Taniec z mąki zrodzony (Oni)

Taniec z mąki zrodzony (Oni)

Jaja. Oddziel żółtka od białek. Byle substancja żółta nie przelała się do białej. Bo piana się nie ubije, ciasto nie urośnie, będzie zakalec, płacz i zgrzytanie zębami. Utopisz się we wstydzie. W misce mąki. Mąkę trzeba ugniatać. Starannie i z uczuciem, w rytmie płynnym, ale nie nazbyt dynamicznym. Nie zagalopuj się w tym ugniataniu. Trzeba uważać na te przeklęte mączne drobinki, co tak chętnie zasypują wypucowaną o świcie podłogę. Nie jesteś przecież Dziadkiem Mrozem, żeby się cieszyć z puszku pod papciami.

Od karykaturalnego obrazka typowej, amerykańskiej najpewniej, kury domowej, tak znienawidzonej przez feministki, zaczyna Caroline Finn choreografię spektaklu Oni (artystka wciela się tutaj w postać głównej bohaterki, Bernadette). Jabłko jabłku nie równe. Szarlotka wymaga odpowiednio wyselekcjonowanych owoców oraz przemyślnego, by nie rzec refleksyjnego, ich skrojenia. Siekanie i obieranie urastają do rangi czynności podmioto-twórczej. Pokaż mi swoje ciasto, powiem ci, kim jesteś. Tożsamość kobiety konstytuuje się nie w procesie konstruowania spójnej narracji, jak chcieliby narratolodzy, ale – zgodnie z nonszalancko-tępymi hasłami apostołów patriarchalizmu – w rytuałach około-kuchennych.

Miska i chochla – oto prawdziwe atrybuty kobiety-kwoki. „Mieszaj albo…” – chciałoby się powiedzieć, parafrazując McKenziego. A zatem miesza tytułowa Ona. Makro- i mikro-kosmos spotykają się w plastikowej misie – synekdosze kobiecego istnienia. Miesza i szlag ją trafia. Bo kogo by nie trafił. Pieczenie uczy pokory. Tak. Piękna jest Caroline Finn w swoim tańcu mąką i jajem obciekającą łyżką prowadzonym. Tancerka cała zdaje się pieczeniem. Jej ciało, początkowo ujarzmione i estetyczne, stopniowo przekształca się w wirującą, przelewającą się z jednego bezformia w kolejne rozszalałą masę. Taniec staje się coraz bardziej dynamiczny, by w końcu przemienić się w abstrakcyjną wizualizację kuchennego absurdu. Wyrzucanym w nieładzie, (co nie znaczy, że bez wirtuozerii!), kończynom wydaje się towarzyszyć niemy krzyk: „D-O-Ś-Ć!!!”. Finn ucieleśnia szaleństwo. Jej choreografia to tragikomiczna, przepuszczona przez medium tańczącego ciała rejestracja dochodzenia do tego momentu, w którym obowiązek pokornego wpisywania się w role społeczne i wytrwałego odgrywania płci kulturowej staje się nie-do-zniesienia. Przelała się czara (szarlotkowej) goryczy. Na usta Bernadette cisną się same brzydkie słowa. I chociaż nie wypowiada ani jednego, jej rozgorączkowane ciało wydaje się materializacją plątaniny wszelkich możliwych przekleństw. Ruch przestaje symbolizować, taniec zostaje wyswobodzony z ograniczeń konwencji, by być już niczym więcej, jak ekpresyjno-abstrakcyjnym przedłużeniem podmiotu, który dryfuje poza granicami kobiety jako produktu. Dość kwakania. Bernadette będzie jednak powracać do kuchennego blatu boleści. Działają w niej bowiem mechanizmy samokontroli i auto-ujarzmiania. Człowiek czasem sam sobie jest strażnikiem z Panoptikonu. Dramaturgia choreografii Finn opiera się na wychodzeniu z roli kury i do niej powracaniu. Niekończąca się historia?

Na scenie jest jeszcze On (Alan Brooks). W purpurowym kapelusiku od początku wydaje się jakiś dziwny. Trochę ciamajdowaty, zdecydowanie nadpobudliwy, nieco zidiociały, może neurotyczny. Niby męski, ale w męskości swojej przerysowany. I to dość wywrotowo, bo nie w stronę supersamca-superchama, a raczej – półgłówkowatego mamisynka. Bernard wyraźnie nie radzi sobie z życiem ani, tym bardziej, z kobietą, której nawet indyk wymyka się spod kontroli. Nad ich spotkaniem ciąży piętno katastrofy. Katastrofę mają przecież oboje niejako wpisaną w swoje wykoślawione istnienia. Ale może w szaleństwie jest metoda. Taniec, jak i miłość, bliski jest przecież obłędowi, a w obłędzie wszystko może się wydarzyć. Ciała są mądrzejsze od ludzi. Caroline Finn zapala światełko w tunelu.

Alicja Müller, Teatralia Kraków
Internetowy Magazyn „Teatralia”, numer 130/2015

3. Międzynarodowy Festiwal Teatru Formy „Materia Prima”, 21-28.02.2015, Kraków

Oni

choreografia: Caroline Finn

obsada: Caroline Finn, Alan Brooks

fot. Jens Corvin

Alicja Müller, rocznik 1991, studentka filologii polskiej, z „Teatraliami” związana od 2010 roku. Miłośniczka absurdu i dadaistów.