Teatr bliżej dziecka

Teatr bliżej dziecka

Mogłoby się zdawać, że festiwale czy przeglądy teatrów dla dzieci to doskonały moment na ocenę i podsumowanie sztuki teatralnej skierowanej do najmłodszych. Jest to jednak złudne przeświadczenie, skoro oceniać będziemy jedynie wycinek polskiego repertuaru dziecięcego, który został zaprezentowany podczas jednego przeglądu. Na podstawie skrawka nie jesteśmy w stanie diagnozować i wydawać sądów o całości. Mimo to ocena wydaje się usprawiedliwiona o tyle, o ile można przyjąć, że na przeglądy i festiwale przyjeżdżają spektakle skądinąd popularne – bądź to same w sobie, bądź to jako dzieła znanych teatrów dla dzieci. Wówczas na podstawie popularności jako kryterium udziału w przeglądzie możemy domniemywać, że spektakle te trafiają do stosunkowo dużego grona odbiorców, a więc wyznaczają pewne trendy wśród widowni. I w tym ujęciu możemy posłużyć się nimi do budowania refleksji na temat ogólnego stanu teatrów dla dzieci.

Podczas tegorocznych ferii zimowych w województwie małopolskim odbyła się 20 edycja Festiwalu Teatrów dla Dzieci w Nowohuckim Centrum Kultury w Krakowie. Na scenie mogliśmy zobaczyć dziesięć spektakli dla młodego widza, których fabuły oparte zostały zarówno na bardzo znanej literaturze dziecięcej (np. Kopciuszek Teatru Lalki i Aktora Kubuś z Kielc czy Brzydkie kaczątko Bydgoskiego Teatru Lalek Buratino), jak i na współczesnych scenariuszach (Karius i Baktus Teatru Lalek Rabcio z Rabki-Zdroju czy Bleee Teatru Maska z Rzeszowa). W tym miejscu należą się niskie ukłony organizatorom festiwalu. To niezwykle ważne, żeby takie przeglądy i spotkania teatralne się odbywały – ważne dla edukacji teatralnej, ale także promocji sztuki dla dzieci i uświadamiania rodzicom, że teatr nie jest intelektualną formą rozrywki przeznaczoną wyłącznie dla dorosłych. Dzieci też mają możliwość uczestnictwa w spektaklach przygotowanych specjalnie dla nich, jest to inwestycja w rozwój emocjonalny i artystyczny dzieci. A przede wszystkim – że teatr to świetna zabawa dla najmłodszych.

Przygotowując tekst podsumowujący 20 edycję Festiwalu Teatrów dla Dzieci doszłam do wniosku, że na nic zda się tutaj recenzowanie każdego festiwalowego przedstawienia. Co prawda polska krytyka teatralna dotycząca spektakli dziecięcych nie należy do najpopularniejszych zajęć recenzentów i jest stosunkowo uboga w ilość publikacji, więc na pewno warto byłoby się nią zająć. Festiwal, który miałam okazję obserwować, skłonił mnie do szerszych refleksji na temat stanu polskiej edukacji teatralnej dla najmłodszych, na którą – poza przedstawianym dziełem – składa się sytuacja przed spektaklem, przestrzeń uczestnictwa w spektaklu czy to, co wydarza się zaraz po nim. Refleksje te są również pokłosiem niedawno opublikowanego raportu dotyczącego stanu publiczności teatralnej w stolicy. Raport wskazuje m.in. na słabą autorefleksję widza, spowodowaną jego pasywną postawą wobec przedstawień. Przyczynia się do tego przestrzenny podział „widz-scena” oraz mała wiedza odbiorcy na temat teatru w ogóle.

I tu bolesna pofestiwalowa konkluzja: nie jest dobrze. Jest po prostu nijak. Czasem – jeśli wziąć pod uwagę rzeczywistą przestrzeń spotkania – jest po prostu źle. Z żalem krytykuję sytuację, która przecież wymaga pochwały – pomysł Festiwalu Teatrów dla Dzieci to inicjatywa świetna i warto ją promować. Dlatego wyjaśniam, że krytyce poddane zostaną pewne warunki zewnętrzne festiwalu, które – w mojej ocenie – wpływają na jego jakość. Bynajmniej nie chodzi tu o kwestie materialne: brak szatni, przejmujące zimno na sali czy problemy z nagłośnieniem. Zdecydowanie nie – z podanymi przykładami nie spotkałam się podczas Festiwalu i tego typu zaplecze mogę jedynie pochwalić. Chodzi natomiast o kategorię bliskości w teatrze dla dzieci.

Bardzo duża sala widowiskowa Nowohuckiego Centrum Kultury, poza pierwszymi rzędami, w znacznym stopniu tę bliskość wyklucza. Siedząc w przedostatnim rzędzie zastanawiałam się, na ile jestem w stanie obcować z tym, co dzieje się na scenie, tu i teraz, na ile zaś jestem zewnętrznym obserwatorem wydarzeń, które oglądam jak na ekranie kinowym, nie mając na nie żadnego wpływu. Akcent kładę tu na słowo „oglądać”, w teatrze stojące w antynomii do „uczestniczyć”. We wspomnianej sytuacji ja, widz, nie jestem w stanie uczestniczyć w spektaklu, bo nie czuję jego energii, jest mi dosłownie zbyt daleki, mogę go jedynie oglądać jak obrazy w fotoplastykonie. Tymczasem rzeczywistość dziecka to rzeczywistość poznania poprzez kontakt, a jego percepcja nie zasadza się na poznaniu zewnętrznym, obserwującym; poznanie u dziecka wynika z integracji, z bliskości. Podkreślam, że myślę tu o poznaniu, którego efektem nie jest przyswojenie i mimowolna akceptacja oglądanych obrazów, ale oswojenie z nimi poprzez bliskie obcowanie i płynąca z tego oswojenia zgoda.

Oczywiście z biegiem lat sytuacja poznawcza przestaje być kreowana głównie przez zbliżenie, ale nie zapominajmy, że na widowni NCK siedziały dzieci w wieku przedszkolnym i wczesnoszkolnym, które jeszcze nie do końca uczestniczą w zdarzeniach na poziomie zewnętrznej obserwacji. To trochę tak, jak z byciem aktywistą społecznym – jego siła i wola walki zasadza się na mocnym zaangażowaniu w zdarzenie i w sytuację, w to, co tu i teraz. Tylko będąc wciągniętym w wir zdarzenia, będąc zaangażowanym poprzez bliski kontakt, można być aktywnym. To samo tyczy się aktywizacji na poziomie emocjonalnym i intelektualnym najmłodszych dzieci i ich odbioru sztuki teatralnej. Dzieci muszą być blisko, aby oswoić się z tym, co na scenie, żeby móc to polubić. Jest to kwestia bliskości zewnętrznej, która z kolei może być pomostem do bliskości wewnętrznej, rozumiejącej. Już nawet nie na poziomie przyswajania pewnych promowanych na scenie wartości, ale na poziomie rozumienia mechanizmów teatralnej zabawy.

Współpracując z teatrem wystawiającym sztuki dla młodego widza, doskonale rozumiem, że poza myśleniem ideowym i misyjnym istnieją jeszcze kwestie finansowe, które mają duży wpływ na liczebność widowni, a co się z tym łączy – odległość młodego widza od sceny. To oczywiście jest bardzo trudna sytuacja, ale uważam, że można ją rozwiązać, rozkładając mądrze akcenty, trzeba sobie zadać pytanie: co jest celem naszych działań? Nie upraszczam do kategorii „ilości” i „jakości”, ale warto wiedzieć, po co właściwie robi się ten teatr dla dzieci i jakich – poza samym spektaklem – środków można użyć. W teatrze monumentalnym dzieci się zgubią i nie będą mogły się bawić, a przecież wspólna zabawa ma tu wielkie znaczenie.

Teatr dla dzieci wcale nie musi być dydaktyczny, choć oczywiście może taki być. Na pewno powinien być rodzajem wspomnianej zabawy, gdyż dzieci poprzez zabawę poznają świat, ale przede wszystkim otrzymują dużo radości i satysfakcji. Każda zabawa rządzi się swoimi prawami, ma swoje zasady. Jeżeli czytać spektakle dla dzieci jako przestrzeń i czas symbolicznej zabawy dziecięcej (Jean Piaget terminem zabawy symbolicznej obejmuje zabawy dziecka, w których w procesie twórczym wytwarza ono własne wyobrażone światy), jak rozumiał je polski pedagog teatru Jan Dorman, to każdy przedmiot, słowo, działanie i człowiek w spektaklu ma dla dziecka metaznaczenie. Przedmioty ulegają animizacji, przestrzeń jest symboliczna, wszystko nabiera znaczeniowej proporcji typowej dla świata dziecka. Ale podczas zabawy dziecko samo oswaja przedmioty, buduje wyobrażoną przestrzeń, nadaje znaczenie czasowi, decyduje o podziale ról, wymyśla je, poznaje. Na scenie nie ma takiej możliwości, bo wszystko zostało już wcześniej ustalone przez twórców spektaklu. Może warto zatem przed spektaklem wprowadzić dzieci w świat sceniczny tak, żeby mogły go dotknąć – jego rekwizytów, mechanizmów nim sterujących. Tak, żeby mogły przez chwilę zastanowić się, jak to wszystko działa. I przede wszystkim żeby mogły ten świat oswoić i poczuć z nim prawdziwą więź i bliskość, tę wewnętrzną, poprzez zrozumienie reguł zabawy, w której zaraz będą uczestniczyć. Być może wówczas odległość od sceny nie będzie miała już takiego znaczenia, bliskość wewnętrzna zniweluje niespełnione kryterium bliskości zewnętrznej .

Takie działania jak warsztaty wprowadzające do przedstawienia, popularyzowane przez Instytut Teatralny im. Zbigniewa Raszewskiego (m.in. program Teatr Polska, w ramach którego teatry objeżdżają ze spektaklami miejsca, w których dostęp do teatru jest utrudniony, przy okazji spektaklu organizując szereg warsztatów wprowadzających, dyskusji i spotkań z autorami sztuk i aktorami), odgrywają bardzo ważną rolę – zwłaszcza w teatrze młodego widza. Rzeczywistość sceny dzięki uprzedniemu poznaniu może stać się rzeczywistością bliską dziecku. W dziecku odżywają skojarzenia i wątki, które otrzymał podczas poprzedzającego występ spotkania-warsztatu (np. bliska staje mu się pacynka księżniczki, której sam przed chwilą dotykał i którą próbował animować, pacynka staje się „jego” księżniczką), dzięki czemu spektakl zyskuje szansę bycia dla dziecka ważnym. A o to przecież chodzi. O to, żeby teatr był ważny – czy przez dawanie narzędzi do rozumienia i poznawania świata, czy po prostu przez czystą zabawę i dawanie powodów do radości. Widz dorastający w przeświadczeniu, że teatr jest „fajny”, wyrasta na stałego bywalca teatru, z wiekiem coraz bardziej świadomego jego roli i wchodzącego z nim w konstruktywną relację. Taki widz zwyczajnie nie boi się teatru, potrafi i chce z nim polemizować, nie jest widzem biernym.

Myślenie o potrzebie przygotowania dzieci do uczestnictwa w spektaklu i na spotkanie z poruszanymi w teatrze wątkami jest jednym z podstawowych działań współczesnej edukacji teatralnej w Polsce, które – poza pewnymi wyjątkami, takimi jak Stowarzyszenie Pedagogów Teatru – jest wciąż słabo uświadomione. Warto jednak wspomnieć, że tego typu działania popularyzują się. Pedagogów teatru przygotowujących ofertę dla dzieci i młodzieży zatrudniają m.in. Teatr Rozmaitości w Warszawie, Opolski Teatr Lalki i Aktora czy stołeczna Opera Narodowa, a edukacyjna mapa teatralna wciąż się zapełnia.

Kończąc, warto zadać sobie jeszcze jedno ważne pytanie dotyczące widza: dla kogo rzeczywiście są te spektakle i festiwale? Czy dla recenzentów i niektórych rodziców, żeby mogli zastanowić się i rozważyć jakość współczesnego teatru dla dzieci? Czy dla dzieci właśnie? Bo jeśli dla dzieci, to pozwólmy dzieciom być blisko.

Weronika Idzikowska, Teatralia Kraków
Internetowy Magazyn „Teatraliaˮ numer 46/2013

XX Festiwal Teatrów dla Dzieci w Nowohuckim Centrum Kultury w Krakowie, 14˗25 stycznia 2013

fot. archiwum Teatru Wielkie Koło z Będzina