Sztuka współczesna dla najmłodszych

Sztuka współczesna dla najmłodszych

Dzień Dziecka. W programie Dni Sztuki Współczesnej w Białymstoku w tym szczególnym momencie znalazło się kilka propozycji skierowanych do młodszych widzów. Dla dzieci w wieku do czterech lat przewidziano interaktywny spektakl Studia Teatralnego BLUM Co to?. Dla starszych zorganizowano warsztaty z animacji przedmiotu i plenerowe przedstawienie Dziadek. Nad obiema propozycjami artystyczną pieczę sprawował teatr Adama Walnego. Także artyści z Anima Vilis zagościli w samym środku placu zabaw w centrum miasta, aby wspólnie z dziećmi puszczać bańki mydlane.

W jedynej propozycji festiwalu – teatru najnajów – warto docenić przestrzeń artystycznych działań w podwójnym tego słowa znaczeniu. Każdy maluch otrzymał przed pokazem swój indywidualny bilecik z kolorowym znakiem zamiast numeru. Powiększenie rysunków znajdowało się na poduszkach tworzących część widowni dziecięcej. Dla dorosłych przewidziano pufy, zaś architektura niewielkiego klubu FAMA pozwalała na stworzenie intymnej, kameralnej atmosfery. Co to? to krótka podróż, wspólne poznawanie świata. Hopek i Siupek to dwaj odkrywcy. Wyglądem przypominają kuzynów Teletubisiów, bo mają duże głowy i szerokie biodra, cali są w kostiumie w jednym kolorze. Dzieci powinny się z bohaterami identyfikować, gdyż ci odpowiadają im poziomem ciekawości i znajomości otaczającej rzeczywistości. Postaci są energiczne, dużo się śmieją, lubią bawić w chowanego i nieustannie pytają – co to? Hopek i Siupek przychodzą z dwiema niepozornymi poduszkami, z których po kolei wyjmują różne pluszowe elementy i przyczepiają je (na rzep) do białej płachty wiszącej na horyzoncie i uczą się ich nazw. Pomaga im w tym dziecięcy głos puszczany z offu. Po dokładnym wykorzystaniu zawartości poduch na stworzony krajobraz złożą się elementy takie jak słońce, chmurka, rzeka, kwiatek, samolot czy rybka. Obserwujące te działania dzieci ze skupieniem śledzą każdą pojawiającą się nowość, niekiedy żywo komentując akcję.

Gdy pejzaż zostaje ukończony, nieznana dotąd Pani zaprosi widzów do stworzenia własnego rysunku, a aktorzy rozdadzą wszystkim kartki i kredki. Zdecydowaną wartością jest tu wplecenie elementu warsztatowego w tkankę spektaklu. Szkoda jednak, że realizatorzy przedsięwzięcia nie pomyśleli nad lepszą dramaturgią i celem takiego działania. Nie wiadomo, kim jest Pani, która nagle przejmuje rolę narratora czy przewodnika. Zdecydowanie bardziej uzasadnione, konsekwentne i zrozumiałe dla odbiorcy byłoby przejęcie konferansjerki przez jednego z dotychczasowych wykonawców. Nie wiadomo również, czemu ma służyć galeria rysunków. Po jej ukończeniu narratorka informuje, że to już koniec i można jeszcze dotknąć rekwizytów i zrobić sobie zdjęcie. To nagłe rozbicie, brak finału i instrumentalne traktowanie aktorów/bohaterów (dosłownie odebrano im możliwość wypowiedzenia się!) rozczarowało mnie, choć wcześniej z zapałem tworzyłam swój rysunek. Myślę, że młodszym również towarzyszyło uczucie niedosytu. Szkoda, bo potencjał spektaklu był spory, jednak wydaje się, że w połowie akcji nastąpiło nieuzasadnione cięcie.

Pod względem kompozycji i dramaturgii znacznie lepiej wypadł plenerowy spektakl familijny Dziadek. Adam Walny – człowiek-orkiestra – samodzielnie wykonał lalki, napisał tekst i wystąpił w spektaklu, z jednoosobowym wsparciem technicznym. Odegranie spektaklu nie było łatwym zadaniem. Na miejsce prezentacji wybrano bowiem jedno z najbardziej ruchliwych miejsc w słoneczne, niedzielne popołudnie. Park Planty przy fontannie tętnił życiem – i dobrze, bo zgromadził sporą publiczności, choć w dużej mierze przypadkowej. Trudniej było zatrzymać widzów na dłużej, gdyż wkoło roiło się od atrakcji (plac zabaw, lody, gofry, baloniki i inne). Spektaklowi towarzyszyła też wystawa wybranych prac zrealizowanych w ramach weekendowych warsztatów Lalkobus: teatr w zasięgu ręki. Ze zwykłej pianki montażowej dzieci wykreowały m. in. portret słonia widzianego od tyłu.

Niespełna godzinny spektakl inspirowany jest autentycznymi zapiskami z dziennika dziadka autora. Z krótkich notatek, odprysków pamięci, artysta próbuje dokonać montażu, przetworzonej rekonstrukcji fragmentów tożsamości zmarłego członka rodziny. W tym celu udaje się w podróż w czasie. Od momentu pogrzebu pana Walnego seniora, cofamy się stopniowo do narodzin jego wnuczka. Zestaw epizodów i etiud łączy odgłos gongu, sygnał czasoprzestrzennej zmiany. Wykreowaniu różnych zdarzeń, osób i miejsc służą różnorodne, pomysłowo wykorzystywane formy. Niepozorny, metalowy stelaż w zależności od ustawienia służy za katafalk, kołyskę lub lokomotywę. Pomalowana skrzynia staje się grobem lub ogródkiem, z którego dziadek z wnuczkiem wykopują różne skarby. Ku ogromnej uciesze widzów zamontowany w szpadlu magnes przyciąga przedmioty znajdujące się w skrzyni, co uwiarygadnia całe wydarzenie. Wszystkimi bohaterami poza dziadkiem – sąsiadami, członkami rodziny – są proste, ale sugestywne lalki wykonane z szarego papieru, zgrzebnego płótna i metalowej siatki. Nie wszystkie epizody z życia dziadka są równie interesujące, ale do tych najbardziej zapadających w pamięć należy osłanianie kolców kaktusów korkami od wina, aby wnuczek się nie skaleczył, rozmowy z Wróblem, który chciał zostać orłem w koronie, wspomniane już wspólne wykopywanie skarbów czy szukanie tańszego zamiennika na szal z lisów dla sąsiadki. Realizatorom udało się utrzymać uwagę części widowni i wywołać żywiołowe reakcje – od dziecięcych komentarzy skierowanych do aktora po śmiech rodziców, co we wspomnianych warunkach plenerowych było niezmiernie trudne.

Weronika Łucyk, Teatralia
Internetowy Magazyn „Teatralia”, numer 140/2015

30. Festiwal Dni Sztuki Współczesnej, Białystok, 28.05-06.06.2015

Studio Teatralne BLUM

Co to?

scenariusz, reżyseria, realizacja: Lucyna Winkel, Katarzyna Pawłowska

występują: Katarzyna Pawłowska, Hubert Kożuchowski

menager i pedagog teatralny: Ewa Kijuć

wsparcie realizacyjne: Centrum Sztuki Dziecka w Poznaniu

***

Walny-Teatr

Dziadek

Lalki i realizacja sceniczna: Adam Walny

Gitara: Jacek Zięba

fot. mat. organizatorów