Stracone złudzenia (Ciąg)

Stracone złudzenia (Ciąg)

Ciąg, najnowsza produkcja duetu Marciniak i Buszewicz zrealizowana w Teatrze Wybrzeże, to rzecz o alkoholizmie i kryzysie czy pęknięciu w człowieku, które prowadzi do nałogu. Artyści nie chcieli podążać drogą estetyczną znaną z filmów Smarzowskiego, i choć nie znajdziemy tu scen werystycznego odzwierciedlenia upojenia alkoholowego czy fizjologicznych, zgubnych skutków przepicia, to odnajdziemy elementy, które wzbudzić mogą obrzydzenie czy też konsternację. Dobór formy może widza zaskoczyć i jest tym, co pozostaje w pamięci, czego niestety nie można powiedzieć o przekazie ideowym spektaklu.

Tym, co stanowi walor, a zarazem siłę spektaklu jest kreacja przestrzeni. Widzowie umieszczeni zostają we wnętrzu dużego pokoju, bawialni w klimacie retro. Pomysł, aby publiczność zajmowała kanapy i fotele ustawione przy ścianach – oknach przesłoniętych muślinową firaną, pozwala widzowi znaleźć się w centrum wydarzeń. Zniesienie podziału na pole gry i jej odbioru znacznie skraca dystans i powoduje, że właściwie obie strony czują się nieco niekomfortowo. Aktorzy są tak samo wyeksponowani jak widzowie. Wszyscy razem uczestniczą w rodzaju męczącej zabawy.

Kolejnym elementem silnie oddziałującym na widza jest sensoryczność, materialność wszystkiego, co się w przedstawieniu pojawi. Alkohol został zastąpiony czerwoną galaretką, która spożywana z kawiarnianych pucharków wydaje się produktem zdecydowanie nieszkodliwym, wręcz eleganckim. Ustawione w ciągu szkła zachęcają swoją obfitością, mienią się zachęcająco w świetle. Galaretka skutecznie traci ten walor, gdy aktorzy zaczynają się nią obrzucać, nacierać, czy też zanurzać całą głowę w wielkiej stercie czerwonej masy (uprzednio wysypanej na wykładzinę z dwóch wiader wypełnionych po brzegi). Widz też może zostać nią trafiony, a już na pewno poczuje ten charakterystyczny, słodkawy zapach. Aktorzy wchodzą w kontakt z materią z pełnym poświęceniem, co przy wykonywaniu tego rodzaju niesmacznych czynności budzi podziw i inne uczucia. Publiczność jest również wciągana na środek lub też znajduje się w centrum, gdy aktorzy rozsiadają się między widzami. Jeśli celem było zburzenie poczucia bezpieczeństwa u widza, to się udało. Czy konieczne było odgrywanie kopulacji z włączaniem widza w ten proces, całowanie go po kolanie, nakierowanie jego rąk na głowę aktorki? Mam wątpliwości.

Postaci, które poznajemy, to trzy pary. Anonimowi dwudziestolatkowie, trzydziestolatkowie i para po pięćdziesiątce. Ich historie przeplatają się wzajemnie, a łączy je relacja z Kataklizmem – mitem, personifikacją siły ciągnącej w dół czy też wręcz przeciwnie – słabości, braku czy też innej nieokreślonej właściwości, która pozwala ludziom na odreagowanie w czymś zewnętrznym i na utratę umiaru prowadzącą do nałogu. Kataklizm (Katarzyna Figura) wydaje się niegroźny – to surrealistyczne połączenie kobiety w kolorowych, dziecinnych wręcz skarpetkach, zgrabnych bucikach z dużą głową pluszowego królika. Przychodzi zatem ze świata bajek, którego echo przewija się podczas całego spektaklu. Muzyka z motywem disnejowskim, czy też pogrzeb przypominający zaśnięcie Śnieżki, a także powiewające muślinowe firanki przynoszą powiew innej jakości, innego świata, być może świata nierealnych dążeń i pragnień, w które bohaterowie są ślepo zapatrzeni. Kostiumy aktorek również łączą w sobie rodzaj eleganckiej aspiracji, stylizacji na lata sześćdziesiąte z elementarnym brakiem – czasem dosłownie jest to brak spódnicy czy większej ilości garderoby lub niedopasowanie (np. trampki do sukni z tiulu). Skojarzyło mi się to ze zdekompletowanym zestawem mitów amerykańskich – od bajkowości przez fałsz idylli znany choćby z Mad Mena. W Ciągu mamy przecież bohaterów pozornie szczęśliwych, ambitnych, wykształconych, którzy są wobec siebie brutalni, destrukcyjni i nie potrafią inaczej. Mimo ogromnego zaangażowania aktorów i próby stworzenia wielowymiarowych postaci, tekst nie jest w stanie wykazać swojej siły. Poruszone przez dramaturga kwestie wydają się potraktowane dość powierzchownie, trudno też uchwycić główną oś narracji, temat historii. Jedynym mocniejszym punktem tekstu jest ostatni monolog Kataklizmu, w którym następuje moment otwarcia, przyznania się, odrzucenia gry. Jest utrzymany w tonie serio, co wzmacnia samotność i bezradność zawartą w przekazie. Nie jest to jednak wystarczające, aby pozostawiło widzów z tematem do refleksji. Nic bowiem nie stoi na przeszkodzie, by po spektaklu nie wybrać się na kieliszek dobrego, chilijskiego wina.

Anna Nowak, Teatralia Trójmiasto
Magazyn Internetowy „Teatralia” numer 104/2014

Teatr Wybrzeże w Gdańsku
Michał Buszewicz
Ciąg
reżyseria: Ewelina Marciniak
scenografia i reżyseria świateł: Kataryna Borkowska
muzyka: Piotr Kubiak
ruch sceniczny: Izabela Chlewińska
obsada: Małgorzata Brajner, Agata Bykowska, Katarzyna Dałek, Katarzyna Figura, Piotr Biedroń, Michał Jaros, Krzysztof Matuszewski
premiera: 16 maja 2014
fot. mat. teatru