Sushi ze schabowym (Boski romans)

Miała być komedia katolicka, ale najprawdopodobniej zgrzeszyła albo zagubiła się gdzieś w odmętach swojej metafizyczności. Rzecz o Boskim romansie, reklamowanym wszem wobec jako specyficzny rodzaj komedii. Przy pełnym szacunku dla scenarzysty –  idea chyba wymknęła się spod kontroli.

Z początku każdy widz musi oswoić się z sytuacją, w której (zwykle z nieprzymuszonej woli) się znajduje. Zwykle światło gaśnie nagle, ktoś z megafonu trzaska pogróżki: że komórka, że zdjęcia, że nagrywanie. Krzyczą, grożą i jeszcze każą rozumieć, co się dzieje na scenie. Wielu widzów przyprawić to przecież może o niestrawność. Dobry reżyser, i tak było tym razem, gładzi widza po głowie i niemalże mówi: wszystko będzie dobrze. Cóż, ta obietnica z początku wygląda dobrze. Zza kulis wyskoczył (jak się później okaże) Bogumił, który oswaja widzów, zachęca ich do poznania swojego sąsiada z siedzenia obok, przytulenia go… zanim się obejrzałam, kupił nas! Pani z przodu potwierdziła to nieśmiałym pytaniem: Czy można Pana przytulić?. Potem słyszy się monolog o powrocie do wiary, o nawróceniu, drugiej szansie. Tonem pastora z Luizjany Bogumił głosił wszechmoc i wiarę w…

Bank. O bank chodziło. Oszukał nas. Michał Walczak zawsze zaskoczy w kulminacyjnych momentach. Znowu wprowadził teatr do teatru. Bogumił bowiem oswoił nas ze swoim nawróceniem tylko dlatego, że zapłaciła mu za to firma. Rzucił w nas ochłapem z kampanii reklamowej, a jego żarliwa inwokacja była sumiennie wyreżyserowana przez sztab kapitalistycznych szczurów. Bogumił wkracza w dziwny świat. Jest po tej stronie, gdzie ludzie zmieniają osobowości, jak imiona w dowodach osobistych na „Debit” albo na inne, równie sprzedajne, jak coca-cola „towar”. To taka struktura w świecie, w którym do kościoła chodzi się „na research”, czy – żeby oddać kalectwo tego rodzaju myślenia – na „risercz”; w którym życie toczy się w bąbelkach projektów; w którym risotto i sushi stawia się na stole z żeberkami i kapustą; w którym jedyną wiarą jest ciągłe czegoś poszukiwanie oraz tania psychologia z poradników; w którym nawet ludzie wiary chodzą na „czerczing”. Po tej stronie rzeczy, czynności i ludzie tracą autentyczność, jakby zabrakło w nich boskiego pierwiastka, jakby stworzeni byli nie na wzór i podobieństwo Boga, ale na wzór współczesnej mody. Tworzy się w ten sposób jakiś symulakr świata, pędzący swoim własnym pędem, żyjący w oderwaniu od swojego pierwowzoru. Michał Walczak demaskuje tym samym wypaczenia ludzkiej egzystencji.

Jego bohaterowie są zaangażowani w swoje życie bardziej niż w cokolwiek innego. To nie jest złe, dopóty nie doprowadza się siebie do takiego stanu, że nie sposób znaleźć z drugim wspólnego języka. Postaci są ofiarami własnych kompulsji: Benedykta już bezwarunkowo produkuje zdrowaśki na kolanach; Bogumił, choć już czterdziestolatek, dalej nie wie, czego chce w życiu, więc ciągle poszukuje, a mobilizuje go do działania jego własne poczucie winy; jego partnerka z kolei realizuje odwieczny projekt samoakceptacji, samorealizacji i samowystarczalności. Bohaterowie znajdują się w uknutym przez siebie purgatorium, z którego mogliby wyjść, gdyby przejrzeli na oczy, ale sami się w siebie uwikłali.

Wiemy już, że Walczak jest krytycznie nastawiony do ulotności kapitalistycznej współczesności. Ale co ta sztuka może powiedzieć o jego poglądach na religię? Dlatego właśnie uderzyła mnie rozbieżność spektaklu z jego zapowiedzią o katolickim charakterze: religia także znajduje się w fokusie krytycyzmu. Jest tak samo rozbuchana i naładowana pompą, jak okrucieństwem i bezdusznością świat bez religii. To, co Walczak zaprezentował, jest raczej współczesną komedią egzystencjalną. Pokazuje, że bohaterowie szukają odpowiedzi na pytanie, którego sobie wcześniej nie zadali. Dlatego nigdy nie znajdą odpowiedzi i będą ciągle „pomiędzy”. Kim jest człowiek, kim jestem? – tak powinien brzmieć ich projekt. Walczak pokazuje, że ani etyka kapitalisty, ani religia katolicka nie dostarczą dobrych odpowiedzi, gdy nie zada się pytania o prosty sens swojego istnienia.

Aleksandra Pyrkosz, Teatralia Warszawa
Internetowy Magazyn „Teatralia” numer 58/2013

Teatr Konsekwentny w Warszawie

Boski romans

scenariusz i reżyseria: Michał Walczak
scenografia: Julia Skrzynecka

muzyka: Raphael Rogiński

kostiumy: Anna Hut
ruch sceniczny: Arkadiusz Buszko

obsada: Andrzej Konopka, Agnieszka Przepiórska, Eliza Borowska, Blanka Kaczorowska, Piotr Ligienza

premiera: 27 czerwca 2012

Aleksandra Pyrkosz – rocznik 1988, studentka Socjologii, licencjat z Wiedzy o Teatrze na UJ. Wcześniej publikowała w „Dzienniku Teatralnym”, z „Teatraliami” związana jest od początku. Teatr zawsze był jej pasją.