Świat nie jest taki zły...

Świat nie jest taki zły…

Trochę na poważnie, a trochę w krzywym zwierciadle. Z lekkim przymrużeniem oka, a jednak śmiejąc się przez łzy i wzruszając przy Kochankach z ulicy Kamiennej, spoglądamy na świat przedwojennej i powojennej Polski oczami, a raczej sercem i wrażliwością, Agnieszki Osieckiej. Wprowadzeni przez antreprenera jako goście specjalni wieczoru, siedząc wygodnie w fotelach, odbywamy poetycką podróż w przeszłość. Ożywa ona przed naszymi oczami, mieniąc się wszystkimi kolorami tęczy. „Świat nie jest wcale mdły” sugeruje Osiecka, porywając nas w wir dźwięków i obrazów, w którym nietrudno o zawrót głowy.

Niech no tylko zakwitną jabłonie to przede wszystkim świetnie napisany scenariusz – mocno ironiczny, przybierający formę humorystycznych scenek, solowych skeczy i grupowych popisów wokalno-tanecznych, sięgający do tradycji wodewilowo-kabaretowej, w którym współdziałają dwie ulubione formy przekazu Osieckiej – tekst poetycki oraz muzyka. Piosenka, będąca domeną poetki, w połączeniu z konwencją burleski, chicagowskiego musicalu, w jakiej zrealizowany jest spektakl PWST, staje się tu wehikułem czasu, poprzez który dane jest widzom choć przez niewielką chwilę poczuć atmosferę minionych lat. Nie ma jednak mowy o żadnej poważnej retrospekcji. Autorka bawi się historią, komponując swobodny kolaż, zlepek obrazków, ruchomych fotografii, klatek, które jak stary, czarno-biały film przewijają się przed naszymi oczami. Afisze teatralne XX-wiecznej Warszawy, reklamy, czarno-białe ulotki, sterty ówczesnych papierowych gazet czytane na głos przez aktorów fruwają po scenie, a minimalistyczna scenografia zmienia się w zależności od piosenki wraz z rozwojem akcji scenicznej. Wysokie cylindry i cygara, garnitury i lakierki, spódnice w grochy i czółenka, obcisła mała czarna lub szary fartuch roboczy… Wszystkie te elementy scenograficzno-kostiumowe przenoszą nas do zróżnicowanej galerii postaci – manekinów wyjętych z przeszłości. Podążając za poetką, Kościelniak podaje nam historię w pigułce. Sygnalizuje przemiany społeczne, ukazuje przedstawicieli różnych klas, skupia się on jednak na ludziach – na ich wadach i zaletach, upodobaniach i uprzedzeniach, na panującej w środowisku modzie, fascynacji Zachodem i Ameryką lat 40. – kontrastując z szarą polską rzeczywistością, czyni je przedmiotem żartu, parodii i ciętego dowcipu.

Mamy więc eleganckiego dandysa nieudolnie ubiegającego się o względy hardej spawaczki szyn kolejowych – Traktorzystki oraz słodkiej tancereczki – Reakcjonistki. Mamy seksowną kokietkę, opuszczoną kochankę, Inżyniera, Włamywacza, upiorną dziewczynkę rodem z rodziny Adamsów i inne zjawy mające swoje pięć minut na scenie. Nad całością czuwa charyzmatyczny mistrz ceremonii, antreprener, w którego rolę wciela się świetny Daniel Malchar. Niczym Charlie Chaplin czaruje i uwodzi publiczność zabawnymi gagami, plastycznością ruchów mima oraz wyjątkową muzykalnością. Wciąż jesteśmy zabawiani bądź pouczani, nieustannie wciągani we wspólną sceniczną grę i stajemy się uczestnikami błyskotliwego, komediowego performansu. Pomimo trudności, jakie stawia przed młodymi aktorami tak specyficzny spektakl jak Niech no tylko zakwitną jabłonie, przedstawienie studentów PWST utrzymuje dobry poziom wykonania. Układy choreograficzne, wymagające znacznej sprawności fizycznej (obroty, podskoki, figury synchroniczne) w połączeniu z partiami wokalnymi, niełatwymi zarówno pod względem interpretacyjnym, jak i technicznym (emisja głosu, prawidłowa artykulacja, dykcja), stanowią ogromne wyzwanie dla aktorów, tak więc drobne potknięcia przy braku długoletniego doświadczenia w realizacji tego typu przedsięwzięć są całkowicie wybaczalne. Aczkolwiek zarówno sam tekst, jak i kompozycje – dojrzałe, przemyślane pod każdym względem – bronią się same. Poetyckie ballady, aktorskie melorecytacje przeplatają się z nowoorleańskimi, jazzowo-swingującymi utworami, podkręcającymi ludyczną atmosferę przedstawienia. Jest również miejsce na nutę melancholii i tęsknoty w utworach instrumentalnych, przypominających kompozycje Tomasza Stańki – stonowany, chłodny, nowoczesny jazz. Tę różnorodność stylistyczną oprawy muzycznej oraz zawodowe brzmienie całości zapewnia świetne trio jazzowe, którego współpraca z aktorami jest imponująca. Sukces tego spektaklu tkwi przede wszystkim w muzyce. Niech tylko zakwitną jabłonie to przedstawienie, którego przesłanie, forma i warstwa literacko-muzyczna zwycięsko opierają się destrukcyjnej sile czasu. Dramat otwarty na improwizację oraz nowe rozwiązania inscenizacyjne (zauważalne w koncepcji Wojciecha Kościelniaka) wciąż pozostaje atrakcyjny i ciekawy nie tylko dla współczesnego odbiorcy, lecz także dla twórców. Zdecydowanie warto zobaczyć!

Magda Bałajewicz, Teatralia Kraków
Internetowy Magazyn „Teatralia” numer 52/2013

Państwowa Wyższa Szkoła Teatralna im. Ludwika Solskiego w Krakowie
Agnieszka Osiecka

Niech no tylko zakwitną jabłonie

inscenizacja: Wojciech Kościelniak
kierownictwo i opracowanie muzyczne: Dawid Sulej Rudnicki
przygotowanie wokalne: Anna Branny
obsada: Karolina Głąb, Adrianna Kućmierz, Marta Mazurek, Weronika Wronka, Daniel Malchar, Jan Sobolewski, Łukasz Stawowczyk
zespół muzyczny w składzie: Dawid Rudnicki (fortepian, trąbka), Grzegorz Bąk (kontrabas), Damian Niewiński (perkusja)
premiera: 8 marca 2013

fot. Olga Leszczaniecka

Magda Bałajewicz (ur. 1991), studentka wiedzy o teatrze, interesuje się teatrem, kinem, a w szczególności muzyką – zwłaszcza tą ,,skwaszoną”, czyli jazzem. Mieszka w Krakowie.