Taneczne zawirowania

W środowisku tańca zawrzało od jubileuszy. Taneczne święto odbyło się także w Warszawie – dziesiątą rocznicę obchodził bowiem Festiwal Teatrów Tańca Zawirowania.

Od dziesięciu lat warszawiacy przez kilka dni mogą uczestniczyć w tanecznych wydarzeniach – oglądać spektakle, brać udział w warsztatach. Organizatorem imprezy jest powstały w 2004 roku Teatr Tańca Zawirowania, nic więc dziwnego, że z okazji jubileuszu festiwalu uczczono także jubileusz teatru, prezentując aż cztery jego realizacje. Nie widziałam, niestety, wszystkich festiwalowych prezentacji. Te, które udało mi się zobaczyć, mogę jednak wyraźnie rozgraniczyć.

Polskie prace przede wszystkim buduje światło. Początkowa sekwencja The Conspiracy Fundacji Artystycznej PERFORM wykonywana jest nago, w pewnego rodzaju półmroku. Nie dostrzegamy w pełni ciał tancerek, skupiamy się bardziej na wykonywanych przez nie ruchach. Poszczególne sceny oddzielone zostały od siebie wyciemnieniem światła, podczas którego artystki mogły założyć kolejne części garderoby – najpierw bieliznę i treningowe koszulki, potem już kompletny strój przypominający żołnierskie ubranie. Podstawą choreografii są tu partnerowania między tancerkami, przypominające toczącą się między nimi walkę, której rozstrzygnąć nie sposób. Interesująca jest siła, z jaką wykonywane są poszczególne gesty, utrzymująca się, niestety, na jednym poziomie. Brak tu także wyraźnie zarysowanych ram dramaturgicznych. Jeśli widz nie skupi się na relacji między artystkami rozgrywającej się na poziomie samego ruchu, praca może być odbierana jako zbyt jednostajna.

Bardzo intymne wydają mi się spektakle Teatru Tańca Zawirowania – Fuera de campo i Tomorrow. Światło pozwala skupić się na ciele tancerzy, dostrzec w pełni ich fizjonomię. Dostrzegam jednak pewne podobieństwo konwencji, jakie w nich zastosowano. We Fuera de campo mamy na scenie czwórkę tancerzy, których ciała zostały wyeksponowane, ukazując ich indywidualizm. Partie solowe przeplatane są duetami oraz sekwencjami zbiorowymi. Wyraźnie dostrzec można różnicę w konstrukcji scen jednoosobowych i grupowych (z korzyścią dla tych bardziej intymnych). Mimo iż choreografia wykonywana jest równo i bardzo poprawnie, nie zachwyca wydaje się raczej monotonna. W solowym ruchu tancerzy dostrzec można natomiast pewne ograniczenia – ich ciała są bardzo zamknięte, mało estetyczne, nie mają w sobie lekkości. Fuera de campo to praca niezbyt emocjonalna, nie jest też typowo konceptualna. Podobnie jest z solo wykonywanym przez Elwirę Piorun. Interesujące, że prace tworzone były przez dwóch różnych choreografów – ruch tancerki w obu z nich jest bowiem podobny. W obu zbliżoną rolę pełni także światło, wyznaczające kolejne sekwencje. Artystka powtarza w nich pewne gesty, obudowując je nowymi ruchami i znaczeniami. Jest przy tym bardzo skupiona, można odnieść wrażenie, że tematem tej pracy jest mierzenie się z codziennością i problemami własnej tożsamości. Tancerka uderza się w twarz, przez co wyraża brak akceptacji dla siebie samej. Potem jednak walczy z tym stanem, jakby chciała udowodnić sobie, że nie czas jeszcze, by zejść ze sceny.

Polskie realizacje, niestety, odbiegają poziomem od prezentowanych prac zagranicznych. Spektakl w wykonaniu Zagreb Dance Company to przede wszystkim praca znakomita pod względem technicznym. Tancerze poruszają się na wielu planach, pojawiają się tu i partie solowe, i grupowe – we wszystkich doskonale jednak wyeksponowane zostały ruchowe umiejętności artystów. Nie do końca wiadomo, w jakiej przestrzeni znajdują się wykonawcy – jest ona trochę tajemnicza, trochę nieodkryta, nie do odgadnięcia. Nie przeszkadza to w skupieniu się na ruchu – płynnym, impulsywnym, emocjonalnym.

Najczęściej oglądam spektakle taneczne, w których oprócz ciał tancerzy na scenie nie znajduje się nic, albo jest to zaledwie kilka charakterystycznych elementów lub rekwizytów. Box Mèlancolique w wykonaniu Aura Dance Theatre z Litwy to dla mnie więc spektakl szczególny, posiadający bardzo szczegółowo dopracowaną scenografię. Po wejściu do sali od razu poczułam klimat, w którym utrzymane zostało wnętrze – sygnalizowało, że nie jesteśmy w aktualnej rzeczywistości, lecz cofamy się o kilkanaście lat. Na scenie pojawiły się między innymi łóżko, stolik z krzesłami, fotele, meble, dużo zdjęć poprzyczepianych na ścianach. Detale przyciągają uwagę, początkowo wydaje się, że mogą przytłumić taniec, który jest tutaj najważniejszy. To jednak tylko pozory, bowiem ruch czwórki tancerzy jest bardzo charakterystyczny. Nie pozostają w pozycji pionowej – korpus każdego z nich, wraz z rękoma oraz głową, zostaje odchylony do tyłu, punkt ciężkości spoczywa na nogach, kierujących ciałami wykonawców. Ta bardzo interesująca poza powraca w kolejnych sekwencjach, artystów naśladuje także jeden z widzów wciągniętych w działania sceniczne. Nie jest jedyną osobą, która przez chwilę z oglądającego stała się oglądanym. Założeniem choreografa jest, by publiczność aktywnie uczestniczyła w Box Mèlancolique, dlatego w kolejnych scenach coraz więcej widzów otrzymuje od tancerzy konkretne zadania. Czasem mają po prostu zasiąść przy stole i obserwować spektakl z zupełnie odmiennej perspektywy, innym razem powinni tańczyć razem z występującymi. Kiedy wydaje się już, że oprócz zabawnych sytuacji z udziałem publiczności nic więcej się nie wydarzy, tancerze zaskakują, wchodząc ze sobą w interakcje. Szczególne jest tu partnerowanie między mężczyznami – bardzo żywiołowe, ale też niezwykle lekkie, tancerze świetnie wyczuwają siebie nawzajem. Warstwa wizualna i ruchowa dopełniona została także przez muzykę – rozluźniającą napięcie, dodającą subtelności całemu spektaklowi.

Ostatnim festiwalowym przedstawieniem było Beautiful Beast szwedzkiego zespołu Norrdans. Widziałam ich kilkanaście miesięcy temu w realizacji AB3, skierowanej do małego odbiorcy. Już wtedy zachwyciła mnie płynność ich ruchów, precyzyjne wykonywanie choreografii. Po występie na Zawirowaniach spodziewałam się więc wiele – i nie zawiodłam się. To chyba najlepsza ze wszystkich obejrzanych przeze mnie w ramach tegorocznej edycji prac. Dużym zaskoczeniem była muzyka wykonywana na żywo przez fiński zespół Gjallarhorn. Piękne dźwięki odnoszące się nieco do skandynawskiej mityczności, wzbogacone nowoczesnym brzmieniem, stały się punktem wyjścia dla ruchu tancerzy. Ośmiu wykonawców na scenie prezentuje się wspaniale – są bardzo dokładni, a przy tym niezwykle ekspresyjni, wywołują wiele emocji. Ruch i muzyka zostały sprzężone, są od siebie zależne, żadna z warstw nie dominuje. Nie jest to jedynie dobra grupowa choreografia – każdego z tancerzy cechuje duży indywidualizm, każdy zaskakuje w innej sekwencji. Oglądanie ich ciał, którymi kierują bliżej nieokreślone impulsy, to czysta przyjemność. Są niesamowicie elastyczne, wyrażają dzikość i estetyczne piękno, z jednej strony nieokiełznane, z drugiej – płynne i łagodnie falujące. Ich taniec ukazuje głębię – poprzez fizyczność przekazują różnorodne emocje, wywołując w widzu coraz większe napięcie i podekscytowanie. Patrząc na Norrdans przychodzi na myśl jedno: by tego typu prac oglądać więcej.

Marta Seredyńska, Teatralia Poznań
Internetowy Magazyn „Teatralia” numer 108/2014

10. Międzynarodowy Festiwal Tańca Zawirowania (24–29 czerwca 2014)