Szlagier Gustawów (Towiańczycy, królowie chmur)

Szlagier Gustawów (Towiańczycy, królowie chmur)

Wampiry wszelkiej maści od pewnego czasu cieszą się wszechstronnym zainteresowaniem. Gdyby zaś sporządzić ranking popularności w Polsce, to pierwsze miejsce z pewnością przypadłoby wampirowi romantyzmu. Blady, ledwo dyszy, ale z upodobaniem podłączamy go pod kolejne kroplówki redefinicji i z niekrytą radością wysyłamy na rehabilitacje nowymi kontekstami, narracjami, przypisaniami i koncepcjami rozliczeniowymi.

O tym, że o własne zmory trzeba dbać, tym razem przekonują Jolanta Janiczak i Wiktor Rubin, realizatorzy Towiańczyków, królów chmur. Proponują konfrontację z figurami romantyzmu (zarówno postaciami historycznymi, jak i bohaterami literackimi) w formie hybrydy muzeum historii Wielkiej Emigracji i kabaretowo-szopkowego zbioru osobliwości. W rysunku postaci nie brakuje im przy tym poczucia humoru – Adama Mickiewicza (Roman Gancarczyk) wywyższono nie tylko postumentem, ale dodatkowo dostał jeszcze koturny na stopy, żeby nie było wątpliwości, kto jest naszym największym (najwyższym?) wieszczem. Poza tym Mickiewicz ma też imponującą liczbę wyświetleń i najwyższe pozycje w wyszukiwarkach internetowych. Inna sprawa, że jego syn Władysław (Bogdan Brzyski), przemądrzałe dziecię w przykrótkich spodenkach, z uporem maniaka i niewidzialną ściereczką w dłoni zawzięcie wymazuje z biografii ojca te fakty, które nie pasują do jego wizji niczym niepokalanego wieszcza. To zresztą całkiem słuszne spostrzeżenie dotyczące naszych czasów – dziś królują historie negatywne, konstruowane nie przez dodawanie, a odejmowanie.

Nasuwa mi się jednak myśl, że spektakl Wiktora Rubina, nawet mimo imponującej eklektyzmem (ściana pełne narodowych „trofeów” – siekier, tasaków, noży i prawdopodobnie słynna Kasztanka, która wbiła się głową w mur i teraz może być co najwyżej ogierem z płótna Podkowińskiego) scenografii Mirka Kaczmarka, nie potrzebuje teatru. Lepiej już zamieścić nagranie w serwisie YouTube i sprawdzać co jakiś czas ilość wyświetleń. Główną przyczyną jest z pewnością forma – określana często jako sceniczny lub teatralny esej – z jednej strony silnie korzystająca z medium teatru jako miejsca spotkania fikcji świata przedstawionego i rzeczywistości pozascenicznej, choćby poprzez częste interakcje postaci sztuki z publicznością. Z drugiej strony, nawet współczesny teatr, z przepracowanym lepiej lub gorzej pojęciem postdramatyczności, nie do końca radzi sobie z pomieszczeniem niektórych działań. Szczególnie tych z pogranicza linearnego prowadzenia narracji i afabularnego eksperymentu. W efekcie końcowym ma się wrażenie – i zdaję sobie sprawę jak niedorzecznie to brzmi – że przedstawienie uniezależniło się od teatru, ale jeszcze nie doczekało się adekwatnej dla siebie przestrzeni bytowej.

Za to zabawnie niepoważny finał aż za nadto poważnie ujawnia główne przesłanie spektaklu. Szlagier I Can Be Your Hero, Baby Enrique Iglesiasa zostaje odśpiewany przez chór współczesnych Gustawów – aktorów i pracowników technicznych Starego Teatru. Machają przy tym radośnie małymi, biało-czerwonymi flagami. Nie potrzeba nam już patetycznego Konrada, wszyscy możemy być Gustawami. Nie potrzeba go nam tak w 2014 roku, jak i w latach wcześniejszych. Ale widocznie lubimy utwierdzać się w tym, co już wiemy.

Agnieszka Dziedzic, Teatralia Kraków
Internetowy Magazyn „Teatralia”, numer 119/2014

7 Międzynarodowy Festiwal Teatralny Boska Komedia

Narodowy Stary Teatr im. Heleny Modrzejewskiej w Krakowie

Jolanta Janiczak

Towiańczycy, królowie chmur

reżyseria, opracowanie muzyczne: Wiktor Rubin

dramaturgia: Jolanta Janiczak

scenografia, video, światła: Mirek Kaczmarek

kostiumy: Bracia

choreografia: Cezary Tomaszewski

asystent reżysera: Lucy Sosnowska

inspicjent: Zbigniew S. Kaleta

sufler: Iwona Gołębiowska

obsada: Roman Gancarczyk (Adam Mickiewicz), Krzysztof Zarzecki (Andrzej Towiański), Katarzyna Krzanowska (Celina Mickiewicz), Michał Majnicz (Konrad), Ewa Kaim (Ksawera Deybel), Juliusz Chrząstowski (Ram Gerszon), Zygmunt Józefczak (Seweryn Goszczyński), Bogdan Brzyski (Władysław Mickiewicz), Marta Ścisłowicz (Karolina Towiańska)

premiera: 14 marca 2014

fot. Magda Hueckel

Agnieszka Dziedzic – rocznik 1987, studentka dramatologii UJ, od 2008 roku związana Internetowym Magazynem Teatralnym „Teatralia”, gdzie publikowała swoje teksty i pełniła funkcję redaktora oddziału Kraków. Interesują ją „błędy” w sztuce – teatr, który nie chce być modny, architektura, która potrafi odstraszyć, literatura, która bredzi, choć czyni to z urokiem. A ostatnio także teatr lalek.