Szarość widzę, szarość (Ballada o Nowej Hucie)

Szarość widzę, szarość (Ballada o Nowej Hucie)

Towarzysze i towarzyszki, mieszkańcy Krakowa, rodacy! Oto masy pracujące zrealizowały zwycięsko i przed terminem śmiały i trudny plan wybudowania nowego pomnika socjalizmu – Nowej Huty. Unieśmy więc jasne czoła w kierunku świetlanej przyszłości, która upływać będzie w rytmicznym szumie maszyn oraz przy dobrym tempie pracy.

Jednak ten, jakże piękny, założycielski mit powstania kultowej dzielnicy (niegdysiejszego samodzielnego miasta!), postanowił zburzyć, niczym jawny polityczny wichrzyciel, Piotr Waligórski. Otóż w Balladzie o Nowej Hucie przedstawia on alternatywną wizję socjalistycznego Nowego Jeruzalem. A jeśli już mowa o mieście zstępującym z niebios, reżyser do swojej interpretacji dziejów Nowej Huty (na podstawie książek Lidii Amejko Żywoty świętych osiedlowych oraz Hanny Sokołowskiej Kosa czyli ballada kryminalna o Nowej Hucie) włącza samego Boga, który jakoby przez przypadek stworzył tę szarą pulpę na obraz i podobieństwo niczego. Bóg Waligórskiego przybiera przy tym postać odpustowego kuglarza. Dwoi się i troi na iście brueglowskim tle, a to wszystko w masce rodem z Oczu szeroko zamkniętych. Wraz z tą nutką perwersji pojawia się pytanie – „Na litość boską? Co ma do tego Bóg?”.

Najwyraźniej, Najwyższy ma wiele wspólnego z tą malowniczą okolicą. Pokusić się jednak można o stwierdzenie, że swoje dzieło ma w głębokim poważaniu, bo to, co się dzieje w Nowej Hucie, przechodzi ludzkie (i boskie) pojęcie. Przewija się tu również cała armia męczenników oraz świętych (pojawia się nawet święta dziwka, w końcu Nowa Huta musi mieć własną wersję Marii Magdaleny). Ten uświęcony konglomerat skupiony wokół Placu Centralnego i okolic pełni rodzaj zwornika pomiędzy sferą boską a codzienną szarością dnia. Bibułowe skrzydła trzepoczą tuż obok plastikowych kubków pojemnych w trunki. Aż chciałoby się zanucić świąteczny hit: „Kto wie czy za rogiem nie stoją anioł z Bogiem”, bo w takiej właśnie przaśnej poetyce rozgrywa się całe widowisko.

Ale piosenki występują nie tylko w domyśle. Nowohuccy bohaterowie śpiewają na scenie szlagiery lat siedemdziesiątych z repertuaru Filipinek czy Anny Jantar. Przyjemne dla ucha nuty i równie przyjemne dla oka dziewczęta w uroczych kostiumach z epoki zakłóca nieco komiczne wykonanie Jaskółki uwięzionej Stana Borysa.

W Balladzie o Nowej Hucie odnajdujemy całe mnóstwo różnorodnych wątków oraz odniesień. Mamy i seryjnego zabójcę, czyli tak zwanego wampirza, grasującego po łąkach i łaknącego młodej kobiecej krwi. Mamy też milicjanta zajmującego się tą przykrą sprawą (oraz wszelkiego rodzaju donosikami). Są również świadkowie, podejrzani, jest i nagminnie łamana godzina policyjna – bo trzeba pamiętać – wzmożona kontrola dźwignią społecznego zaufania. Dla jeszcze większej malowniczości (jakby tej było nie dość) pojawiają się wątki hinduistyczne, a w roli hinduskiego bóstwa występuje… karzeł. Nie wgłębiając się w problem Innego (panie reżyserze, słyszał pan o czymś takim?), można tylko powtórzyć tekst z Birdmana – „Zdobyłem karłów!”.

Żonglowanie formami, które odbywa się w oparach wciąż wypuszczanej mgły (ach! Te teatralne efekty!), ma wymiar, można by rzec, metafizyczny. Dualizm powstały na skutek zestawienia ze sobą rzeczywistości materialnej i nadrealnej zakrawa na roztrząsanie fundamentalnych problemów z zakresu antagonistycznych zestawień typu duch/materia, ciało/dusza. Aż korci, żeby sięgnąć po myśl dekonstrukcjonistyczną. Z wdziękiem pozwoliłaby ona rozbić ten sztuczny twór. Reżyser postawił sobie za cel ukazanie niecieszącej się dobrą sławą dzielnicy jako miejsca z potencjałem (i nie chodzi o ceny nieruchomości). Stworzenie innego niż stereotypowy obraz Nowej Huty, gdzie znaleźć można coś więcej niż zbiorowisko pijaków, biedaków, nieudaczników czy niespełnionych marzycieli. Jednak w próbach tych popadł w jarmarczną deifikację. Głębsze prawdy (a należy pamiętać, że głębia jest kwestią niezwykle subiektywną) przekazywane są w towarzystwie szelestu papierowych skrzydeł, srebrnych i różowych peruk, kadzidła oraz – psyk, psyk – niezawodnej mgły.

W Balladzie o Nowej Hucie kompilacja świeckości i świętości serwuje w efekcie końcową modlitwę w intencji dzielnicy. Jest to również modlitwa dziękczynna – za to, że Nowa Huta jest częścią Krakowa, za nowe połączenia tramwajowe. To zabawne i mądre podsumowanie mogłoby być początkiem, a nie końcem. Bo nieprawdą jest, że nieważne jak się zaczyna, ważne jak się kończy. Ale ostatecznie zawsze ktoś może rzucić kontrargumentem, że (pozostając przy PRL-owskiej estetyce) kułaka w oczy kole wspólnie zasiane pole.

Katarzyna Oczkowska, Teatralia Kraków
Internetowy Magazyn „Teatralia”, nr 128/2015

Teatr Ludowy w Krakowie

Lidia Amejko

Żywoty świętych osiedlowych oraz Hanna Sokołowska Kosa czyli ballada kryminalna o Nowej Hucie

Ballada o Nowej Hucie

reżyseria i opracowanie muzyczne: Piotr Waligórski
scenografia: Wojciech Stefaniak
kostiumy: Wanda Kowalska
przygotowanie wokalne: Marta Bizoń
konsultacje muzyczne: Piotr Piecha
asystent reżysera/sufler: Martyna Rezner
inspicjent: Anita Wilczak – Leszczyńska

obsada: Marta Bizoń, Gabriela Oberbek, Iwona Sitkowska, Kinga Suchan (gościnnie), Mikołaj Chroboczek (gościnnie), Andrzej Franczyk, Piotr Pilitowski/Piotr Franasowicz (gościnnie), Sławomir Franasowicz (gościnnie), Krzysztof Górecki, Robert Marchwiany (gościnnie), Jan Nosal, Sebastian Oberc (gościnnie)

premiera: 6 lutego 2015

fot. mat. teatru

Katarzyna Oczkowska – doktorantka w Instytucie Sztuki PAN. Zajmuje się polską sztuką współczesną ze szczególną słabością do kontrastów – od subtelności po kamp.