a Trantera, który realizuje własne pomysły i tworzy autorskie lalki. Artysta nawiązał do tradycji teatru lalek, sięgając po aktualne tematy i równając pod ostrzem satyry dobrych i złych, mądrych i głupich, swoich i obcych. Tranter zahacza o politykę, międzynarodowe konflikty i grzechy mediów, bez skrupułów śmiejąc się z ludzkich słabości, okrucieństwa, wojny oraz śmierci. Średnio inteligentny Emil o, delikatnie mówiąc, niezbyt chlubnej chuligańskiej przeszłości dostaje w telewizyjnym show „drugą szansę”. Zostaje asystentem Nigela, który jedzie ze swoim spektaklem do Afganistanu, a tam… znika. Nigel szuka go, spotykając ludzi, zwierzęta, śmierć, diabła, a w końcu Osamę bin Ladena, z którego domu cudem udaje mu się zbiec (Emil nie miał tyle szczęścia) i zdać relację w amerykańskiej telewizji. Neville Tranter bawi się pomyłkami językowymi, dwuznacznościami, by dialogi miały podwójne dno, a niezrozumienie ośmieszało obie strony. Aktor daje swoim bohaterom pełnokrwiste teatralne istnienie. Animuje lalki w taki sposób, że nie można oderwać od nich wzroku. Każda z wyrazistych postaci to inny temperament, zachowanie, ton głosu, akcent. Bohaterowie są typowi, a jednocześnie posiadają bogaty zestaw indywidualnych cech. Wydaje się, że Tranter ma niewyczerpany arsenał środków: każda lalka nie dość, że mówi odmiennym głosem, to jeszcze jej relacja z animatorem ma zupełnie swoisty, żywy charakter.

Wnyk to kolejna historia dla tych, którzy stoją przed progiem dorosłości. Aktorzy Opolskiego Teatru Lalki i Aktora zgłębiają tęsknoty i pragnienia chłopaka, który rozpaczliwie pragnie miłości i poczucia sensu. Wykonawcy, stosując formę wspomnień, odcinają się od kreowanej osoby, wykorzystując lalki, budują dystans do pokazywanej historii, jednocześnie krzycząc w imieniu głównego bohatera – chłopaka, który w dniu osiemnastych urodzin postanawia zostać psem. Porzucić dawnego siebie, ograniczenia, bezpieczne więzienie, by stworzyć się na nowo i sprawdzić, czy świat nakazów i zakazów rzeczywiście istnieje jedynie w jego głowie. Wyrwać się ze świata, w którym na przyjaźń, miłość i nienawiść jest zawsze za wcześnie lub za późno. Dotknąć nieodwracalnego, śmierci ukrywanej przed młodymi, zarezerwowanej dla starych. Poczuć jak pies – nie myśleć, zatopić się w nieświadomości, mieć cztery łapy, biec. Bohater ucieka zagubiony, czyni zło, popełnia błędy, szuka, cierpi, ale może jeszcze można go dotknąć, zostaje nadzieja, że zaginiony osiemnaście lat temu pies odpowie na ciepłe słowo i gest miłości. Spektakl plącze się trochę w snutej historii, kilka razy wydaje się, że to już koniec, niektóre ze scen wydają się przesadzone. Ale te niedoskonałości można tłumaczyć charakterem przedstawionego problemu – nastoletnia publiczność reaguje z entuzjazmem na spektakl, doceniając, że twórcy bez osłonek mówią o miłości, seksie, moralności, śmierci, grają odważnie, mocno, fizycznie. Rozedrganie i wrzask stają się prawdziwe, Wnyk osiąga więc swój cel, dociera do tych, z myślą o których powstał, pozostając fascynujący także dla tych, którzy etap wkraczania w dorosłość mają już za sobą. Jak wiele innych propozycji poznańskiego festiwalu jest przede wszystkim dobrym teatrem, a skierowanie go do ściśle określonej grupy widzów jest jego siłą, wartością dodaną, a nie ograniczeniem.

Magdalena Kostuś, Teatralia Poznań
Internetowy Magazyn „Teatralia”, numer 62/2013

6 Międzynarodowy Festiwal Sztuk Współczesnych dla Dzieci i Młodzieży KON-TEKSTY, 13–17 maja 2013, Teatr Animacji w Poznaniu

 

Stuffed Puppet Theater (Holandia)

Punch i Judy w Afganistanie

reżyseria, scenografia, wykonanie: Neville Tranter

 

Teatr Baj (Warszawa)

Vytaute Žilinskaite

Prawdziwe – nieprawdziwe
tłumaczenie: Alicja Rybałko, reżyseria: Rimas Driežis, scenografia: Julia Skuratova, muzyka: Faustas Latenas, animacje komputerowe: Ewa Łuczak, asystent reżysera: Jan Plewako, obsada: Małgorzata Suzuki (Matka), Elżbieta Bieda (Gałązka Wierzbowa), Natalia Kiser (Siostry Gałązki), Elżbieta Bielińska (Ptak), Jan Plewako (Ślimak), Kamil Król (Chłopiec), Andrzej Bocian (Wiatr)
premiera: 22 maja 2011

 

Teatr Piki (Słowacja)

Pes (pri)tulak

scenariusz, reżyseria, wykonanie: Katarina Aulisova i Lubomir Piktor

 

Theater Des Lachens (Niemcy)

Co w trawie piszczy

reżyseria: Torsten Gesser
występuje: Irene Winter

 

Opolski Teatr Lalki i Aktora im. Alojzego Smolki

Robert Jarosz

Wnyk

reżyseria: Bogusław Kierc, scenografia: Danuta Kierc, ruch sceniczny: Michał Pietrzak, muzyka: Jacek Wierzchowski, obsada: Miłosz Konieczny (Syn), Mariola Ordak-Świątkiewicz (Pies/Matka), Aleksandra Mikołajczyk (Ona/Suka/Suczka), Łukasz Bugowski (Koleś/Ojciec), Anna Jarota (Kobieta)

premiera: 28 stycznia 2012

Magdalena Kostuś – urodzona w Poznaniu w roku 1984. Skończyła teatrologię i polonistykę na UAM. Pracuje jako korektorka i redaktorka. Zainteresowana historią sztuki, relaksuje się, malując kopie. Sprawdza możliwości ciała również w praktyce. Od wielu lat tańczy, próbując najróżniejszych technik ruchu. Jest instruktorką jogi, prowadzi zajęcia w kilku poznańskich klubach.