Świadomość Szekspira

Świadomość Szekspira

Porozmawiajmy o twórczości angielskiego dramatopisarza jak aktor  z widzem. Można przypuszczać, że takie było zamierzenie Emila Boroghina, twórcy i wykonawcy monodramu Rereading Shakespeare – „Cały świat  to scena, a ludzie na nim to tylko aktorzy”. Jednak nowa przestrzeń  i obcojęzyczna publiczność przyczyniła się do wytworzenia beckettowskiej sytuacji, która nadała przedstawieniu inny ton.

Scena tworzy ascetyczną przestrzeń – widzimy na niej tylko mikrofon oświetlony punktowym światłem, dwa głośniki i zawieszoną w tle tablicę  z wyświetlanym tłumaczeniem. Znajdujący się w jednej pozycji aktor, oszczędny w gestach, komunikuje się ze swoim odbiorcą głównie za pomocą tekstu.  To sprawia, że widz, który nie zna języka rumuńskiego, ma problem z odbiorem spektaklu, zamiast bowiem przyglądać się scenicznemu działaniu, jest zmuszony nieustannie śledzić przekład.

Już w pierwszej chwili, kiedy spojrzałam na scenę, nasunęło mi się skojarzenie z Nie ja Samuela Becketta. Natomiast gdy w całkowitej ciemności rozbrzmiewał głos z offu, pomyślałam o Towarzystwie, mniej znanym utworze tego autora. To historia człowieka, którego głos uobecnia (wydobywa  z ciemności), należy do niego, choć początkowo nie stanowili jedności (głos mówi w trzeciej osobie). Zupełnie tak jak w przypadku sceny, w której – zanim zobaczymy Emila Boroghina – usłyszymy najpierw czyjś głos, a kiedy aktor wyjdzie z mroku i zaprezentuje się publiczności, z głośników również będą dobiegać dźwięki. Głos zwraca się często w trzeciej osobie (jak u Becketta), jest niejako literacką świadomością. Kiedy aktor przemówi do mikrofonu, odbije się od wcześniejszego tekstu jak od słownego zwierciadła.

Podstawowa różnica między utworem Becketta a monodramem Boroghina to oczywiście temat. W tekście pierwszego autora naczelnym motywem jest ludzka wędrówka, podczas której człowiek wchodzi na drogę świadomości,  a przemawiający głos niejako spogląda na niego z zewnątrz. W prezentowanym monodramie głosem umożliwiającym zdobycie świadomości jest ten Szekspira. Aktor (również za pomocą tekstu Mihai Eminescu Shakespeare  Or The Books) tłumaczy odbiorcom, że jego celem jest przypomnienie o żyjącym niegdyś poecie i wydobycie jego słów na scenie.

Podstawę monodramu Boroghina stanowią monologi Hamleta. Można nazwać je metaforycznie „embrionami monologu wewnętrznego” – to myśli zebrane  w konkretną formę i choć wypowiadane przez Hamleta w samotności, posiadają jasno określonego odbiorcę. W spektaklu Boroghina wszystkie teksty Szekspira, umieszczone w tej niemal beckettowskiej sytuacji, wybrzmiały właśnie jak monolog wewnętrzny, który oddziaływał na widza. Przemawiało do odbiorcy kilka głosów: jeden wydobywał się z krtani człowieka i był zapośredniczony jedynie przez mikrofon, drugi to nagranie wydobywające się z głośników – te głosy docierały do widza, ale nie były zrozumiałe, zupełnie jak nieświadomość, natomiast głos trzeci to głos wewnętrzny wymuszony za sprawą konieczności odczytywania tłumaczenia. To z nim mieliśmy najwięcej trudności, ponieważ szybkość i częstotliwość, z jaką tekst był wyświetlany, nie pozwoliła widzowi oderwać od niego wzroku.

Ten nowy wydźwięk spektaklu jest dość interesujący, jednak męcząca konieczność odczytywania szybko wyświetlanych kwestii sprawiła, że tylko nielicznym udało się dotrwać do końca. Jak mówią: świadomość jest ciężarem i zamiast dawać wolność, jedynie uświadamia, jak bardzo jej nie posiadamy.

 Daria Kubisiak
Internetowy Magazyn „Teatralia”. Dodatek festiwalowy do numeru 66/2013
„Shakespeare Daily. Gazeta Szekspirowska” nr 5, dnia 5 sierpnia 2013

Cały świat to scena, a ludzie na nim to tylko aktorzy

reż. i wykonanie  Emil Boroghina

fot. Greg Goodale