Sztuka w cieniu

Rok 2012 to Rok Olimpiady. Brytyjczycy zorganizowali wielkie wydarzenie i wciąż są z tego niezwykle dumni. Jak wiadomo, kultura ze sportem nigdy nie wygra, więc najważniejsze wydarzenia z dziedziny sztuki schowały się w bezpiecznym cieniu wydarzenia-kolosa. A szkoda, bo większość z nich była godna uwagi o wiele bardziej niż podejrzenia Michaela Phelpsa co do dopingu stosowanego przez chińską pływaczkę Ye Shewin. W Barbican Thetre odbył się największy od lat przegląd spektakli Tanztheater Wuppertal. W ciągu pięciu tygodni tancerze Piny Bausch odegrali aż dziesięć spektakli poświęconych tematyce miast. Od lipca do sierpnia trwał również World Shakespeare Festival  prezentujący dzieła Stratfordczyka z całego globu. Bezspornie najważniejszym spektaklem okazał się Troilus & Cressida, koprodukcja The Wooster Group i Royal Shakespeare Company. Do tego wystawa Ai Wei Wei’a, festiwal Music 20X12 czy bezprecedensowy program Unlimited promujący sztukę tworzoną przez niepełnosprawnych artystów.

Nawet Edynburg w tym roku jakby przyblakł. Olimpijskie koła dumnie wiszące nad miastem teatru nie pozwoliły nikomu zapomnieć o hierarchii wydarzeń. Jonathan Mills, dyrektor artystyczny Edinburgh International Festival, który od paru lat z powodzeniem organizował prowokujące tematyczne edycje festiwalu, w tym roku postanowił, że EIF będzie niósł ideę uniesienia i pokoju w duchu olimpijskim. Na szczęście sam program nie był tak mdły jak jego ideologia. Widzowie mogli między innymi zobaczyć spektakl Christophera Mathalera Meine Feire Dame czy Przygody Gullivera w reżyserii Silviu Purcărete. Nie bez echa przeszedł także spektakl Macbeth: 2008 Grzegorza Jarzyny. Wachlarz reakcji rozpościerał się od zachwytu nad odważną formą, przez konsternację, po pełne pogardy wzdychania nad tym, co z oryginalnego tekstu w tym spektaklu zostało.

Również na festiwalu Fringe polskie spektakle święciły w tym roku triumfy. Przygotowany przez Instytut Adama Mickiewicza program,, , prezentowany głównie w nowo otwartej przestrzeni Summerhall oraz Old College Quad, był jednym z najbardziej spójnych i ciekawych. Podczas gdy Fringe w szybkim tempie odżegnuje się od swoich korzeni związanych z promocją teatru alternatywnego i coraz mocniej stawia na łatwą rozrywkę, polskie spektakle zostały odebrane jako szansa na nową jakość tego programu. Zwolennicy wizji Fringe jako wydarzenia na wysokim poziomie artystycznym – na przykład Sir Richard Demarco lub krytycy teatralni – wielokrotnie podkreślali wartość spektakli Wojtka Ziemilskiego,  neTTheatre oraz Teatru ZAR i najbardziej znanego brytyjskiej publiczności Teatru Pieśni Kozła.  Obie wrocławskie grupy otrzymały zresztą wiele festiwalowych nagród, w tym Fringe First, Herald Archangel i Herald Angel. Nietuzinkowym przedsięwzięciem okazał się pokaz Multimedialnego Coś Bogusława Shaeffera z Teatru Polonia. Był to prawdopodobnie jedyny spektakl na Fringe nie zagrany po angielsku, ale w ojczystym języku aktorów. Oczywiście przez to jego odbiór był dużo trudniejszy dla brytyjskiej publiczności, szczególnie że improwizacyjny charakter spektaklu nie mógł być w stu procentach oddany za pomocą napisów wyświetlanych nad sceną. Jednak odbiór grupy obecnych widzów był bardzo entuzjastyczny.

Jak co roku życie teatralne po festiwalach edynburskich trochę przygasło. Brytyjskie przestawienia, które odniosły w sierpniu sukces ruszyły w objazd po kraju. Najgorętszą debatę wzbudził prawdopodobnie Wonderland, erotyczna wariacja na temat Alicji w Krainie Czarów grupy Vanishing Point. Wśród dużych instytucji ciekawą przemianę przechodzi National Theatre of Scotland. Po okresie silnie znacjonalizowanych spektakli, takich jak: Black Watch czy Beatiful Burnout, teraz przyszedł czas na promocję idei sztuki dla zmiany społecznej. NTS angażuje się w coraz więcej projektów typu off-site. W tym sezonie Adrian Howells przygotował widowisko Lifeguard zainscenizowane na basenie w zaniedbanej części Glasgow – Govanhill. Ciekawym projektem było też stworzenie musicalu Glasgow Gilrs opartego na rozmowach z dziewczynami żyjącymi w różnych dzielnicach miasta. Był to pewnego rodzaju gniewny manifest młodych kobiet. Wiele gniewu przemawiało też przez artystów na przeglądzie młodej sztuki Arches Live!. Victoria Bianchi w God Loves a Trier oskarżyła swoje pokolenie o lenistwo i zaprzepaszczenie lat, kiedy możemy coś zmienić na bezsensowną aktywność w internecie. Rob Jones i Michael O’Neill przygotowali z kolei perfromatywny manifest #neednothing, w którym pół żartem, pół serio wezwali publiczność do wyrzeczenia się dóbr materialnych i wszelkich potrzeb narzuconych przez realia rynku.

Jak widać, w teatrze na Wyspach działo się w tym roku wiele. Wystarczy jedynie wyjrzeć poza koła olimpijskie.

P.S. Od 22 lutego do 23 marca w The Royal Court w Londynie będzie można zobaczyć sztukę Time to Reap napisaną przez gdańską dramaurżkę Annę Wakulik. Nie należy tego przegapić!

Mateusz Jażdżewski, Teatralia Glasgow
Internetowy Magazyn „Teatralia” numer 40/2013