Tam, gdzie kończy się raj... (Paradise lost)

Tam, gdzie kończy się raj… (Paradise lost)

Samuel Johnson napisał, że kto staje się potworem, zrzuca z siebie ciężar bycia człowiekiem. W piekle Raju Utraconego, już prawie nie ma nic ludzkiego. Panuje mrok i tylko skądś dochodzi czasem światło.

Potworność, na granicy zwierzęcości, wpisana jest w ciała tancerzy. Skulone i pochylone sylwetki mają w sobie również coś pierwotnego. W otwierającej spektakl, wolno rozwijającej się sekwencji, widzimy najpierw pochylone ciało i plecy. Reflektor, świecący w kierunku widowni, sprawia, że kontury sylwetki zostają zamazane, a na podłodze powstaje cień. To właśnie tam można zobaczyć anielskie skrzydła w pełnej okazałości. Eteryczność cienia każe zapytać o status tej postaci. Czy to strącony Anioł, który podnosi się z upadku? Ikar, który doleciał do Słońca, ale spłonął z powodu swojej pychy?

Przez nieustannie pojawiające się cienie i odbicia światła powstaje wrażenie istnienia innych światów. Na półprzezroczystej kurtynie, zawieszonej na horyzoncie sceny, jak na powierzchni wody, pojawiają się refleksy świetlne. Pod powierzchnią morza, istnieje świat trudniej dostępny. Tam wszystko jeszcze bardziej jest zamazane. Gdy dwójka kochanków próbuje jeszcze odnaleźć w sobie coś ludzkiego, zza kotary obserwuje ich upadły anioł. Jest niewzruszony. Czy stara się przeciągnąć ich na drugą stronę? Co jakiś czas udaje mu się ich rozdzielić. Półnadzy, wykonują potworny taniec. Danse macabre, który przeraża widza, ale jego artystom przynosi chwilę niepokojącego spokoju.

Sekwencje tańca powykrzywianych, drżących ciał w piekle są na tyle oczywiste, że popadają w banał. Perfekcja ruchu i jego dzika intensywność sprawiają, że diabelski chaos nie ma prawa zaistnieć. Może właśnie o to chodzi? O tę tlącą się nadzieję na ucieczkę z potwornej ostateczności? Wkrada się patos. Gwałtowny ruch wywołuje coraz większe zmęczenie tancerzy, którzy jednak walczą ze swoimi ciałem i negatywnymi emocjami, które ten zwierzęcy, seksualny taniec w nich wywołuje.

Równorzędnym bohaterem przedstawienia jest światło. Potrafi ono palić jak ogień piekielny, ale także pełni rolę niewidzialnego przewodnika, karzącego patrzeć wyżej. Wzrok tancerzy zawsze za nim podąża. Fizyczne natężenie wtedy opada. Niestety wraz z uwagą widzów.

Samir Calixto w choreografii spróbował oddać dziesięć tysięcy wersów poematu Johna Miltona. A w dedykacji napisał: „Dedykuję to dzieło wszystkim kobietom. Ich naturze karmicielek, obdarzonych darem spajania wszystkiego i wszystkich. Dedykuję je szczególnie tej, za którą tak ogromnie tęsknię. Zawsze”. Tylko ta ludzka tęsknota, łącząca dwa równoległe światy uciekła gdzieś przed nieludzką poezją ruchu.

Julia Lizurek. Teatralia Kraków
Magazyn Internetowy „Teatralia”, nr 139/2015

III Międzynarodowy Festiwal Tańca Współczesnego „KRoki”

Kraków, 17–24 maja 2015

Korzo Theatre (Holandia)

Paradise lost

choreografia, koncepcja artystyczna: Samir Calixto

taniec: Quentin Roger, Ewa Sikorska, Samir Calixto

projekt oświetlenia: Pavla Beranová

scenografia: Samir Calixto, Pavla Beranová

tatuaże: Iris Avelino (projekt i wykonanie) oraz Eyjólfur Eyjólfsson

muzyka: No Man’s Land – oryginalna kompozycja Kate Moore, nagrana specjalnie dla tego projektu przez członków zespołu Cello8ctet Amsterdam (Sanne Bijker, Karela Bredenhorsta, Stephana Hebera oraz Marcusa van den Munckhofa), fragment Amicta Sole – kompozycja Alexandra Knaifela – w wykonaniu Mścisława Rostropowicza, Tatiany Melentiewej i Chóru Uczelni Muzycznej im. M. Glinki oraz Państwowej Orkiestry Ermitażu, pod dyrekcją Arkadego Szteinluchta

dźwięk i efekty wideo: Harmen Straatman

fot. mat. teatru

Julia Lizurek, rocznik 1990, studentka wiedzy o teatrze, poszukiwaczka poezji w życiu i w teatrze.