W starym kinie, w dawnym kabarecie… (Eugeniusz Bodo – Czy mnie ktoś woła?)

W starym kinie, w dawnym kabarecie… (Eugeniusz Bodo – Czy mnie ktoś woła?)

W mieście Jana Kiepury wystawiono sztukę o Eugeniuszu Bodo. Tak w telegraficznym skrócie, bez zagłębiania się w treść i formę przedstawienia, można byłoby odnieść się do najnowszego spektaklu zrealizowanego na deskach Teatru Zagłębia.

Oczywiście stwierdzenie to nie oddaje w pełni charakteru inscenizacji. Przedstawienie, którego bohaterem jest Eugeniusz Bodo – aktor, reżyser i producent filmowy, z jednej strony dotyczy jego bujnego życia w dwudziestoleciu międzywojennym, z drugiej – okoliczności zgonu artysty przez długie lata owianych tajemnicą. W okresie PRL winą za śmierć amanta kina polskiego obarczano Niemców, jednak w świetle informacji ujawnionych później okazało się, że został on zatrzymany przez NKWD i osadzony w łagrze. W pewnym sensie w życiorysie aktora, legitymującego się szwajcarskim obywatelstwem, można doszukać się ironii losu – w jednym ze swoich ostatnich filmów wcielał się on bowiem w postać szpiega, a to właśnie podejrzenia o szpiegostwo stały się początkiem końca nie tylko jego kariery, lecz także życia. Wątek zatrzymania aktora oraz przesłuchań poprzedzających okres jego uwięzienia stanowi swego rodzaju ramy przedstawienia. W rolę Eugeniusza Bodo wcielają się dwaj aktorzy Teatru Zagłębia: Grzegorz Kwas (grający rolę dojrzałego bohatera) i Piotr Bułka (kreujący postać młodego amanta), co jest nie bez znaczenia dla konstrukcji spektaklu. W przedstawieniu wyreżyserowanym przez Rafała Sisickiego sceny rozgrywające się w latach 1941-1943 przerywane są utworami muzycznymi, które Eugeniusz Bodo wykonywał w okresie międzywojennym między innymi z Adolfem Dymszą i Hanką Ordonówną. Ponieważ w trakcie rewiowo-kabaretowych fragmentów spektaklu Grzegorz Kwas pozostaje w przestrzeni gry, niejednokrotnie dochodzi do zdublowania postaci głównego bohatera. Jednocześnie mamy do czynienia z pewnym dysonansem, rola Bułki bowiem to żywiołowa próba oddania charakteru i stylu życia Eugeniusza Bodo, z kolei kreacja Kwasa to dramatyczna opowieść o człowieku, który miał świat u swoich stóp, lecz wszystko utracił. Przeplatając ze sobą sceny pełne radości z tymi o tragicznym wydźwięku, reżyser próbował pogodzić skrajne uczucia składające się na ludzkie życie, jednak nie do końca mu się to udało, gdyż przewagę zyskuje żywiołowa część inscenizacji. Ponadto utwory przygotowane przez zespół Teatru w zasadzie stanowią niemal jedyne, mniej lub bardziej wpisujące się w biografię artysty, odwołania do życia Bodo przed wybuchem drugiej wojny światowej. Wprawdzie w trakcie przesłuchań wspomniane są zarówno miejsca jego zagranicznych podróży, jak i tytuły filmów, w których powstanie był zaangażowany, lecz nie oddaje to pełnego obrazu życia tego artysty. W efekcie treść przedstawienia wydaje się kierować w stronę prezentacji ostatnich, dramatycznych lat życia aktora, a forma – ku estradowej działalności Eugeniusza Bodo. Potwierdza to zakończenie spektaklu. O śmierci Bodo reżyser nie mówi wprost – odnosi się do niej w sposób poetycki, metaforyczny, za sprawą jednego z piękniejszych utworów wykonanych w trakcie inscenizacji, jakim jest kołysanka Ach, śpij, kochanie (Dlaczego nie chcesz spać) z muzyką Henryka Warsa i słowami Ludwika Starskiego. Zanim jednak wybrzmi nostalgia związana z tym fragmentem przedstawienia, w ramach zakończenia spektaklu zespół powtarza jeden z utworów, w którego wykonaniu uczestniczą wszystkie postaci pojawiające się na scenie, w tym obaj aktorzy wcielający się w postać Bodo oraz… przesłuchujący go żołnierze.

Chociaż nie wszystkie zabiegi i rozwiązania sceniczne wydają się trafne, należy jednak wspomnieć o delikatnym, ale zarazem niezwykle ciekawym rozwiązaniu inscenizacyjnym, otwierającym spektakl oraz odnoszącym widza do filmowej twórczości Bodo. Związany jest on z obrazem klatek filmowych, wyświetlanym na półprzezroczystym ekranie (swego rodzaju kurtynie), co w połączeniu ze sceną związaną z tańczącymi za przesłoną parami powoduje, że widz odnosi wrażenie, jakby zaraz miała odbyć się kolejna projekcja niezapomnianego cyklu Telewizji Polskiej W Starym Kinie. Szkoda, że scen o takim charakterze nie było więcej.

Na deskach teatru dramatycznego zrealizowano spektakl muzyczny i z pewnością takie utwory, jak Umówiłem się z nią na dziewiątą, Sex appeal, Już taki jestem zimny drań czy Ach, te baby, zanuci niejeden z widzów przedstawienia. Niektóre teksty po prostu się nie starzeją. Reżyser nie wykorzystał jednak potencjału tkwiącego w burzliwych losach Eugeniusza Bodo. Szkoda, życiorys tego amanta mógłby stać się bowiem pryzmatem, przez który moglibyśmy spojrzeć na współczesne czasy.

Magdalena Czerny, Teatralia Śląsk
Internetowy Magazyn „Teatralia” numer 83/2014

Teatr Zagłębia w Sosnowcu

Eugeniusz Bodo – Czy mnie ktoś woła?

scenariusz i reżyseria: Rafał Sisicki
scenografia i kostiumy: Aleksandra Szempruch
choreografia: Jakub Lewandowski
aranżacje i nagranie muzyki: Stefan Sendecki
przygotowanie wokalne: Adam Snopek
asystent reżysera: Beata Deutschman
sufler: Ewa Żurawiecka
inspicjent: Katarzyna Giżyńska
obsada: Agnieszka Bieńkowska, Beata Deutschman, Krystyna Gawrońska, Ewa Kopczyńska, Edyta Ostojak, Michał Bałaga, Aleksander Blitek, Piotr Bułka, Przemysław Kania, Krzysztof Korzeniowski, Grzegorz Kwas, Wojciech Leśniak, Tomasz Muszyński, Andrzej Rozmus, Piotr Zawadzki
statystowanie: Katarzyna Giżyńska, Ewa Żurawiecka oraz Jaś Bieńkowski i Kacper Gmurski.
prapremiera: 3 stycznia 2014

fot. Maciej Stobierski

Magdalena Czerny – absolwentka kulturoznawstwa o specjalizacji teatrologicznej Uniwersytetu Śląskiego w Katowicach. W ramach studiów podyplomowych na Uniwersytecie Ekonomicznym w Katowicach ukończyła kierunek Menedżer kultury. Debiutowała w Forum Młodych Krytyków. Z „Teatraliami” współpracuje od początku istnienia magazynu. Pracowała w Śląskim Teatrze Lalki i Aktora Ateneum.